Marcin Cichoński: Wybierasz się na galę Fryderyków?
Kortez: Tak! Słyszałem, że mam tam być…

Brzmi, jakby ktoś Ci nakazał…
Słyszałem, że mam nominacje (fonograficzny debiut roku, album roku w kategorii pop, utwór roku, a także za najlepszy teledysk - przyp. red.) - pierwszy raz w życiu występuje taka sytuacja, że jestem nominowany do nagrody. I to takiej!

Masz już mowę? Wiesz, komu podziękujesz, jeśli wygrasz?
Nie, nie przygotowałem się i nigdy do wystąpień się nie przygotowuję. Zawsze wszystko płynie tylko i wyłącznie z serca, na spontanie. Powiem coś w zależności od tego, co będę czuł i jak się będę czuł.

Mówisz, że to pierwszy raz, więc zapytam czy jesteś przygotowany… Dużą masz łazienkę, w której znajdzie się miejsce na półkę z nagrodami?
Małą - na razie tam jest tylko półeczka na papier toaletowy (śmiech)

Co jest dla Ciebie miarą radości z wykonywania pracy muzyka? To, że dostaniesz Fryderyka, sukces komercyjny płyty, wyprzedane koncerty?
Pierwszy raz poczułem to podczas koncertu w Krakowie. Miałem tam niezwykle mocną iskrę od ludzi. Odsłuchując nagranie z koncertu, usłyszałem, jak wszyscy ludzie śpiewają ze mną - cała sala, słowo w słowo. I to mi dostarczyło tak wielkich emocji… Dotarło do mnie, że oni naprawdę znają piosenki na pamięć, że przyjemność sprawia im to samo, co mnie. To chyba największa satysfakcja, jaką możesz złapać z ludźmi, których przecież osobiście tak naprawdę nie znasz. Ale dzięki śpiewaniu łapię z nimi więź - to jest bardzo silne i miłe.

Miałeś takie sygnały wcześniej - że piosenki kojarzone są z konkretnymi sytuacjami, momentami w życiorysach? Co ci ludzie mówią..?
Ludzie po koncercie wychodzą jacyś tacy porozwalani emocjonalnie. Część z nich mówi mi, że nie może wyjść z podziwu, jak to się mogło stać. Że dla nich to jest coś wielkiego, coś mocnego, coś wyjątkowego. A przy okazji takiego, co naprawdę ich dotyka w środku. I często mówią, że są wdzięczni, że jest ktoś taki jak ja, który tak podchodzi do śpiewania.
Są ludzie, którzy tak mocno przeżywają tę muzykę, że aż widać w ich oczach. To jest niesamowite - widzieć miłość w ich oczach.

Opowiadasz o miłych reakcjach - a czy były już takie chwile, kiedy fani zrobili coś, czego się nie spodziewałeś?
Pierwszy raz taką sytuację miałem też w Krakowie. Podeszła do mnie dziewczyna i powiedziała, że to, co robię, jest żałosne, że jestem chujowy i że jestem brzydki - że wcale nie jestem przystojny. Ale że mam zajebisty talent.

Jak zareagowałeś?
Nie wiedziałem, co mam powiedzieć. Nie wiedziałem, co można odpowiedzieć na takie słowa. Skwitowałem to dość kulturalnie.

Ponoć tworzysz już nowe nagrania. Druga płyta jest już gotowa?
Tak, teraz też siedzę i robię następne… Ale nie cała płyta, to na pewno nie.

Poprzeczka pierwszym albumem została zawieszona bardzo wysoko. Jakie Ty wyzwania stawiasz przed sobą?
Jeszcze o tym nie myślę. A ładuję cały czas nowe rzeczy i staram się je robić po prostu od serca, żebym sam był tym podjarany i żeby mi to odpowiadało. Poznałem studio, sposoby i metody nagrywania i staram się tak samo nagrywać, robić całość. Poziom nagrywania jest na razie niski (śmiech), ale cały czas nad tym pracuję.

Kiedy ostatnio patrzę na Ciebie w mediach, widzę, jak odżyłeś. Wyglądasz na absolutnie szczęśliwego, spełnionego człowieka, który jest na fali w najlepszym momencie swego życia.
Fajnie, że tak to wygląda. Dobrze jest realizować swoje pasje i tu chyba nawet moment życiowy nie gra roli, bo robisz to, co kochasz, i to, co zawsze chciałeś robić. To przynosi z kolei profit, dzięki któremu masz czas, by przygotować następne rzeczy - to jest zajebista sprawa.

Mówiłeś nie raz, że masz przyjaciół, którym możesz zaprezentować nowy utwór, wiedząc, że jeśli jest słaby, to oni Ci to powiedzą. Czy przyjaciele radzili Ci już, co robić, a czego nie robić w show-biznesie?
Tak, wszyscy jasno stwierdziliśmy, że najważniejsze jest to, by nie robić z siebie pajaca. Ale ja taki jestem od zawsze - wolę być sobą.

Czyli akcje celebryckie i występy w różnych dziwnych programach Ci nie grożą?
Nie grożą - moje życie zaczyna się i kończy tam, gdzie jest muzyka. A różne dziwne rzeczy, jak prowadzenie jakichś tam programów... Nie było nawet podchodów, bo wszyscy wiedzą, że to nie mój świat. Ja mam to gdzieś. Nawet nie myślę o tym! To jest tak silnie zakorzenione we mnie, że nie chcę zdradzić muzyki.

Jakie masz relacje z muzykami, z którymi grasz koncerty?
Mieliśmy już okazję poznać się w studiu, kiedy nagrywaliśmy płytę, i bardzo dobrze wspominam ten czas. I teraz, kiedy jeździmy ze wszystkimi, to wszystko się zgadza. Są to w porządku ludzie - w sensie osobowości - i są zajebistymi muzykami. Jak dla mnie to idealna sytuacja.

Fantastyczny debiut, świetne recenzje, koncerty - a przecież to dokładnie rok temu Trójka jako pierwsze radio zaczęła grać twój debiutancki utwór. Jakie marzenie chciałbyś spełnić w ciągu następnego roku?
Chciałbym się nauczyć malować, bo mam w głowie rzeczy, których nie jestem w stanie opowiedzieć muzyką. Do tego musiałbym być poznać technikę, bo nic o tym nie wiem. Chciałbym także zrobić coś kiedyś w filmie.

A to myślenie obrazami to nowa rzecz, czy jest w Twojej głowie, od kiedy znamy Cię jako Korteza?
Od dawna. Wiesz, kiedy tworzę muzykę, mam też obrazy z nią związane, które mógłbym namalować. Ale nie potrafię, jestem tu paralitykiem - może się nauczę. I czasem widzę do tego scenę z filmu, wiem, jak by wyglądała, ale nie wiem, jak to nakręcić, jak to zrobić, bo po prostu nie umiem. Ale kiedyś bardzo bym chciał się nauczyć.

A jak jest teraz z tekstami? Rok temu mówiłeś, że wiesz, co chcesz przekazać, ale dobrzy ludzie jak Agata Trafalska czy Ten Typ Mes pomagają Ci ubrać to w odpowiednie słowa. Piszesz już sam?
Większość swego czasu staram się poświęcać na robienie muzyki, ale piszę też sam. Niestety nie mam 48 godzin dziennie, choć bardzo bym chciał. Energię poświęcam na kombinowanie, jak dobrze coś nagrać i co w ogóle nagrać. Są nowe numery, a na nich uczę się nagrywania i miksowania. A cały wolny czas, który mam, spędzam ze swoim synem. Ale czasem jak gdzieś jedziemy - w busie, odpalę muzę i staram się pisać.

Mój starszy syn zaczyna przeżywać, że tata coś gdzieś robi - pojawia się i robi na przykład wywiad. Twój przeżywa Twoją muzykę, jest z Tobą, z tym, co robisz?
To ciężki temat, bo mój synek bardzo za mną tęskni. Kiedy wyjeżdżam, to jest po prostu zły i smutny. Bardzo podoba mu się „Bumerang”. I jak jestem, i jak mnie nie ma, to on prosi, by płytę włączyć i słucha jej. Ostatnio, jak mnie nie było, słuchał moich piosenek, a przy tym siedział i płakał. On to przeżywa, bo gra jego ojciec - to nie jest istotne, czy te piosenki są ładne, czy brzydkie. On widzi w tym mnie i odczuwa brak. I powiem ci, że jak wyjeżdżam, to mnie też boli.

Na koniec zdradź - coś zmienisz w nowych utworach? Poprzednia płyta miała swój logiczny klucz, była spójna. Teraz coś nowego zaproponujesz?
Musiałbym świadomie oszukać podświadomość, a tego nikt nie umie zrobić. Próbuję, nagrywam, kombinuję i dzięki temu mam też utwory, w których siebie nie widzę. Podobają mi się, jaram się nimi - ale ja ich nie zaśpiewam.

Czyli jak ktoś się zgłosi i zapyta…
…nie widzę problemu, byłoby ekstra, bo mam tego bardzo dużo.

Kortez, muzyk, kompozytor, wokalista, gitarzysta, pianista i puzonista. W 2013 brał udział w eliminacjach do programu "Must Be The Music", ale nie przeszedł do kolejnego etapu. Rok później podpisał kontrakt na wydanie płyty. Album "Bumerang" z utworem "Zostań" osiągnął status platyny.