Rok temu wszyscy byliśmy w szoku. Wieść o śmierci Davida Bowiego zaskoczyła nie tylko dlatego, że informacje o stanie zdrowia gwiazdy były starannie skrywane. Wszystko, co poznaliśmy wcześniej układało się w starannie ułożony scenariusz.

Półtora miesiąca wcześniej, 19 listopada 2015 poznaliśmy nagranie i teledysk "Blackstar". - Gdy to zobaczyłem, przyszła mi do głowy myśl: "co on taki mroczny jest, coś mu chodzi po głowie" - mówił w rozmowie z dziennik.pl Muniek Staszczyk. Klip powstał we wrześniu 2015 roku, kręcony był w Nowym Jorku, w studiu na Brooklynie. Fabuła była mocno szokująca - ciało zmarłego kosmonauty składano w starożytnej świątyni. Wokół pełno było symboli śmierci, a taniec pojawiających się w klipie młodych ludzi bardziej zbliżony był do śmiertelnych, agonalnych drgawek, niż do układów, które dominują współcześnie w teledyskach.

Reżyserem teledysku jest Bo Johan Renck, niegdyś muzyk gwiazdy jednego sezonu, popowo-danceowej formacji Stakka Bo. Wcześniej tworzył klipy, ale nie powiązalibyśmy go z Davidem Bowie, bo współpracował z takimi gwiazdami jak Kylie Minogue, Madonna, Robbie Williams czy All Saints.

Bowie zdecydował się na współpracę z Renckiem ze względu na jego doświadczenie filmowo-telewizyjne. Reżyser uczestniczył w powstaniu takich kultowych seriali jak "Breaking Bad" czy "The Walking Dead". Wpływ tego ostatniego widać w teledysku "Blackstar" aż nadto wyraźnie.

Renck musiał znać doskonale wszystkie szczegóły napisanego przez Bowiego "scenariusza" śmierci. On jest też reżyserem wstrząsającego "Lazarus" - ze słynną sceną wejścia do szafy oraz zaczynającego się słowami "Look Up Here, I'm in Heaven" (spójrz w górę, jestem w niebie).

Płyta "Blackstar" ukazała się 8 stycznia 2016 roku - dokładnie w 69. urodziny gwiazdy. Później okazało się, że to jedyny album artysty, który w Stanach Zjednoczonych dotarł do pierwszego miejsca listy najlepiej sprzedawanych płyt, publikowanej przez magazyn Billboard. Dwa dni później dowiedzieliśmy się o śmierci artysty.

Na temat symboliki zawartej na płycie powiedziano i napisano wiele. Coraz częściej powraca motyw blizny, jaka w terapii onkologicznej zostaje na ciele pacjenta - ma ona kształt gwiazdy zbliżonej do tej, którą widzimy na okładce ostatniej płyty Bowiego. Ale czy jest to prawdziwa interpretacja – tego nie dowiemy się pewnie nigdy. No chyba, że ujawnione zostaną kolejne materiały bądź nagrania, które rzucą nowe światło. A nie jest to wykluczone – kilka dni temu poznaliśmy nowy teledysk, przewrotnie zatytułowany „No Plan”.

Interpretacja tytułu płyty „Blackstar”, zamieszanie wokół „scenariusza” śmierci artysty to tak naprawdę nic nowego. David Bowie zaskakiwał nie raz wcielając się w wykreowane przez siebie postaci, takie jak Natan Adler czy Ziggy Stardust. Potem zrywał z nimi tak szybko, że nikt nie był w stanie przewidzieć, w którą stronę patrzeć.

Zawsze przewidywał to, co się stanie w show-biznesie na kilka lat do przodu” – to zdanie pada w filmie dokumentalnym „David Bowie: Człowiek, który zmienił świat” („Bowie: The Man Who Changed the World”, reż. Sonia Anderson). Tymczasem wiele wypowiedzi przypomina o tym, co dla artysty było najistotniejsze. "Moim priorytetem jest życie domowe, rodzinne. Twórczość to tylko jego odbicie" – w ustach gwiazdy pop brzmi to zaskakująco.

Obraz pokaże dziś o 21:00 Canal+.