Fink "Sunday Night Blues Club, Vol. 1", NoPaper Records

Pochodzący z pięknej Kornwalii Finian Paul Greenall, czyli po prostu Fink, ma u nas spore grono fanów. Oni zapewne już wiedzą, że we wrześniu po raz kolejny przyjedzie do Polski na kilka koncertów. Zagra m.in. materiał z doskonałego albumu  "Sunday Night Blues Club, Vol. 1". Albumu, który mówiąc najkrócej, jest jego hołdem dla gigantów bluesa. Fink może nie brzmi jak jego mistrzowie, w stylu Johna Lee Hookera czy Chuck Berry'ego, ale blues według Finka to również poruszające, rytmiczne granie w surowym, szorstkim stylu.

Mrozu „Zew", Gorgo Music/Warner

Dla mnie jedno z największych zaskoczeń naszej sceny ostatnich miesięcy. Do tej pory wokalista, mówiąc delikatnie, budził we mnie chłodne uczucia. Kiedy jednak zobaczyłem teledysk do numeru „Duch" z tej płyty, a potem odpaliłem cały album, pomyślałem sobie: Dawidzie Podsiadło, masz konkurencję. Słychać tu nawiązania do muzyki sprzed lat, klasycznego rocka (genialne „Rewolucje"), bluesa w stylu Nalepy, a do tego elementy soulu i jazzu. Muzycznie jest rewelacyjnie, także za sprawą mistrza produkcji Marcina Borsa. Jeżeli Mrozu to dla was wciąż tylko przebój „Miliony monet" posłuchajcie „Ducha" albo innego fragmentu płyty „Zew". Zdziwicie się.

Polish Jazz Quartet "Meets Studio M-2", GAD Records

Gratka dla fanów polskiego jazzu, szczególnie w wykonaniu bigbandowym. Na tej płycie znalazł się zremasterowany materiał działającego w latach 60. fenomenalnego kwartetu z  Wojciechem Karolakiem i Janem Ptaszynem-Wróblewskim na czele. Swingujące kompozycje mistrzów polskiej szkoły jazzu ukazały się wcześniej m.in. na płycie z legendarnej serii „Polish Jazz". Teraz, specjalizujące się w „odkopywaniu" skarbów muzycznych sprzed lat wydawnictwo GAD Records, przypomina to fenomenalne granie.

Hippo Campus „Landmark", PIAS/Mystic

Istnieją niemal cztery lata, ale dopiero teraz dojrzeli do pełnoprawnego debiutu. Zanim wydali „Landmark" udało im się jednak wypuścić dwie epki, zagrać m.in. na słynnej Lollapaloozie i podzielić swoją piosenką z serialem sci-fi „Wrogie niebo" (zagrał w nim m.in. Noah „Ostry dyżur" Wyle). Nie ma co nastawiać się na to, że „Borderline" Amerykańcy muzycy rozniosą scenę indiepopową. Jeżeli jednak nie chcecie by wasze nastoletnie dzieci utonęły w koszmarnym plastikowym świecie reprezentowanym na przykład przez One Direction, puśćcie im Hippo Campus. Dzieciaki zobaczą, czy raczej usłyszą, że można grać lekko, łatwo i przyjemnie, ale z odrobiną klasy i luzu. A wy nie będziecie się musieli wstydzić swojej płytoteki.  

Dirty Projectors „Dirty Projectors", Domino/Sonic

Nagroda dla tego, kto jednym słowem określi to, co grają od lat Dirty Projectors. Nowojorski skład gra coś na pograniczu dokonań Davida Byrne’a z Talking Heads, Franka Zappy albo najbardziej szalonych muzyków z różnych stron świata dowodzonych przez Damona Albarna. Być może jest to alternatywne r’n’b, może art rock albo nowatorski miks elektroniki z world music. Jest dziwnie i pięknie.

Leepeck „Borderline"

Debiut warszawskiego songwritera powinien spodobać się fanom delikatnych, ale nie usypiających dźwięków, bez popowej otoczki a la Ed Sheeran, ale za to w retro klimacie. Onirycznemu wokalowi Leepecka towarzyszą tu m.in. pianino, banjo i gitary. Nie potańczycie przy „Borderline", ale na pewno się wzruszycie. Póki co, album dostępny w wersji cyfrowej. Premiera fizyczna za dwa miesiące.

Rafał Gorzycki „Syriusz", Requiem Records

Jeszcze bardziej intymnym klimatem niż Leepeck wypełnił „Borderline" swoją solowę płytę „Syriusz" naznaczył Rafał Gorzycki. Fortepian, wibrafon, organy – to przede wszystkim za pomocą tych dźwięków założyciel Sing Sing Penelope zbudował nie łatwy muzyczny świat. Całość brzmi trochę jak soundtrack do jakiejś ascetycznej animacji. Dla poszukujących niebanalnych dźwięków.