Dziennik Gazeta Prawana logo

Muzyka abstrakcyjna mnie nie demaskuje

17 listopada 2009, 09:59
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
"Muzyka abstrakcyjna jest najbliższa mojej introwertycznej naturze - - wyznał dyrektor Warszawskiej Jesieni Tadeusz Wielecki - bowiem pozwala na powiedzenie rzeczy bardzo intymnych, jednocześnie mnie nie demaskując". Kompozytor wystąpi dziś w Studiu Koncertowym Witolda Lutosławskiego.


Bardziej fascynująca wydaje mi się próba powiedzenia czegoś niż sam komunikat. Jesteśmy skazani na niedoskonałość wypowiedzi. Człowiek pozostaje tajemnicą dla drugiego człowieka, a w pewnym sensie także dla siebie. To trochę tak, jakbyśmy starali się zrozumieć niemowę wydającego nieartykułowane odgłosy albo Beduina posługującego się nieznanym dialektem. Nie jesteśmy w stanie dociec znaczeń – pozostają niesamowicie ekspresywne i same w sobie fascynujące gesty oraz dźwięki. Paradoks polega na tym, że całe to tragiczne piękno oraz tajemnicę zauważamy właśnie w egzotycznych sytuacjach, a nie w toku codziennej, konwencjonalnej komunikacji.


Słowo czy figura teatralna stanowić mogą – jak dzieje się to w "Historii bardzo prawdziwej" albo "Powtarzance" – pewną odskocznię czy punkt zaczepienia. Ale ostatecznie to wieloznaczne układy dźwiękowe pozwalają na prawdziwie głęboką wypowiedź dotykającą niezdefiniowanych obszarów ludzkiego odczuwania. Przykładem "Powtarzanka", która oparta została na popularnym wierszyku "Siała baba mak...", lecz trudno ją nazwać utworem tylko dla dzieci. Nie będę ukrywał, że muzyka abstrakcyjna jest też najbliższa mojej introwertycznej naturze, bowiem pozwala na powiedzenie rzeczy bardzo intymnych, jednocześnie mnie nie demaskując.


W pewnym sensie osamotniony byłem już w 1978 roku, gdy rozpoczynałem studia u Włodzimierza Kotońskiego. W Polsce szalał wtedy nowy romantyzm, a ja czułem się związany z awangardą lat 60. Paradoksalnie o wiele silniej jestem związany właśnie z obecnym młodym pokoleniem – Aleksandrą Gryką, Wojciechem Ziemowitem Zychem czy Cezarym Duchnowskim, którzy traktują poszukiwanie własnego języka dźwiękowego jako coś naturalnego. Nie chodzi tu o awangardowość za wszelką cenę. Ale nowatorstwo jest warunkiem koniecznym autentyzmu i wiarygodności. Chodzi o to, by w którymś momencie można było podobnie jak Gombrowicz powiedzieć sobie – "jestem zrobiony". W pewnym sensie to właśnie ze swojej muzyki dowiaduję się, kim jestem i jak się zmieniam.


Nasze pokolenie nie tyle się wycofało, ile nigdy nie zaistniało. Z wielu powodów. Po pierwsze dorastaliśmy w momencie, gdy ogólne podniecenie sztuką było już tylko wspomnieniem. I nigdy nie tworzyliśmy wyraźnej pokoleniowej grupy – każdy robił swoje. Nie muszę dodawać, że sama epoka, w której debiutowaliśmy – stan wojenny i schyłek komunizmu – nie należała do zbyt ciekawych. Panowała atmosfera apatii i zamknięcia. Nie mogło być mowy o żadnym wsparciu ze strony własnego kraju, nie można też było liczyć na zagranicę, która wcześniej bardzo pomogła przecież karierom Lutosławskiego, Pendereckiego i Góreckiego. Stąd wzięło się także głębokie zacofanie polskiej muzyki w dziedzinie informatyki, psychoakustyki oraz nowych mediów, które nadrabiane jest teraz przez najmłodszą generację. Moje pokolenie istnieje tylko w sensie metrykalnym.



Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj