Zmiana jest efektem kampanii, którą prowadził m.in. Cliff Richard, a także wielu mniej znanych muzyków przekonujących, że nadal powinni otrzymywać dochody ze swoich utworów.
Krytycy przekonują jednak, że wielu muzyków nie będzie miało z tego korzyści, bo większość dochodów trafi do wielkich gwiazd i wytwórni płytowych. Zmiana dotyczy bowiem prawa do nagrań studyjnych, które zwykle należą do firm fonograficznych.
Zgodnie z dotychczasowymi zasadami po upływie 50-letniej ochrony każdy utwór muzyczny mógł być wykorzystany w dowolny sposób bez pytania o zgodę twórców, a ci – podobnie jak wytwórnie płytowe – nie otrzymywaliby z tego tytułu żadnych honorariów. W ciągu najbliższych kilku lat dotyczyłoby to takich artystów jak The Beatles czy The Rolling Stones, którzy rozpoczęli kariery na początku lat 60. XX wieku.
Wydłużenie okresu obowiązywania praw autorskich uzasadniono także tym, że wielu muzyków zaczyna kariery w bardzo młodym wieku i 50-letnia ochrona często nie obejmuje całego ich życia. W związku z tym grozi im, że pod koniec życia nie będą mieli z czego żyć.
Reklama