Zadzwoniliśmy do Roberta Gawlińskiego, z prośbą o wspomnienie po zmarłym dziś Winicjuszu Chróście.

Reklama

Winicjusz? Winek? Bardzo go lubiłem, zaskoczyła mnie jego śmierć. Winek bardzo kochał jazz, ale wywodził się bluesa. Przez siedem ostatnich lat się nie widywaliśmy. Ostatni raz... to było dwa lata temu przy okazji nagrywania płyty Maryli Rodowicz. Tylko on mógł coś takiego zrobić – nagrać cudowną stylową podróż w lata siedemdziesiątych.

Winek był ciepłym człowiekiem. Lubiłem jego opowieści sprzed lat, z krainy scenice-fiction i mistycyzmu. Winek np. utrzymywał, że zgubił czas, znalazł się w innej przestrzeni. Dowiedziałem się tego, bo często siadywaliśmy przy wódce i gadaliśmy, byliśmy kumplami. Opowiedział mi, że kiedyś na koncercie ktoś go poczęstował maryśką. Była tak mocna, że on stwierdził, że przesunął się mu się czas. Ale on taki był - chrześcijaninem z korzeniami mistycyzmu dalekowschodniego.

Winek to była postać, bez której wiele znaczących płyt by nie powstało. Do Winka przyjeżdżało się nagrywać płyty, ale też po prostu z nim spotkać.

Winek był ciekawą postacią. Odkrywałem go przez lata, dowiadując się, często ze zdumieniem, co stworzył. Winek z wiekiem stał się domatorem, ale przedtem był rockandrollowym gościem. Taki człowiek ciepły, którego odejście boli. Myślałem, że będę miał chwilę czasem, zadzwonię, umówimy się. Nie zdążyłem.

Baśka” była nagrywana u Winka. Kiedy nagraliśmy, zszedł na dół z promienną twarzą i powiedział „ale ty masz hita”. Wyciągnął flaszkę whiskey i powiedział „ja wam za to nie policzę, to będzie historia”. A nikt z nas jeszcze nie był o tym jakkolwiek przekonany!

Umówił doradzić, co będzie piosenką do radia. Miał "czuja" muzycznego, co był też słychać w jego muzyce. Miął różne talenty – np. potrafił grać na gitarze z ulubionymi płytami. Kochał muzykę całym sobą,

W tej chwili obserwuje taki proces, że nie powstają zespoły, są marki i nazwiska, np. Dawid Podsiadło, Monika Brodka. Ale i kiedyś, i teraz, za znanymi nazwiskami stali producenci, którzy nigdy nie byli gwiazdami. Choć powinni. I kimś takim, był Winicjusz Chróst.

Winek nie był zapalczywy, delikatnie podpowiadał, ale jak już powiedział, to ważyło.

Nigdy nie zapomnę jego opowieści. On na przykład przychodził i mówił „znowu mnie wiewiórki obudziły, skaczą po dachu, ale przecież ja ich nie wygonię”. Z jednej strony biznesman, twardy negocjator, a z drugiej człowiek o otwartym sercu.

Boli w tych tragicznie dziwnych czasach odejście tak wspaniałego człowieka.