Ta muzyka oczywiście nie jest taka nowa, rozwija się w Angoli od początku lat 90. Do Portugalii dotarła dzięki emigrantom i stała się miejską muzyką taneczną popularną na przedmieściach Lizbony. Wielu z lokalnym didżejom ten gatunek wydał się bardzo ciekawy, bo był swego rodzaju afrykańską odpowiedzią na techno, miał niezwykłą dawkę energii i surowe brzmienie. I tak wielu z nas zaczęło się spotykać na różnych imprezach i miksować te nagrania z drum’n’bassem, dubstem czy grimem. W końcu założyliśmy Buraka Som Sistema jako kolektyw didżejów i raperów oraz zaczęliśmy pracować nad własnymi kawałkami w tej stylistyce.
Wpadka na koncercie Arctic Monkeys >>>
Wiesz, powiem tak – jesteśmy dość popularnym zespołem jak na nasz kraj i gatunek muzyki, jaki uprawiamy. (śmiech) Musisz wiedzieć, że kuduro to ciągle nisza – muzyka ta była przez lata głównie kojarzona z najniższymi warstwami społecznymi. Jej fenomen można przyrównać do hip-hopu w Stanach gdzieś w latach 80. My wreszcie wyciągnęliśmy ją z getta, pokazaliśmy szerszej publiczności, że można się przy niej świetnie bawić bez żadnego obciachu. Na nasze koncerty przychodzi teraz nawet po 3 tys. osób, a teledyski czasem pojawiają się też w MTV. To na pewno dla nas duże osiągnięcie.
Duffy i koleżanki zdobyły Babie Doły >>>
Niestety nasz rynek muzyczny jest mały i nieszczególnie ciekawy. Większość zespołów rockowych i popowych od lat stara się głównie śledzić to, co dzieje się w Anglii i w USA – więc też mieliśmy całą falę np. zespołów grunge’owych. Do pewnego stopnia podobnie ma się sytuacja na scenie klubowej, chociaż tutejsi didżeje i raperzy potrafią być znacznie bardziej kreatywni niż rockmani. Ze sceny drum’n’bass czy triphopowej wyrosło naprawdę kilku fajnych artystów, którzy starają się być na czasie i robić oryginalne rzeczy. Do tego mamy jeszcze całe bogactwo kultury afrykańskiej, południowoamerykańskiej czy azjatyckiej, która jest też dla nas ogromnym źródłem inspiracji i dodaje muzyce kolorytu.
W czasach internetu to przecież zupełnie naturalne zjawisko. Dzięki takiemu serwisowi jak MySpace zniknęły problemy z dostępem do muzyki oraz pojawiły się zupełnie nieograniczone możliwości poznawcze. Dzięki blogom ludzie docierają do dźwięków, których nigdy przedtem nie słyszeli, i odkrywają zupełne nisze. To najlepszy dowód na to, że są już znudzeni tym, co słyszą w radiu i w telewizji. Jednocześnie to zjawisko globalnej fuzji muzycznej świadczy o tym, że kultura amerykańska przyćmiła nam zupełnie ogląd świata i przegapiliśmy wiele ciekawych rzeczy.
Gwiazda drugiego dnia Open'era 2009, Moby, specjalnie dla DZIENNIKA >>>
Jasne, chociaż dla nas przede wszystkim liczy się dobra zabawa, a potem przekaz. Staramy się działać razem przez kulturę, pokazywać pewne zjawiska, a niekoniecznie kogoś atakować czy z kimś walczyć. Na przykład na naszej płycie celowo sięgamy po gatunki spoza mainstreamu i z najdalszych zakątków świata, żeby otworzyć ludziom oczy. Jeśli chcą się tylko bawić, to dobrze. Jeśli potem wrócą do domu albo kupią płyty i zaczną czytać w internecie o tej muzyce, to sami poznają jej podłoże społeczne i będą mogli sobie wyrobić zdanie. My na razie pomogliśmy M.I.A. poznać lepiej Angolę, twórców kuduro, a naszym wspólnym utworem „Sound Of Kuduro” otworzyliśmy tej muzyce drogę na światowe rynki.
Śledź Open'era przez Twittera >>>
Wierzę, że będzie naprawdę dobra zabawa. Graliśmy na wielu europejskich festiwalach i widzę, że ludzie doskonale rozumieją tę muzykę. Występujemy teraz w sześcioosobowym składzie z trzema raperami i trzema muzykami, którzy obsługują elektronikę i grają na bębnach. Dla nas wzorem zawsze było The Prodigy i Chemical Brothers, dlatego stawiamy na pełną interakcję z publicznością – gramy utwory z płyt, ale też improwizujemy i cały czas podkręcamy tempo tańca. Kuduro na pewno świetnie przyjmie się również w Polsce.
p