Nie ulega wątpliwości, że największym wydarzeniem wieczoru, a najpewniej i całego festiwalu, był comeback FAITH NO MORE. Świadczyła o tym liczba wyprzedanych biletów na sobotni wieczór oraz osób w koszulkach grupy kłębiących się pod sceną. Zespół pod wodzą demonicznego i eleganckiego Mike'a Pattona nie zawiódł – jak za starych dobrych czasów zabrzmiały “Midlife Crisis” czy “Epic”. Bezkompromisowe popisy muzyków, których czas się nie ima, przyciągnęły tysiące fanów. Główna zasługa w tym samego lidera, który miotał się po scenie jak szatan. Mike Patton jest jak wino: starzejąc się, nabiera wartości. Był w najlepszej dyspozycji wokalnej od lat, a do tego podtrzymywał fantastyczny kontakt z publicznością. Biegał z mikrofonem wśród publiczności i kazał śpiewać „Evidence”, czym zawstydził rodaków. Polska stadionowa na chwilę oniemiała, ale Patton to wyrozumiały sędzia. „Jednak potraficie śpiewać”, stwierdził później, podczas chóralnych wtórów tlumu.

Open'er 2009 rozpoczął się od... wpadki na koncercie Arctic Monkeys >>>

Drugą równie oczekiwaną atrakcją tego samego wieczoru był występ reaktywowanej grupy MADNESS, która powraca albumem „The Liberty of Norton Folgat”. Starszych fanów ska można było rozpoznać bez problemu i nawet nałożenie się koncertu Brytyjczyków na scenie world z Faith No More na scenie głównej nie odebrało jej publiczności. W przeciwieństwie do ubiegłorocznej wizyty Sex Pistols, która wzbudziła skrajne reakcje, nie było wątpliwości, że banda Suggsa jest w formie. A dzięki obowiązkowej stylizacji – kapelusiki, czarne koszule i garnitury – nie było po nich widać nawet upływu lat. Również próbę czasu przetrwały piosenki “One Step Beyond…”, “My Girl”, “Our House” czy cover “I Chase the Devil” Maxa Romeo odśpiewane wspólnie z fanami.

Drugiego dnia Open'erem rządziły kobiety: liderka The Gossip i Duffy >>>

Nie zawiedli się również fani elektorniki, którzy wiernie wyczekiwali do kończących noce występów melancholijnego Francuza, M83, a hiphopu - wywijającego rymami Q-TIPA (mocny akcent najczarniejszych brzmień, choć jego nowe utwory nie są tak nowatorskie, jak zapowiadał sam mistrz Q).

White Lies dla DZIENNIKA: "Nie lubimy pochlebstw" >>>

WHITE LIES, okrzyknięci przez prasę brytyjską rewelacją roku, dali fantastyczny koncert - wystarczyło zajrzeć do sceny namiotowej, żeby przekonać się, jaka jest siła nowej angielskiej muzyki. Mimo nieociągnięć koncepcyjnych (ich muzyka za bardzo przypomina miks wielkich kapel z Wysp, jak The Cure, Joy Division, lub nowszych, jak Interpol, Bloc Party i Glasvegas), bardzo się podobali. Dwudziestolatkowie z Ealing w zachodnim Londynie, tak jak wszystkie zespoły z wyspierskiej czołówki, są znakomici technicznie i piszą przebojowe piosenki. Teksty utworów z jedynego na razie krążka w dyskografi White Lies „To Lose My Life...” znała na pamięć znakomita większość zgromadzonych w niebieskim namiocie festiwalowiczów. Była wśród nich oczywiście mocna reprezentacja obywateli Zjednoczonego Królestwa, którzy wyjątkowo licznie przyjechali do Gdyni. Fanów zachwycił szczególnie mocny głos frontmana Harry'ego McVeigh. Ten zaś wydawał się oszołomiony tak ciepłym przyjęciem, za które kilkakrotnie dziękował ze sceny. – Marzy nam się kariera międzynarodowa, dlatego zamiast czytać w gazetach pochlebstwa na nasz temat, jeździmy do Ameryki, Azji czy teraz do Europy, gdzie dopiero musimy przekonać do siebie słuchaczy – mówił DZIENNIKOWI basista bandu, Charles Cave. Open'erowców White Lies już zawojowali, bo podczas ich show był pełny, namiot, oklaski i wspólne śpiewanie.

Podobnie entuzjastycznie została przyjęta EMILIANA TORRINI.

Emiliana Torrini dla DZIENNIKA: "Czasami uciekam od muzyki" >>>

Eteryczna Islandka zaśpiewała w sposób przejmujący, w jej występie nie zabrakło ukłonów w stronę Bjork. Ale Emiliana potrafiła nadać swojemu występowi dynamizm, ciepło i czar, jakiego brak wielu wielkim, uznanym wokalistkom. Także swietny zespół towarzyszący i ciekawy dobór utworów sprawiły, że śmiało można nazwać jej koncert jednym z najlepszych na festiwalu.

p

Na zakończenie festiwalu atrakcji muzycznych co niemiara. The Prodigy, Placebo, Kings of Leon, Lily Allen i przełożony z soboty na dziś występ gorących Portugalczyków z Buraka Som Sistema. Będzie w czym wybierać. Oto, co czeka publiczność w niedzielę 5 lipca:

Scena Główna

  • 18:00 O.S.T.R.
  • 20:00 Lily Allen
  • 22:30 Kings of Leon
  • 00:15 Placebo
  • 02:00 The Prodigy

World Stage

  • 19:30 Buraka Som Sistema (koncert przeniesiony z soboty)
  • 20:30 Santigold
  • 23:00 Gadająca Tykwa
  • 00:30 Jazznova

Namiot

  • 17:00 The Black Tapes
  • 19:00 Priscilla Ahn
  • 21:00 Kumka Olik
  • 23:30 The Ting Tings
  • 01:30 Sofa

Young Talents Stage

  • 16:30 Letko
  • 17:30 Plug and Play
  • 18:30 The Calog
  • 19:30 Iowa Super Soccer

Burn Beat Stage

  • 17:00 Envee
  • 20:00 Busha
  • 23:00 Ros
  • 02:00 Auricon

Alter Space

  • 17:00 "Lucky People Center International", reż. Erick Pauser, Johan Sodeberg
  • 19:00 Mass Kotki
  • 20:30 Twożywo (animacje), "Open'er 2008", reż. R. Wikieł
  • 22:30 Contemporary Noise Sextet
  • 00:00 "Berlin Calling" rez. Hannes Stoehr
  • 02:00 Lady Aarp

Teatry

  • 23:30 Mamadoo fire show