Marcin Cichoński: Czy my do konkursu Eurowizja Junior nie przywiązujemy zbyt dużej wagi w stosunku do jej realnego znaczenia dla rynku muzycznego?

Mateusz Szymkowiak (TVP): Uważam, że nie, bo to jest jednak bardzo duże widowisko międzynarodowe. Poza tym, nasze sukcesy na tym polu możemy uznać za dobry prognostyk tego, co kiedyś się może wydarzyć na tzw. dużej Eurowizji. No i skoro konkurs jest popularny w Polsce to dobrze, że wokół tego jest tyle szumu. Eurowizja to jest święto piosenki.

W Polsce dużo inwestujemy w ten konkurs. Tak w poprzedniej edycji, jak i w tej. Złośliwi mówią nawet, że lepsze piosenki wystawiamy do konkursu Eurowizji Junior niż do dorosłej.

(śmiech) W ogóle mówi się tak, że od kilku lat – dwóch lub trzech – piosenki w „Juniorze” są lepsze niż w „dużej” Eurowizji. W tej dużej artyści z różnych krajów chcą troszeczkę przekombinować. Natomiast w przypadku dzieci to jest typowa formuła konkursu piosenki. Forma tu nie przerasta samej piosenki. A czy w tym roku Viki Gabor jest lepsza niż Tulia? Nie no… Tulia była świetna, tylko niedoceniona. Albo posłuchaj Gromeego z Lukasem – ta piosenka do dzisiaj gra w radiu. Ona się obroniła, a to że nie doceniła jej Europa – cóż zrobić. Nie ma co jednak porównywać piosenki dziecięcej z piosenką dla dorosłych. Zasady są też inne: w piosence dla dzieci mogą być wgrywane chórki, w przypadku dużej Eurowizji wszystko musi być wykonane na żywo. Wiadomo, że to musi inaczej brzmieć, nie porównywałbym w związku z tym piosenek aż tak bardzo. Natomiast tak, mówi się, że poziom Juniora jest lepszy.

Realne jest to, że wygramy dwa razy z rzędu?

To jest świetne, że piosenka Viki „Superhero” jest grana w rozgłośniach radiowych przed konkursem. Piosenka świetnie sobie radzi na antenach. Ubiegłoroczna piosenka Roxany Węgiel nie miała tyle szczęścia.

Viki jest też świetnie oceniana przez internautów, liczba wyświetleń jej utworu na YouTube przewyższyła tę u pozostałych uczestników razem wziętych. Rzeczywiście dobrze to zwiastuje. Czy wygramy drugi raz z rzędu? Pewnie będzie trudno, ale nie jest to niemożliwe. To pokazuje duża Eurowizja, bo tam zdarzało się, że kraje wygrywały dwa razy z rzędu, a Irlandia zrobiła to trzy razy z rzędu. W przypadku Juniora jeszcze to się nie zdarzyło, ale miejmy nadzieję, że Polska to przełamie.

W telewizji jesteś niemal codziennie. Czy mimo to, konkurs Eurowizji wywołuje u Ciebie dodatkowy stres, dodatkowa adrenalina? Jak się przygotowujesz?

Jest duża ekscytacja. Ale mam tak, że bez względu na to, czy mówię do pięciu osób, czy do pięciu milionów tak samo do tego podchodzę. Praca przy Eurowizji jest zupełnie inna. Scenariusz ceremonii otwarcia, którą mam przyjemność prowadzić 18 listopada, dostałem na miesiąc wcześniej. To jest taki komfort, że jestem w stanie solidnie popracować nad wszystkim.

Nie ma miejsca na spontan?

Są momenty, kiedy są rozmowy z uczestnikami, gdzie mogę dodać coś od siebie. Podczas spotkań scenariuszowych też słyszę, że w pewnych miejscach mogę być bardziej spontaniczny Natomiast Eurowizja to jest wielkie przedsięwzięcie, ramy są ustalone i tam wszystko musi być jak w zegarku. Ale... to jest duży komfort pracy dla dziennikarza. Fajne jest też to, że pracujesz z ekipą międzynarodową. To ciekawe doświadczenie zawodowe. Należy zaznaczyć również, że duża część pracowników TVP: realizatorów, czy operatorów pracuje przy Juniorze. Oni też zostali docenieni.

Czy taki rodzaj pracy wnosi coś czego nie znasz, wprowadza nowości w twój warsztat telewizyjny?

Na pewno to, że pracujemy tylko po angielsku. I w związku z tym myślimy w pracy po angielsku. To jest rzeczywiście nowość, bo do tej pory tego nie miałem na taką skalę. Mam doświadczenie z przekazywania punktów na dużej Eurowizji – robiłem to dwa razy. Samo wystąpienie zajmuje minutę na antenie, ale to jest ćwiczone od piątku, przez sobotę i dopiero w noc z soboty na niedzielę jest przekazywanie punktacji. Producenci przykładają do tego wagę, by była powtarzalność i żeby zrobić coś świetnie na żywo. Dodatkowo praca przy Eurowizji to kontakty – poznaje się dużo bardzo ciekawych ludzi.

Jak realnie, zapominając o sercu, które jest biało-czerwone, oceniasz rozumem nasze szanse?

Wydaje mi się, że Top 5 mamy. Wszystko zweryfikują próby na żywo – zawsze jest tak w przypadku Eurowizji Junior, jak i tej dużej. Piosenka, która jest nagrana w studiu zupełnie inaczej brzmi na żywo. Często artyści nie potrafią równie fajnie oddać tego, co świetnie brzmi ze studyjnego nagrania i na odwrót. Dochodzą do tego emocje, bo pojawia się publiczność, która „podburza” artystę. Czasem dzięki temu dobrze wychodzi, czasem nie. Dobrym przykładem jest Roksana Węgiel – w Mińsku co próba skakała w rankingu bukmacherów. Zaczynała od dziesiątego miejsca, potem było siódme, piąte, trzecie… Dlatego z oceną trzeba poczekać na próby. Ciekawe jest to, że jest dużo piosenek o ekologii, o ochronie świata. Też polska piosenka o tym mówi.

Jak będzie wyglądał Twój 18 listopada?

Uuuuu… Właśnie się nad tym zastanawiałem. Na pewno będę się chciał wyspać, ale to będzie ciężkie. Już mam tak, że budzę się w nocy i coś sobie myślę o uroczystości. Od rana mamy próby, popołudniem następne. Ale też wtedy to już będziemy robić bardziej sytuacyjne dopracowania. Zrobię wszystko, by w poniedziałek obudzić się i powiedzieć sobie „Mateusz, jesteś gotowy!”, ale to jest show na żywo, wszystko się może wydarzyć.