Miuosh gościem podcastu "Po stronie kultury":. Posłuchajcie.

Reklama

O tym, co się stało po wyprzedaniu przez niego i Dawida Podsiadło stadionów:

To są super przykłady i dowody na to, że polska muzyka ma się świetnie i wcale nie jest już u nas jak było pięć, osiem lat temu. Jest mocno, muzyka jest szanowana i doceniana. Ludzie, jako odbiorcy, nie boją się w nią inwestować. Artyści i producenci, jako ludzie, którzy powinni w nią inwestować, żeby ją rozbudowywać – nie boją się w nią inwestować. Nie ma już tu takiego bezpiecznego poletka i zachowawczego zagrania. […] Pojawia się to, żeby robić rzeczy wyjątkowe, wielkie i żeby się uczyć tych rzeczy.

O nagraniu "Lhotse", ale i koncercie na Śląskim:

Urzekło mnie w „Himalajach” [spektakl w Teatrze Śląskim], że każdy ma swój szczyt. To jest taka główna myśl. I cała ta historia Jerzego Kukuczki, ten jego powrót na ścianę ośmiotysięcznika, który zdobył jako pierwszy i to, że już tam został na zawsze. Czyli ten taki pęd w stronę pokonywania własnych osiągnięć, dublowania nawet ich, bezsensownego wręcz momentami. To dla takich gości jak ja i jak ci aktorzy jest bardziej zrozumiałe często niż dla ludzi, którzy przychodzą ten spektakl obejrzeć, bo nie wszyscy jesteśmy motywowani tym samym. […] Ja wychodząc ze Stadionu [Śląskiego] 10 czerwca o czwartej nad ranem i będąc w samochodzie, z moją żoną, zacząłem mówić o tym, kiedy tu wrócimy. I kiedy zrobimy znowu coś na stadionie, tak, żeby go znowu zapełnić. To chodzi o walkę z samym sobą. „Lhotse” o tym jest. Nie mówiłem o tym jeszcze nigdzie, ale „Lhotse” wykorzystuje w paru momentach cytaty ze scenariusza tego spektaklu.