82-letni Kanadyjczyk zachował się jak rasowa gwiazda pop, choć pewnie nieświadomie, która doskonale wie, jak podkręcić zainteresowanie ukazującym się właśnie albumem. Przy okazji premiery swojej nowej płyty udzielił mocnego wywiadu magazynowi "", z którego w świat poszły głównie słowa "". "" miałaby być jego ostatnią płytą. Leonard Cohen szybko złagodził swoje słowa, ale nawet gdyby tym krążkiem miał się żegnać z fanami, zrobiłby to w znakomitym stylu.
Czternasty album artysty, trzeci w ciągu ostatnich czterech lat, wyprodukował jego syn Adam Cohen. Jak w wywiadach przekonuje Leonard, właśnie synowi w dużej mierze zawdzięcza, że ten krążek w ogóle powstał. On podtrzymywał go na duchu w trudnych psychicznie i fizycznie chwilach. O tym, że Leonard miewał chwile zwątpienia, dowiadujemy się także z tekstów. W "" śpiewa m.in.: "", a w tytułowym "": "", i ponownie: "". W kilku utworach wprost odwołuje się do Boga, opowiada o swoich przemyśleniach na temat wiary. Nie są to tematy, w które Cohen zagłębia się po raz pierwszy, ale od dawna nie robił tego w tak poruszającym stylu. W numerze "" śpiewa: "". Całość jest podana w mrocznym, wzruszającym entourage’u, który przebija w tym roku chyba tylko ostatnia muzyczna podróż Nick Cave’a naznaczona rodzinnym dramatem. Cohen jednak do mroku dokłada szczyptę optymizmu. W "" śpiewa o sile miłości: "".
Muzycznie nie ma na "" rewolucji, rządzą spokojne melodie w znanym dla Cohena stylu. Mruczącemu Leonardowi towarzyszą głównie akustyczna gitara, pianino albo smyczki. W otwierającym krążek genialnym "" towarzyszy mu także Cantor Gideon Zelermyer & the Shaar Hashomayim Synagogue Choir z Montrealu, który nadaje kompozycji mistycznego wyrazu. Znakomity soulowy klimat nadała z kolei numerowi "" z kobiecym chórkiem jego współautorka, wieloletnia przyjaciółka muzyka Sharon Robinson. Lekko bałkański klimat ma "", której współautorem jest syn Leonarda. Finałem płyty jest piękna skrzypcowa oda "" z Cohenem wypowiadającym tylko cztery zdania. Niemal 50 lat po debiucie ("" ukazała się w 1967 roku) Cohen wciąż pokazuje, że jeśli chodzi o mroczne, przejmujące kompozycje, jest mistrzem. Oczywiście jego specyficzny, mruczący, posępny wokal nie jest dla wszystkich. Tak jak chrypka Toma Waitsa czy baryton Nicka Cave’a. To jednak jest Cohen jak z najlepszych lat. Numer "" znakomicie uzupełni zestaw jego klasyków w stylu "" czy "".
Prostując wspomniany wywiad dla "New Yorkera", cytowany przez "LA Times" Cohen powiedział: ". Na szczęście Leonard, tak mocno zanurzony w mroku, wciąż odnajduje promień światła. Oby "You Want It Darker" nie była jego ostatnią opowieścią.
Leonard Cohen "" Sony Music