Z pozoru nie zmieniło się nic. Dido jak była, tak i jest rozmarzona, ma ciepły głos, który umiejętnie wykorzystywany jest do wzmacniania emocji. Te znów krążą wokół melancholii, są w ciepły sposób rozmarzone. Płyta, zaraz po włączeniu oddziałuje na nas, nakazuje zatrzymać się poddać refleksji. A przecież dziś nie jest to oczywista sztuka, dziś nie każdy potrafi w taki sposób zachęcić do słuchania.

Dido pamiętamy oczywiście z przełomu tysiącleci. Do dziś trwają dyskusje fanów o tym, czy gdyby nie „Stan Eminema, z wykorzystanym fragmentem „Thank You” piosenkarka byłaby w tym samym miejscu, w którym się znalazła. Dwa jej albumy „No Angel” oraz „Life For Rent” trafiły na szczyty list bestsellerów. Jednak zamiast kucia żelaza, światowych stadionów i obecności na każdym z portali, było wycofanie się. „Still on My Mind” to dopiero piąta płyta w dyskografii brytyjskiej gwiazdy.

Jestem absolutnie przekonany, że album nie powtórzy sukcesu wspominanych wyżej płyt. To dobrze. Krążek jest zrobiony z myślą o „starszakach”, o ludziach, którzy swoje przeżyli i potrafią z dystansem odnieść się do dźwiganego bagażu. Jest tak zarówno w warstwie tekstowej. Dido bez narzucania się snuje opowieść kobiety, matki. Odgradza się od świata celebrytów, pochwala codzienność jako skarb największy.

Dużo mrugnięć okiem jest też w muzyce. Tytuł, który delikatnie może kojarzyć się z presleyowskim szlagierem, daje nam do zrozumienia, że mamy tu sporo odniesień do tego, co artystka zrobiła w okresie sławy największej. I rzeczywiście. Płyta momentami przypomina dawne smaki, pulsuje rytmami, które doskonale znamy. Producenci nie zapomnieli jednak, że mamy rok 2019 i że trochę spraw się pozmieniało.

Komentuję oczywiście z pozycji człowieka, który nawet w 1999 roku, kiedy ukazał się debiut Dido, nastolatkiem już nie był. Jednak zdecydowanie bardziej odpowiada mi taki pop, niż przerost beatu i przesterowanego basu. Nie dlatego, że ich nie lubię (bo uwielbiam). Przypomina mi się jednak, że kiedyś nawet radiowe pioseneczki niosły za sobą jakiś przekaz. I chyba bardzo do tego tęsknię.