O tym, że można korzystać na VAT sprytnie wydając swoje dzieła, polska branża muzyczna wie od dawna. Płyty kompaktowe obłożone są 23 procentową stawką podatku, zaś książki – zaledwie 5 procentową. Takie rozstrzelenie stawek sprawia, że wiele pozycji muzycznych sprzedawanych jest... jako książka. Opisane jest to odkładnie na stronach Infor, a z tego rozwiązania korzystało wiele wydawnictw. Sądy, kiedy urzędy skarbowe próbowały podważyć stosowanie takiej stawki, stawały po stronie wydawnictw.

Zdumienie internautów wzbudziło jednak to, jak sprzedawany jest debiutancki album Taconafide „Soma 0,5 mg”. To połączenie sił Taco Hemingwaya oraz Quebonafide. Każdy z nich jest czołowym przedstawicielem polskiego hip-hopu. Album tego drugiego - „Egoztyka” - był najchętniej kupowaną płytą w 2017 roku. Taco Hemingway czołówki rankingów sprzedaży okupuje niemalże bez przerwy od trzech lat.

Połączone siły muzyków od razu rozpaliły wyobraźnie fanów, tym bardziej że muzyka znalazła szereg odbiorców – teledyski na YouTube wyświetlane są w milionach odsłon. Płyta „Soma 0,5 mg” w preorderze (system do zamawiania przed premierą, bezpośrednio od muzyków lub wydawcy, z pominięciem wielkich sieci, jak np. Empik) sprzedały się rewelacyjnie.

Jeden z kupujących płytę (opublikował swe obserwacje na serwisie Wykop.pl) uważnie przyjrzał się paragonowi, po tym, jak zamówiony album do niego dotarł. Za wydawnictwo zapłacić trzeba było 49.99 zł. Na paragonie – wykluczając koszty wysyłki – znalazły się dwie pozycje: 10 złotych za płytę oraz 39,99 za „instrukcję obsługi” – czyli książkę dołączoną do wydawnictwa. Jak opisuje internauta: Do płyty Taconafide jest dołączony ultra kretyński zin z fragmentami ich konwersacji na fejsbuku. Serio, okrutne to jest, dyskusje typu "ej skończyłeś - no kończe - no spoko podeślij jak skończysz, jasno sugerując, że całość ma na celu tylko i wyłącznie zarobienie dodatkowych pieniędzy.

Cytujemy wyliczenia dokonane dla poziomu sprzedaży 15 tysięcy egzemplarzy, który to poziom płyta „Soma 0,5 mg” powinna osiągnąć:

Płyta w preorderze kosztuje 50zł brutto.
Przy 23% vacie daje nam to 40,65zł netto.
Sprytni panowie od hip hopu rozbijają to jednak na dwie pozycje na paragonach:
Płyta za 10zł brutto (23% VAT, 8,13zł netto)
Zin za 40zł brutto (5% VAT, 38.10zł netto)
Tym sposobem w 50zł brutto które płaci młody człowiek na stronie mieści się 46,23zł netto.
Tym sposobem na każdej sztuce optymalizujemy zysk o 5,58zł.
5,58 x 15000 - 83 700 zł.
Dla porządku odliczmy od tego 19% dochodowego i wychodzi nam po opodatkowaniu 67 800zł.

Problem ze skarbówką może się zacząć, jeśli pomysł zostanie podważony. Taconafide nie sprzedaje bowiem wydawnictwa jako całość. To uprawniałoby do zastosowania 5 procentowej stawki VAT. Cytując za stroną Infor.pl

„Jeżeli podatnik jest w stanie wskazać, iż zawartość załączonych do książek nośników ma charakter komplementarny względem treści książki, czyli np.:
- przedstawiają dodatkowe aspekty tematyki poruszanej w książkach, ich treść stanowi fragment książki, merytorycznie i technicznie z nią związany, np. część ćwiczeniowa podręcznika, wskazania do prowadzenia nauki języka bądź rozwinięcia tematów rozpoczętych w części papierowej, np. nagrania tekstów, wymowy słów, nagrania utworów opisanych w książkach, "słuchowe" oddanie nut zawartych w książce itp.;
- bez książki nośnik na płycie jest niewiele warty - niepełny, nieprzydatny, niezrozumiały,
wówczas do odpłatnej dostawy książki, w skład której wchodzi część papierowa (drukowana) oraz płyta, na której zapisano funkcjonalnie i merytorycznie związaną z nią część, stanowiącą dopełnienie treści zawartych w części drukowanej można zastosować jednolitą stawkę opodatkowania 5 %.

Na stronie Taconafide.pl wydawnictwo sprzedawane jest jako płyty CD – nie ma wyszczególnienia, że zawiera ono płyty CD oraz „Instrukcję obsługi”.

Sprawa wydawania płyt jako książek budzi kontrowersje nie tylko natury finansowej – Piotr Iwicki z "Gazety Polskiej Codziennie" poddawał w wątpliwość, czy nominowane do Fryderyka wydane przez Agorę książki/płyty powinny być nominowane. Chodzi o Marka Napiórkowskiego (nominacja w jazzie), Grubsona (hip hop) i Voo Voo (alternatywa), które posiadają ISBN, czyli są książkami. Iwicki powoływał się na regulamin Fryderyków „Za album uznaje się wyłącznie wydawnictwo fonograficzne”. Nominacje jednak nie zostały odwołane. Jak powiedział nam Piotr Iwiciki, ani ZPAV, ani Agora artykułu nie skomentowały - co jasno pokazuje, że dla branży takie traktowanie książek jako płyty jest już normą.

Czy Taconafide otwiera drzwi do jeszcze bardziej kreatywnej sprzedaży muzyki? Przekonamy się zapewne już niebawem.