Dziennik Gazeta Prawana logo

Fever Ray wyznaje: Cenię minimalizm

4 grudnia 2009, 15:26
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Fever Ray wyznaje: Cenię minimalizm
Inne
Karin Dreijer Andersson to charakterystyczny głos duetu The Knife. Teraz szwedzka wokalistka i kompozytorka debiutuje solową płytą pod szyldem Fever Ray. Artystka opowiedziała nam o tym wydawnictwie, a także zmianie wizerunku i uwielbieniu, jakim darzy serial... "Miami Vice".


Nie bardzo, bo tak naprawdę nie przestaliśmy współpracować. Przez wiele miesięcy pracowaliśmy nad muzyką do opery poświęconej Karolowi Darwinowi. Już w styczniu płyta z tą ścieżką dźwiękową będzie dostępna w sklepach. To jednak poboczny projekt – teraz skupiam się na swojej twórczości i dobrze mi robi ta przerwa po 7 latach u boku brata.


W The Knife zależało nam, żeby nic nie zakłócało odbioru muzyki. Nie chcieliśmy, żeby nasze osobowości, twarze w jakikolwiek sposób wpływały na postrzeganie nasze twórczości. Stąd maski.


Poniekąd tak, ale mimo wszystko te kostiumy pozwoliły nam się trochę odciąć od muzyki. Poza tym lubimy z bratem przeistaczać się w inne postaci, więc może tak naprawdę o to właśnie chodzi. To dlatego w swojej muzyce często manipuluję swoim głosem, zmieniając drastycznie jego charakter. Na „Fever Ray” niekiedy brzmię jak facet – tak mocno ingeruję w swój głos.


To nie ma nic wspólnego ze wstydem. Ja po prostu traktuję głos tak samo jak każdy inny instrument. Jeśli mam w głowie konkretny pomysł na jego barwę, to nie ma dla mnie znaczenia, czy przepuszczę go przez jeden, czy przez pięć efektów. Nie ograniczam się.


Oczywiście szanuję Bjork, bo nagrała mnóstwo świetnych rzeczy, ale sądzę, że tworzymy całkiem odmienną muzykę. Ja cenię sobie minimalizm - lubię używać kilku instrumentów czy brzmień, za to mocno przetworzonych, idealnie do siebie dopasowanych.


To prawda - lubię pracować na programach komputerowych, bo są wygodne. Nie cierpię tej całej masy urządzeń studyjnych - ciągłego przełączania, zmieniania kabli. To bardzo zakłóca proces twórczy. Za to bliskie brzmienie odpowiadają jednak stare konsole, przez które przepuszczany był materiał na samym końcu produkcji. Bardzo pomogli mi też moi koledzy, m.in. Subliminal Kid, który przeprogramował sporo brzmień, pozmieniał sample i zajął się inżynierią dźwięku. Ja nie mam do tego głowy.


Nie wiem, czy to szybko, czy nie, bo choć trwało to rok, to jednak był to rok codziennej, ośmiogodzinnej pracy, podczas której cyzelowałam brzmienia. Także mimo wszystko ten czas mi się wydłużył. „Fever Ray” wydaje się prostą płytą, ale możesz mi uwierzyć, że praca nad tym brzmieniem zajęła mi naprawdę masę czasu.


Nie postrzegam tak tego serialu. Sądzę, że miał on w sobie wiele ekspresji i rozwiązań, które dziś byłyby nie do pomyślenia. Pamiętasz te kilkunastosekundowe sekwencje, podczas których nic się nie dzieje? Słyszysz tylko bardzo energetyczną muzykę i widzisz zmontowane, zapierające dech w piersiach pejzaże. To były takie miniwideoklipy wmontowane w serial. Albo ryk motorówki pędzącej w ciemność i muzyka Jana Hammera - to do dziś robi na mnie spore wrażenie. Szczęśliwie ktoś wymyślił DVD.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj