Dziennik Gazeta Prawana logo

Tony Allen i Jimi Tenor na jednej płycie

19 lutego 2010, 17:51
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Tony Allen -  quot;Secret Agent quot;
Tony Allen - quot;Secret Agent quot;/Inne
Wiadomość o współpracy Jimiego Tenora i legendarnego twórcy afrobeatu mogła zaskoczyć. Ale zarówno artysta eklektycznego nu jazzu, jak i nestor afrofunku mieli już za sobą przygody z innymi brzmieniami, gdy podjęli decyzję o nagraniu "Inspiration/Information". 
fr_jimi_tenor_tony_274861a_564588.jpg
fr_informationinspi_274686a_562521.jpg
Tony Allen i Jimi Tenor razem





Tony Allen od wielu lat udziela się gościnnie na albumach sław – od Groove Armady, Air, Grace Jones, Manu Dibango, Charlotte Gainsbourg po Damona Albarna, który namówił 70-letniego perkusistę do udziału w The Good The Bad And The Queen. Jimi Tenor, po latach stylistycznego meandrowania i wydaniu naręcza albumów, które miały pobić sukces „Intervision” (1997), wybrał się w podróż na Czarny Ląd: trzy sążniste albumy nagrane z mistrzami afrobeatu, zachodnioafrykańskim trio Kabu Kabu, były wyzwaniem rzuconym światu eklektycznego jazzu i salonowej egzotyki. Zbierające dobre recenzje „Joystone” i nieco bardziej wtórne „4th Dimension” łączyły afrykańskie rytmy z chłodem tanecznych bitów rodem z berlińskiego klubu nocnego, gdzie zresztą były nagrywane.

Funkujący na modłę lat 70., zatopiony po uszy w bebopie, brzmieniowej psychodelii i acid jazzie Tenor wskrzeszał na nich ducha Hendriksa, Issaka Hayesa i Feli Kutiego. Przecież to noszący się na modłę Andy’ego Warhola Fin nadał nowy, dekadencki ton muzyce klubowej, którą zaczęła wielbić artystyczna burżuazja lat 90. Więc jako muzyczny guru yuppie, odreagowujących najchętniej właśnie przy orzeźwiającym fusion retro funku, jazzie i muzyce klubowej, tymi płytami od razu wstrzelił się w oczekiwania swoich fanów.

To nie wina Tenora, że stał się idolem jazz lounge’u. Lecz wreszcie się zrehabilitował. I nigdy jeszcze z tym składem (muzycy Kabu Kabu też biorą udział w sesjach „Information/Inspiration”) nie nagrał płyty dokopującej się do serca czarnych brzmień, jak ta z Allenem. A przecież nie rezygnuje tu ani z karkołomnych, neobopowych popisów, ani ze stylistycznej różnorodności, ani z szerokiej, quasi-filmowej frazy podkreślonej retro falsetem łudząco przypominającym psychodeliczne wokalizy Slya Stone’a („Selfish Gene”, „Darker Side of Night”).

Kluczem do tego albumu jest więc Tony Allen – który mimo upływu lat imponuje inwencją w konstruowaniu rytmicznych pejzaży. Choć tutaj prawie niedostrzegalny, to on wyznacza puls tego albumu, dla którego odniesieniem mogłyby być dokonania Sun Ra, Milesa Davisa czy Charlesa Mingusa. Rękę nestora afrobeatu czuć nawet w stylizowanych na lata 60. filmowych wycieczkach noir (w stylu „Brudnego Harry'ego” i „Egzorcysty”) w „Cella’s Walk”. Ale najbardziej przesycone afrobeatem utwory to „Sinuhe” i „Got My Egusi”, gdzie suche brzmienie kubańskich bębenków skojarzone jest z afrykańską polirytmią. Allen delikatnie wsącza swoją porcję muzyki z Czarnego Lądu w krwiobieg tej eklektycznej płyty, sterując plemiennym bitem, aż stopi się z jazzowym solo Tenora (grającego tu na saksofonie, klawiszach, basie, marimbie, koto, zitherze i kalimbie) na jammującym „Three Continents”.

Bo na tym albumie nie brakuje różnorodności. „Path to Wisdom” z udziałem berlińczyka MC Allonymousa to recytowany performance w stylu rockowych kaznodziei, Boba Dylana i Lauryn Hill. Całość złamano nutą autoironii, jak w „Mama England”, gdzie muzycy Kabu Kabu przedrzeźniają starających się o pracę w Londynie emigrantów. Skądinąd rezydujące w Berlinie egzotyczne trio sporo o tym wie.

Ale „Information/Inspiraton” dziwić nie może, gdy spojrzeć na ostatnią płytę Allena. Na (2009), podobnie jak na najnowszym albumie z Tenorem, nie usłyszycie obłędnych solówek, choć Tony Allen zaliczany jest do najlepszych perkusistów świata. Znów jest jak duch – prawie niewidoczny, mimo że jego gra wypełnia każdą nutę płyty. I śpiewa jak dawniej w czasach kariery solowej, choć ma tu pięciu innych wokalistów. Dwóch najważniejszych to Oribiyi Adunni (na „Ayenlo” i „Atuwaba” brzmi prawie jak diwa soulu) i King Odudu (jego głos przypomina o dokonaniach zespołu Fela Kutiego). Głos pełni tu nie mniej ważną rolę niż gra Allena, bo jest przekaźnikiem istotnych treści. Na „Pariwo” Odudu skanduje: „Kultura, nie tortura”, a na „Elewon Po” wtóruje mu Allen: „Jest zbyt wielu więźniów”. Tony, jak kiedyś jego krajan Kuti, piętnuje polityczne i społeczne choroby Czarnego Lądu. I mimo że ma już ósmy krzyżyk na karku, nie zamierza rezygnować z roli ambasadora Afryki.




Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj