Dziennik Gazeta Prawana logo

Lou Rhodes: Nie unikam smutku

26 marca 2010, 14:16
Ten tekst przeczytasz w 6 minut
Eteryczna Lou Rhodes, znana głównie jako twarz duetu Lamb, powraca trzecią solową płytą. „Kulturze” wokalistka opowiada o oswajaniu demonów codzienności oraz o sile ciszy

: Ten tytuł oznacza momenty w życiu, które pozwalają ci dostrzec nadzieję. To niekoniecznie muszą być jakieś wielkie wydarzenia czy zmiany. Czasem wystarczy promień słońca albo uśmiech dziecka, żeby nagle świat wydał ci się normalniejszy i bardziej przyjazny.

Cóż, ostatnio nie miałam zbyt wielu powodów do radości. Od wydania mojej ostatniej solowej płyty sporo się zmieniło w moim życiu. Bardzo dużym przeżyciem dla mnie była śmierć mojej siostry. W dodatku rozstałam się z ojcem swoich dzieci. W ciągu ostatnich dwóch lat bardzo się zmieniłam. Zamknęłam się w sobie i odcięłam się od ludzi.

Tak, czasem zastanawiam się nad tym, czy faktycznie nie dzielę się zbyt hojnie swoimi uczuciami z publicznością. Od zawsze mam ten problem, bo z jednej strony nie jest możliwe pisanie szczerych tekstów, które w jakiś sposób nie są zakorzenione w uczuciach autora, a z drugiej – nie można się całkowicie odsłaniać. Staram się to wyważyć. Często pomysł na piosenkę ma początek w moich osobistych doświadczeniach, a resztę wymyślam i dopasowuję do głównej myśli.

To zabawne, ale bardzo wielu ludzi sądzi, że jestem strasznie smutną osobą, a to nieprawda. Nie jestem typem wiecznie roześmianej kobiety, ale też nie dołuję się bezustannie. Każda zła chwila kiedyś się kończy.

Myślę, że to generalnie cecha ludzi kreatywnych. Chodzi o to, że takie osoby nie uciekają od uczuć i emocji – jakiekolwiek by one były. Kiedy jestem smutna, to nie robię wszystkiego, żeby natychmiast się od tego smutku uwolnić. Raczej staram się go zrozumieć, posmakować. To ważne, żeby żyć w pełni, żeby nie bać się doświadczać wszystkiego. To właśnie z poznawania różnych odcieni smutku i radości biorą się dobre teksty.

Muzyka, która mnie inspiruje, z reguły jest prosta. Tak jest w przypadku mojego ukochanego Nicka Drake’a i płyty „Five Leaves Left” albo „Chelsea Girl” Nico. Dlatego cała płyta była nagrywana na tzw. setkę, czyli na żywo. Zrobiliśmy to w starym stylu – mikrofon i artysta, który musi zmierzyć się z całą piosenką, żadnego nagrywania pojedynczych partii po sto razy i kombinowania komputerowego. Chciałam, żeby wszystko brzmiało jak najbardziej naturalnie.

Tak – bardzo cenię klasykę spod znaku Henryka Mikołaja Góreckiego albo Arvo Parta. Jest w ich twórczości tajemnica i mistycyzm, która mnie pociąga.

Poprzedni album „Bloom” nagrywałam w dużym komerycyjnym studiu i ten pomysł nie był najszczęśliwszy. Nie lubię mieć poczucia, że każda minuta kosztuje fortunę i że muszę się śpieszyć. Poza tym tym razem chciałam uniknąć przeprodukowania – zbyt dopieszczonych piosenek, które przez to stają się nierealne i sztuczne. Dlatego tym razem zdecydowałam się na nagrywanie w domowym zaciszu. Andy był naturalnym wyborem, bo to człowiek, któremu ufam i którego dobrze znam, choć nie do końca byłam przekonana do tego pomysłu i nie planowałam tego od początku. Chodzi o to, że Andy musiał zrozumieć, że praca nad moim albumem będzie się różnić od tego, co razem robiliśmy w Lamb. Tu nie było mowy o kompromisach – to miał być mój album, nad którym Andy tylko czuwał. Na szczęście bardzo dobrze odnalazł się w tej roli i obyło się bez zgrzytów.

Nie wykluczamy takiej możliwości, ale na pewno nie stanie się to prędko. Teraz przede wszystkim chcę się poświęcić promocji mojego solowego albumu. Jeśli chodzi o współpracę z Andym, to na razie zaśpiewam w jednym utworze z jego solowej płyty.

To był ich pomysł i nie ukrywam, że bardzo mi schlebił. Bardzo szanuję to, co Joe robił z Cinematic Orchestra, więc od razu w to weszłam. On jest muzykiem, więc jego podejście do artysty jest zupełnie inne niż typowych pracowników z wytwórni. Nie ograniczał mnie i pozostawił mi zupełną wolność w kwestii decyzji artystycznych.

Zdecydowanie tak. Na scenie będzie mnie jedynie wspierać wiolonczelista, który dodatkowo będzie obsługiwał drobne perkusjonalia, i basista. No i ja będę jeszcze dodatkowo obsługiwać stopę. Zauważyłam, że kiedy na scenie jest dwóch albo trzech muzyków, publiczność bardziej skupia się na muzyce. To bardzo trudne z mojego punktu widzenia, bo taki skromny zespół musi być bardzo charyzmatyczny, ale gra jest warta świeczki. Przy tak prostych aranżach zaczęłam doceniać siłę ciszy. Dlatego postanowiłam na nowo zaaranżować też sporo starszych numerów. Na moich koncertach ludzie regularnie płaczą. To dla mnie dowód, że to, co robię, ma w sobie siłę.

Już od pierwszych taktów „One Good Thing”wiadomo, z kim mamy do czynienia. Charakterystycznego, rozedrganego głosu Lou Rhodes nie sposób pomylić z żadnym innym. Zgodnie z zapowiedziami to on jest centralnym punktem płyty, wspieranym przez jasne i przestrzenne nagranie gitary akustycznej albo oszczędne pociągnięcia sekcji smyczkowej, tak jak w otwierającym płytę „One Good Thing”.

W porównaniu z poprzednim albumem Rhodes „Bloom”, ten nowy jest znacznie oszczędniejszy – praktycznie nie istnieje tu sekcja rytmiczna. Sporadycznie pojawia się gdzieniegdzie stłumione uderzenie stopy, ale rytm nadają głównie akordy gitary i sama Lou.

Uwagę zwraca naturalne i dynamiczne brzmienie tych ballad – brak tu charakterystycznego dla współczesnych produkcji „grania pod linijkę” – słychać drobne nierówności, ballady zwalniają albo lekko przyśpieszają, falując zgodnie z dramaturgią pieśni. Jedynym zgrzytem jest dość jednorodny skład albumu. Prawie każda piosenka wydaje się podobna do poprzedniej i brak jakichś wybitnych melodii, które powodowałyby dreszcze.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj