Dziennik Gazeta Prawana logo

Modest Mouse: Zdobywcy ziemi niczyjej

13 października 2007, 14:10
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Czołowi przedstawiciele amerykańskiego college rocka wzięli na pokład słynnego gitarzystę Johnny'ego Marra z The Smiths. I co? I nic. Nowy album Modest Mouse jest dokładnie taki, jak się spodziewaliśmy - bezpieczny i przewidywalny. Mimo to już w pierwszym tygodniu sprzedaży trafił na szczyt listy "Billboardu".

Jeżeli nie znacie Modest Mouse, to może znacie Band Of Horses? Albo Wolf Parade? Albo My Morning Jacket? To nowa fala amerykańskich grup, które coraz mocniej pukają do bram wielkiego muzycznego biznesu. Sporo je łączy. Wszystkie podtrzymują wiarę w moc brzmienia gitary elektrycznej. Wszystkie swą reputację zbudowały dzięki wyczerpującym trasom koncertowym. I wszystkie cieszą się opinią formacji dla młodych inteligentów (są popularne głównie na studenckich kampusach).

Również pod względem stylistycznym zmierzają w podobnym kierunku. Starają się zagospodarować przestrzeń, która do niedawna wydawała się ziemią niczyją - pomiędzy młodymi, pseudopunkowymi gwiazdami dla nastolatków (np. My Chemical Romance), tradycyjnymi pieśniarzami spod znaku Springsteena oraz potentatami alternatywnego grania (Pixies, wczesne Radiohead). Nie uciekają w eksperyment (tylko z rzadka korzystają z instrumentarium elektronicznego) i mają zmysł do dużych epickich form.

Modest Mouse ma w tym gronie bodaj najdłuższy staż. Grupa powstała w 1993 roku. Początkowo funkcjonowała jako trio dowodzone przez wokalistę i gitarzystę Issaca Brocka. Sukces odniosła przed czterema laty, kiedy jej poprzedni album "Good News For People Who Love Bad News" dotarł na Top 40 w zestawieniu bestsellerów magazynu "Billboard". Dziś skład rozrósł się do sekstetu, a jednym z nowych członków zespołu został... Johnny Marr. Ten sam, który w połowie lat 80. odświeżył oblicze brytyjskiej sceny niezależnej jako gitarzysta i kompozytor słynnych The Smiths, współpracownik The The i The Pretenders.

Czy jego obecność w zespole zmieniła muzykę Modest Mouse? Niespecjalnie. Nowa płyta to nadal charakterystyczne dla formacji połączenie wątków avantrockowych z teatralnym rozbuchaniem, zamiłowaniem do nieco ryzykownych efektów dramatycznych. Może więcej tu mroku, klimatu depresji, może Issac Brock śpiewa mocniej i bardziej przejmująco niż dotychczas (gdzieniegdzie ociera się nawet o manierę Toma Waitsa), ale generalny kierunek został utrzymany. Tylko sporadycznie z tła przebija charakterystyczna gitara Marra (przed laty jego oszczędny, ale intrygujący styl uznawano za objawienie). Jeżeli ktoś liczy na kontynuację psychodeliczno-nowofalowej linii The Smiths bądź popowej stylistyki The The, będzie zawiedziony.

Na "We Were Dead Before The Ship Even Sank" tradycja britpopowa (współtworzona oraz kontynuowana przez Marra) przegrywa ze spuścizną grunge'ową (Brock nagrywał niegdyś dla odpowiedzialnej za sukces grunge'u firmy Sub Pop). Ciekawe, choć zbyt przewidywalne. Zresztą podobnie jak dokonania Band Of Horses, Wolf Parade czy My Morning Jacket...


Modest Mouse
"We Were Dead Before The Ship Even Sank"
Sony BMG

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj