Dziennik Gazeta Prawana logo

Lenny'ego Kravitza zgrzyty o miłości

26 sierpnia 2011, 10:45
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Lenny Kravitz
Lenny Kravitz/Media
Nowy album Lenny'ego Kravitza "Black and White America" to pełna muzycznych zakrętów podróż z bardzo osobistymi tekstami.

Muzyk pochodzenia rosyjsko-żydowskiego (po ojcu) i z Bahamów (po matce) 20 lat temu wniósł świeżość do poprockowego mainstreamu. Jego pierwsze płyty "Let Love Rule", "Mama Said" i "Are You Gonna Go My Way" oczarowały drapieżnymi riffami w stylu Jimiego Hendriksa i lekko zachrypniętym wokalem. Seksapil Lenny’ego, łączący drapieżnego rockersa z romantykiem, szczególnie podbił damskie serca. Także artystek, m.in. Vanessy Paradis i Madonny – dla obu pisał piosenki. Po 10 latach Lenny, zamiast skupić się na piosenkach właśnie, stał się celebrytą pokazującym się na okładkach gazet z modelkami i aktorkami. Gwoździem do jego artystycznej trumny był wydany trzy lata temu album "It Is Time for a Love Revolution". Słabe wyniki sprzedaży i krytyka tej przesłodzonej, ckliwej płyty dały Kravitzowi do myślenia. Po trzech latach powrócił do tego, co podobało się 20 lat temu. Nie w każdym miejscu "Black and White America", ale na szczęście w większości.

2294111-lenny-kravitz.jpg
Lenny Kravitz

Otwierający płytę tytułowy numer rozruszałby taneczne parkiety w latach 70. Jadący na akcję swoim cadillakiem Shaft mógłby puścić ten pełen dance’u i funkowego basu numer na cały regulator. Drugi, "Come on Get It", to z kolei Kravitz, jakiego pokochaliśmy w latach 90. Wkurzony wrzeszczy do mikrofonu, bijąc ostro w gitarę i dokładając do tego pojedyncze dźwięki saksofonu. Jest ballada "Liquid Jesus", w której Lenny przypomina, że potrafi uroczo śpiewać cienkim głosikiem. W funkowym "Boongie Drop", o zaletach kobiet z Bahamów, gościnnie udzielają się Jay-Z i DJ Military. "I Can’t Be Without You" z miłosnym wyznaniem Lenny'ego na pewno będzie tym kawałkiem, przy którym dziewczyny będą prosić swoich mężczyzn do tańca.

Album kończy jazzująca ballada "Push" z gitarowym solo Kravitza. Osobista jak każdy numer na tej płycie. Lenny pisze modlitwę dziękczynną do Boga za to, co otrzymał w życiu, wspomina zmarłą matkę, mówi o swoim szczęściu i miłości. Mankamentem jest to, że czasami mówi i gra za dużo. Sam zresztą przyznał, że to w zasadzie podwójny album, tylko wytwórnia nie promuje go w ten sposób.

2294036-lenny-kravitz.jpg
Lenny Kravitz

Na pewno lepiej wyszłoby "Black and White America", gdyby artysta albo management ucięli z niego kilka numerów. Irytują wyjęte jak z albumu Jona Bona Joviego "Rock Star City Life", pseudobitelsowskie "Stand" czy rozmemłane, płaczliwe "Dream" a`la balladka Take That. Gdyby nie te numery, "Black and White America" byłoby bardzo dobrą, osadzoną w retro rocku i funky płytą. Tak jest tylko płytą solidną. Oby w listopadzie podczas polskiego koncertu Lenny Kravitz za dużo nie plumkał, tylko rozwalił warszawski Torwar zgrzytem ze swojej gitary.

LENNY KRAVITZ | Black and White America | Roadrunner Records

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj