Dziennik Gazeta Prawana logo

The Roots: Jesteśmy jak płatki kukurydziane

19 listopada 2008, 23:11
Ten tekst przeczytasz w 5 minut
The Roots: Jesteśmy jak płatki kukurydziane
Inne
?uestlove to jeden z najlepiej wykształconych i świadomych artystów na hiphopowej scenie. W rozmowie dla piątkowego dodatku DZIENNIKA lider żywiołowego The Roots przed polskim koncertem przewiduje, którzy młodzi artyści zmienią niebawem oblicze muzyki rozrywkowej.


No nie, człowieku masz mnie w szachu. Rzeczywiście, pod rządami Republikanów sztuka kwitnie, ale z drugiej strony ich wyniszczająca, podszyta egoizmem polityka prawie nas wykończyła, więc chyba wiesz, jaka jest moja odpowiedź? Oczywiście wesprę Obamę, choć paradoksalnie z punktu widzenia moich finansów korzystniejszy byłby wybór McCaina. Teraz będę płacił większe podatki, ale to cena, którą chętnie zapłacę za pokój i stabilizację, jaką Obama wniesie do naszego życia. Nie jestem egoistą i wiem, że to opłaci się nam wszystkim. No bo co z tego, że jestem bogaty, skoro ludzi nie stać na to, żeby kupić bilet na mój koncert? A tak właśnie jest teraz, wielu walczy dziś o przetrwanie.


To soundtrack do tego, co dzieje się dziś w polityce, gospodarce, globalnym ekosystemie i ekonomii, a w każdym z tych obszarów nie jest wesoło. Czuję, że mam pewną misję do wykonania, choć nie chciałbym, żeby zabrzmiało to patetycznie. Otóż czuję, że ktoś musi wykrzyczeć prawdę o tym kraju, że rzeczywistość to nie ferrari i stadko nagich panienek kąpiących się w szampanie. Rzeczywistość to moja rodzinna Filadelfia, w której każdego dnia popełniane jest co najmniej jedno morderstwo albo dochodzi do strzelaniny, a ponad połowa licealistów nie zdaje matury.


Z ludźmi jest jak z płatkami śniadaniowymi. Większość z nich chciałaby jeść z rana płatki posypane cukrem i różnymi chemicznymi świństwami, ale one nie są zdrowe, w przeciwieństwie do tych kukurydzianych - może nie tak pysznych, ale w dłuższej perspektywie lepszych. To, co smakuje ci dziś, zabije cię jutro. Muzyka The Roots jest jak płatki kukurydziane.


Obserwuję teraz ciekawy nurt w amerykańskim rapie. Podoba mi się kalifornijski duet J*DaVeY - oni reprezentują futurystyczne połączenie hip-hopu i popu. Coś jak Kraftwerk zmieszany z elektro lat 80. i progresywną elektroniką. Sądzę, że to kolejny nurt, o którym już niedługo będzie głośno. Jestem też fanem nowojorskiego Sa-Ra, oni też są na krawędzi sławy, współpracowali już z Kanye Westem i Andre 3000 i robią dziwną, ale wciąż przebojową muzykę. Ale jeśli miałbym stawiać pieniądze na jakiegoś młodego artystę, to nie wahałbym się zaryzykować sporej sumy na Janelle Monae. To artystka pochodząca z Atlanty, która właśnie podpisała kontrakt z wytwórnią Bad Boy. Można ją określić jak kobiecą wersję Andre 3000 - ma genialny głos, odważny image i tworzy najbardziej dziś innowacyjną, zwariowaną muzykę z działki czarnych brzmień.


Nie sądzę. Dziennikarze jeszcze nie zwęszyli żadnej sensacji, ja nazywam to ruchem "black hipster" - tak po prostu mi się to kojarzy, bo to bardzo kolorowa muzyka, przywodząca na myśl hippisów, ale pewnie jakaś gazeta wymyśli coś niebawem. Nie jestem fanem łatek, ale ich nie można uniknąć.


Dzień, w którym uznam, że nie nagram już nic lepszego, będzie ostatnim dniem mojej kariery, ale na razie to się jeszcze nie zdarzyło. Zawsze pozostaje jakiś niedosyt po wydaniu nowej płyty. Dodatkowo motywuje nas to, że tak naprawdę nie mamy konkurencji, po prostu nie ma kapeli, która grałaby tak żywiołowy i pełen akustycznych brzmień hip-hop. Sami jesteśmy swoją konkurencją i to jest najtrudniejsze, bo cały czas musimy się odnosić do własnej twórczości.


Czasy, kiedy mogłem sobie pozwolić na ściągnięcie flecisty z Rzymu, tylko dlatego że podoba mi się jego brzmienie, które pasowałoby akurat do jednego kawałka, już się skończyły (śmiech). Ale nie mam problemu z ograniczaniem wydatków, bo zaczynałem od zera i przeszedłem każdy etap, również ten undergroundowy. Także mniejsze budżety wytwórni zupełnie mnie nie martwią.


Dziś w muzyce to co było czarne, jest białe i na odwrót. To prawda, że czarni częściej odwołują się do artystów z kręgu klasycznego funku czy soulu, ale ja akurat uwielbiam europejską muzykę, bo ona jest drastycznie inna od amerykańskiej. Szczególnie wczesne nagrania Kraftwerku, płyty zespołu Can i stare kompozycje Vangelisa. Nie wspominając o Giorgio Moroderze, jego filmowe kompozycje są niedoścignione. On tworzył prawdziwie progresywną elektronikę, która wyprzedzała swoje czasy o dekady!


Zawsze występujemy w pełnym siedmioosobowym składzie, ostatnio zmienił się jedynie basista. Na pewno zagramy jakieś nowe kawałki, więc jeśli spodobał się wam gdyński koncert na Heinekenie, to koniecznie musicie wpaść do Warszawy.

The Roots
28.11, Arena Ursynów, Warszawa

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj