Dziennik Gazeta Prawana logo

Tellier: Dobra muzyka jest pełna seksu

4 kwietnia 2009, 11:38
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
- Każda dobra muzyka zawsze była przepełniona seksem. Ogniste solówki Jimiego Hendiksa czy szalone występy Jamesa Browna. Albo zmysłowe kawałki Prince'a, który jest najbliższy mojej wrażliwości - powiedział DZIENNIKOWI jeden z najbardziej ekstrawaganckich francuskich wokalistów, Sébastien Tellier. Rok po światowej premierze w Polsce debiutuje jego ostatni album, ''Sexuality''.

: (śmiech) Oj, to były czasy. Pamiętam, że był to jeden z najmniejszych klubów na trasie. To znaczy jak na możliwości Air, bo podczas mojego występu i tak sala była prawie pusta i jakoś panowała smutna atmosfera. Byłem dopiero po nagraniu jednej płyty w niezależnej wytwórni i nie miałem swojego zespołu, tylko na scenie towarzyszyła mi koleżanka, która grała na thereminie. Dla mnie wspólna trasa z Air była jednak wielkim przełomem w życiu. Przejechałem z nimi chyba pół świata i zrozumiałem, że właśnie takie życie chcę prowadzić – występować dla ludzi. Nagrałem jeszcze dwa albumy i jak widzisz dopiąłem swego.

To prawda, po prostu lubię zaskakiwać (śmiech). Kiedyś uważałem, że muzykę robi się tylko dla siebie i nie należy za bardzo sugerować się oczekiwaniami publiczność. Prędko zrozumiałem jednak, że o wiele ciekawsze jest dostarczanie ludziom rozrywki. To daje mi dobre poczucie, kiedy mogę wyjść na scenę, wcielić się w inną rolę i obserwować reakcje ludzi. Ten mój występ na Eurowizji oczywiście potraktowałem jako rodzaj żartu. We Francji festiwal oglądają głównie starsi ludzie i z reguły wygrywa go jakiś homoseksualista. (śmiech) W związku z tym mój występ był mocno kiczowaty, ale też miał elementy takiego starego, eleganckiego szyku. Największą frajdę sprawiło mi jednak to, że mogłem zadzwonić do moich kolegów i powiedzieć: ej, włączcie dzisiaj wieczorem telewizor, zobaczycie mnie na Eurowizji.

A mówisz o tym, że zostałem skrytykowany za śpiewanie piosenki po angielsku? To prawda, wszyscy byli na mnie strasznie wkurzenie w gazetach i w telewizji. W mojej sprawie wypowiadali się nawet politycy i chyba minister kultury, który był oburzony moim zachowaniem. (śmiech) W sumie nie spodziewałem się tego, ale miałem dużą satysfakcję w tym, że nagle cały kraj był przeciwko mnie. Musiałem potem tłumaczyć się w różnych programach, że przecież żyjemy w nowoczesnym i wolnym kraju, każdy może śpiewać po angielsku czy nawet po włosku.

Cóż, my, Francuzi, mamy w sobie dużo namiętności, lubimy okazywać emocje i czerpać całą przyjemność z miłości (śmiech). Nie potrafię grać rocka czy hip-hopu, bo nie czuję tej postawy twardego faceta z gitarą czy chłopaka z ulicy obwieszonego łańcuchami. Dlatego tworzę seksualną muzykę, która pozwala mi w pełni się zaangażować i wyrazić siebie. Nie śpiewam jakichś sprośnych i niesmacznych piosenek o seksie, ale skupiam się na moim życiu intymnym. Dla mnie jest to ukoronowanie pewnego etap rozwoju duchowego, który jest właśnie związany z moją seksualnością.

Moim celem jest pokazanie pewnych mechanizmów, które kierują naszym życiem i na które nie mamy większego wpływu. Kiedy byłem młody, rodzicie odpowiadali za to, jak się ubieram, co jem, do jakiej szkoły chodzę, gdzie wyjeżdżam na wakacje. Dlatego na pierwszej płycie śpiewałem o nich. Potem zająłem się polityką, bo na pewnym etapie dorastania poczułem się częścią społeczeństwa, które działa według zasad ustalonych przez rząd. W zależności od tego, jakie stronnictwo jest u władzy, pewne działania i słowa są zwyczajnie zabronione. A teraz odczułem, że nasze życie kształtuje seksualność. Podobne płyty zamierzam w przyszłości nagrywać o religii czy nauce, które też w dużym stopniu odbijają się na naszym codziennym życiu.

(śmiech) To prawda, część z nich była udawana, a część nie – ale nie powiem ci, która. Natomiast jestem zdania, że każda dobra muzyka zawsze była przepełniona seksem – przypomnij sobie ogniste solówki Jimiego Hendiksa czy szalone występy James Brown. Natomiast mojej wrażliwości najbliższy jest Prince – jego muzyka zawsze jest zmysłowa oraz daje poczucie komfortu i swobody. W jego muzyce ważne są nie tylko same dźwięki, ale też filozofia i pewna wizja idealnego świata, jaka się za nimi kryje. Ale i tak najbardziej lubię kochać się w domu przy naturalnych dźwiękach wiatru, deszczu czy na łonie natury w lesie.

p

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj