"W tym roku zaprosiliśmy artystów na znacznie skromniejsze, bardziej kameralne wydarzenie muzyczne niż zazwyczaj, niż np. w ubiegłym roku, kiedy mieliśmy huczną jubileuszową edycję" – powiedziała PAP Marta Łukaszczyk, dyrektor Hotelu Górskiego Kalatówki, która od lat wraz Małgorzatą Namysłowską organizuje to wydarzenie.

Reklama

"Cieszymy się jednak, że mimo zawirowań wywołanych koronawirusem udało nam się bezpiecznie doprowadzić do spotkań przez sześć wieczorów z muzyką jazzową w wykonaniu wybitnych polskich artystów" – mówiła Marta Łukaszczyk.

Według dyr. Łukaszczyk dobór muzyków gwarantował przeżycia artystyczne na najwyższym poziomie. "Mimo że w tym roku zrezygnowaliśmy z cieszącego się popularnością wspólnego grania jazzmanów z kapelą góralską oraz z finałowego koncertu galowego z udziałem wszystkich muzyków" – dodała organizatorka.

Podczas wieczornych jam session rolę lidera pełnił słynny Zbigniew Namysłowski, który od lat jest dyrektorem artystycznym JCK. Towarzyszyło mu grono wybitnych muzyków, m.in.: trębacz Robert Majewski; wirtuoz kontrabasu i słynny lutnik Marian Pawlik; perkusista i kompozytor Jacek Kochan; perkusista Przemek Jarosz; gitarzysta Konrad Zemler; saksofoniści Tomek Pruchnicki i Borys Janczarski; legendarny wychowawca wielu generacji perkusistów, grający na bębnach i bongosach Jerzy Bartz; pianista Tomek Sołtys; kontrabasista Michał Kapczuk; puzonista Jacek Namysłowski oraz Maria i Marcin Rumińscy.

"Jazz to niebywała możliwość twórczego rozwoju, swobody, wyboru stylu, szansa wyżycia się, radość i satysfakcja" – powiedział PAP Zbigniew Namysłowski, który podczas ubiegłorocznego JCK obchodził swoje 80. urodziny, a w tym roku z werwą długo w noc prowadził jamy.

O wyjątkowej atmosferze JCK powiedział PAP Jacek Kochan. "Przyjeżdżam tu od lat i zawsze jestem pod wrażeniem niezwykłego klimatu, jaki panuje na Kalatówkach. Wszystko jest tu wspaniałe: widoki, powietrze, woda i to, że możemy się spotkać, wspólnie grać, zwłaszcza teraz jest to ważne, kiedy nie mamy koncertów, trasy są odwołane. Po kilku miesiącach samotności możliwość spotkania z innymi muzykami, rozmów, wspólnego grania ma wyjątkowe znaczenie" - dodał.

Wyjątkowa jest też kalatówkowa publiczność. Choć w tym roku mniej liczna; pojawiła się jednak wierna grupa fanów jazzu, którzy już w ubiegłym roku zadbali o rezerwacje. "Jest inaczej, nie ma z oczywistych względów tak wielu gości, choć nadal przychodzą na jamy ludzie z Zakopanego, to panuje bardzo kameralna, nieco melancholijna atmosfera, sprzyjająca muzyce" – powiedziała Joanna Goławska, która wraz z mężem Januszem od sześciu lat bywa na jazzowych campingach.

Jazz Camping Kalatówki jako scenerię swej prywatnej uroczystości zaręczynowej wybrali w tym roku Jan i Magda z Warszawy.

Jazz Camping Kalatówki to wydarzenie, które - jak podkreśla Łukaszczyk - wpisało się na stałe w zakopiański kalendarz imprez kulturalnych. "I dlatego naprawdę dobrze się stało, że mimo pandemii udało nam się nie zerwać z tą tradycją" – podkreśliła organizatorka.

Historia Jazz Campingów sięga lat 1959-1960. Wśród uczestników dwóch pierwszych Campingów byli wtedy m.in. Krzysztof Komeda, Jerzy "Duduś" Matuszkiewicz, Zbigniew Namysłowski, Andrzej Trzaskowski, Wojciech Karolak, Jan Ptaszyn Wróblewski, Roman Polański, Barbara Kwiatkowska oraz organizatorzy pierwszego Jazz Campingu - Jan Zylber i Jan Borkowski.

"Jedną z najpopularniejszych osób na Kalatówkach był Roman Polański (...) niezmordowanie zabawiał całe towarzystwo - wspomina na łamach "Historii jazzu w Polsce" Jan Borkowski.(…) Najaktywniejszym muzykiem był chyba Andrzej Kurylewicz. Nie opuścił ani jednego występu (...) Jan Zylber okazał się najlepszym narciarzem wśród muzyków. Prawie codziennie zjeżdżał z Kasprowego" (pierwszy jazzowy camping odbył się na wiosnę i w górach było mnóstwo śniegu - PAP).

W 1997 r. impreza została wznowiona za sprawą Marty Łukaszczyk oraz Małgorzaty i Zbigniewa Namysłowskich. Mecenat honorowy nad imprezą sprawuje kompozytor muzyki filmowej i saksofonista - Jerzy "Duduś" Matuszkiewicz.(PAP)

Anna Bernat

abe/ mark/

Reklama