Dziennik Gazeta Prawana logo

Wódka popijana oranżadą, śpiewy do rana i bójki na scenie. Tak przed laty wyglądał festiwal w Opolu

15 września 2017, 08:07
Ten tekst przeczytasz w 8 minut
opole1
opole1/Media
Po wielu perturbacjach po raz 54. artyści zaśpiewają na Krajowym Festiwalu Polskiej Piosenki. Impreza, której istnienie przed wakacjami zawisło na włosku, ma niezwykłą, pełną anegdot historię. "Nie wszystkim festiwal od razu przypadł do gustu" – mówi w rozmowie z dziennik.pl Maria Szabłowska, dziennikarka muzyczna. Jedną z takich artystek, która stwierdziła, że występować w Opolu nie ma zamiaru, była Sława Przybylska.

Mieszane uczucia festiwal w Opolu wzbudzał nie tylko w samych artystach, ale i konferansjerach, którzy mieli go prowadzić. – – opowiada dziennikarka. O ile na początku postawa Ireny Dziedzic była pewnym kłopotem, szybko się z nim uporano, a dzięki Opolu wylansowani zostali nowi prezenterzy, którzy poniekąd właśnie tej imprezie zawdzięczali swoją popularność.

Należał do nich z pewnością Lucjan Kydryński. Choć nikt nie wróżył mu wielkiej kariery, zwłaszcza przez jego wadę wymowy, czyli charakterystycznie wypowiadane "r", stał się fenomenem i wzorem dla przyszłych pokoleń. – – mówi Szabłowska. Oprócz Kydryńskiego w roli konferansjerów festiwalu występowali, w co dziś pewnie trudno uwierzyć, Jacek Fedorowicz oraz Piotr Skrzynecki, który stworzył słynną, krakowską Piwnicę pod Baranami. – – wspomina z uśmiechem artysta Jerzy Połomski.

10438530-opole2.jpg
Operatorzy na KFPP w Opolu (fot. NAC)

Woda w instrumentach

Do dziś największą zmorą artystów występujących w Opolu jest deszcz. Jak będzie w tym roku, gdy festiwal został przeniesiony na dosyć mokry wrzesień, nie wiadomo. Oby nie było tak, jak przed laty, gdy festiwal odbywał się dopiero po raz drugi - Jacek Fedorowicz trzymał nad artystami parasol, a muzycy wylewali wodę z instrumentów. O tym, że pogoda często nie była łaskawa dla śpiewających, mówi również Ewa Dębicka z zespołu Alibabki. W 1969 roku zespół prawie w ogóle nie schodził ze sceny. Piosenka "Kwiat jednej nocy" otrzymała nagrodę, a zespół towarzyszył innym wykonawcom w roli chóru. – – wspomina.

Młodzi artyści często podglądali swoich starszych kolegów. – – opowiada Izabela Trojanowska, która w 1972 roku otrzymała nagrodę za debiut w Opolu z piosenką "O czym marzą zakochani". Przyznaje, że jako debiutantka kochała się i podziwiała Seweryna Krajewskiego. – – śmieje się piosenkarka. Przyznaje, że debiut w Opolu otworzył jej drzwi do kariery. – – wyznaje.

Złośliwa konkurencja

Festiwal przyniósł rozgłos również innej wielkiej artystce, czyli Maryli Rodowicz. Gwiazda w ciągu 50 lat swojej kariery scenicznej wystąpiła na deskach opolskiego amfiteatru aż 36 razy. Początki nie były łatwe. – – opowiada.

W kulisach amfiteatru była łazienka, w której młode gwiazdy rozśpiewywały się i malowały. – – mówi.

Zdobywająca sławę Rodowicz była jedną z tych gwiazd, które wzbudzały ogromną zazdrość wśród innych wykonawców. – – mówi Szabłowska.

Przez lata zastanawiano się też, czy bójka, do której doszło między Rodowicz a Urszulą Sipińską, wydarzyła się naprawdę, czy była udawana…

10438562-opole3.jpg
Publicznośćpod parasolami w amfiteatrze w Opolu (fot. NAC)

Oderwany rękaw marynarki

Doszło do niej podczas koncertu "Nastroje, nas troje". – – mówi Szabłowska.

Suchej nitki na Rodowicz nie pozostawiała czasem również prasa. Jedna z dziennikarek, relacjonując festiwal, nie omieszkała napisać w swoim artykule, że "Rodowicz spasła się jak świnia". – – wspomina gwiazda.

Wina nie było

Tak jak legendą obrosły spory między gwiazdami i próby wyeliminowania konkurencji, tak samo często z łezką w oku artyści wspominają towarzyszące festiwalowi imprezy do białego rana, które dziś można by było zaliczyć do tzw. afterów. Gdy już wszyscy wszystko zaśpiewali, wygrali i odebrali statuetki za swoje debiuty i najlepsze występy, przenosili się do restauracji "Pająk" znajdującej się u zbiegu ulic Osmańczyka i Książąt Opolskich. To właśnie tam do białego rana śpiewano i pito, głównie wódkę.

– wspomina Rodowicz. Gdy zamykano "Pająka", impreza przenosiła się na dworzec. Tylko tam podawano jeszcze piwo i jajecznicę o tak późnej, a może już wczesnej porze. W "Pająku" często oprócz śpiewów odbywały się również tańce do białego rana.

Artystów obserwowali nie tylko kelnerzy, ale również SB. – – mówił w jednym z wywiadów Jan Pietrzak.

Jedną z często powtarzanych anegdot związanych z szaleństwami w "Pająku" była ta opowiadana przez Wojciecha Młynarskiego. Po jednym z takich rautów wytoczył się z tejże restauracji dziennikarz Jerzy Falkowski. Otworzył pierwsze drzwi, jakie napotkał, ale pech chciał, że były to drzwi od stojącego przed restauracją samochodu-chłodni. Mimo że wiało chłodem, postanowił wejść do środka i uciąć sobie drzemkę. Gdy odnaleziono go po paru godzinach, zachrypniętym głosem stwierdził, że: "Opole jest nie do zdarcia".

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj