Mieszane uczucia festiwal w Opolu wzbudzał nie tylko w samych artystach, ale i konferansjerach, którzy mieli go prowadzić. – – opowiada dziennikarka. O ile na początku postawa Ireny Dziedzic była pewnym kłopotem, szybko się z nim uporano, a dzięki Opolu wylansowani zostali nowi prezenterzy, którzy poniekąd właśnie tej imprezie zawdzięczali swoją popularność.
Należał do nich z pewnością Lucjan Kydryński. Choć nikt nie wróżył mu wielkiej kariery, zwłaszcza przez jego wadę wymowy, czyli charakterystycznie wypowiadane "r", stał się fenomenem i wzorem dla przyszłych pokoleń. – – mówi Szabłowska. Oprócz Kydryńskiego w roli konferansjerów festiwalu występowali, w co dziś pewnie trudno uwierzyć, Jacek Fedorowicz oraz Piotr Skrzynecki, który stworzył słynną, krakowską Piwnicę pod Baranami. – – wspomina z uśmiechem artysta Jerzy Połomski.
Woda w instrumentach
Do dziś największą zmorą artystów występujących w Opolu jest deszcz. Jak będzie w tym roku, gdy festiwal został przeniesiony na dosyć mokry wrzesień, nie wiadomo. Oby nie było tak, jak przed laty, gdy festiwal odbywał się dopiero po raz drugi - Jacek Fedorowicz trzymał nad artystami parasol, a muzycy wylewali wodę z instrumentów. O tym, że pogoda często nie była łaskawa dla śpiewających, mówi również Ewa Dębicka z zespołu Alibabki. W 1969 roku zespół prawie w ogóle nie schodził ze sceny. Piosenka "Kwiat jednej nocy" otrzymała nagrodę, a zespół towarzyszył innym wykonawcom w roli chóru. – – wspomina.
Młodzi artyści często podglądali swoich starszych kolegów. – – opowiada Izabela Trojanowska, która w 1972 roku otrzymała nagrodę za debiut w Opolu z piosenką "O czym marzą zakochani". Przyznaje, że jako debiutantka kochała się i podziwiała Seweryna Krajewskiego. – – śmieje się piosenkarka. Przyznaje, że debiut w Opolu otworzył jej drzwi do kariery. – – wyznaje.
Złośliwa konkurencja
Festiwal przyniósł rozgłos również innej wielkiej artystce, czyli Maryli Rodowicz. Gwiazda w ciągu 50 lat swojej kariery scenicznej wystąpiła na deskach opolskiego amfiteatru aż 36 razy. Początki nie były łatwe. – – opowiada.
W kulisach amfiteatru była łazienka, w której młode gwiazdy rozśpiewywały się i malowały. – – mówi.
Zdobywająca sławę Rodowicz była jedną z tych gwiazd, które wzbudzały ogromną zazdrość wśród innych wykonawców. – – mówi Szabłowska.
Przez lata zastanawiano się też, czy bójka, do której doszło między Rodowicz a Urszulą Sipińską, wydarzyła się naprawdę, czy była udawana…
Oderwany rękaw marynarki
Doszło do niej podczas koncertu "Nastroje, nas troje". – – mówi Szabłowska.
Suchej nitki na Rodowicz nie pozostawiała czasem również prasa. Jedna z dziennikarek, relacjonując festiwal, nie omieszkała napisać w swoim artykule, że "Rodowicz spasła się jak świnia". – – wspomina gwiazda.
Wina nie było
Tak jak legendą obrosły spory między gwiazdami i próby wyeliminowania konkurencji, tak samo często z łezką w oku artyści wspominają towarzyszące festiwalowi imprezy do białego rana, które dziś można by było zaliczyć do tzw. afterów. Gdy już wszyscy wszystko zaśpiewali, wygrali i odebrali statuetki za swoje debiuty i najlepsze występy, przenosili się do restauracji "Pająk" znajdującej się u zbiegu ulic Osmańczyka i Książąt Opolskich. To właśnie tam do białego rana śpiewano i pito, głównie wódkę.
– – wspomina Rodowicz. Gdy zamykano "Pająka", impreza przenosiła się na dworzec. Tylko tam podawano jeszcze piwo i jajecznicę o tak późnej, a może już wczesnej porze. W "Pająku" często oprócz śpiewów odbywały się również tańce do białego rana.
Artystów obserwowali nie tylko kelnerzy, ale również SB. – – mówił w jednym z wywiadów Jan Pietrzak.
Jedną z często powtarzanych anegdot związanych z szaleństwami w "Pająku" była ta opowiadana przez Wojciecha Młynarskiego. Po jednym z takich rautów wytoczył się z tejże restauracji dziennikarz Jerzy Falkowski. Otworzył pierwsze drzwi, jakie napotkał, ale pech chciał, że były to drzwi od stojącego przed restauracją samochodu-chłodni. Mimo że wiało chłodem, postanowił wejść do środka i uciąć sobie drzemkę. Gdy odnaleziono go po paru godzinach, zachrypniętym głosem stwierdził, że: "Opole jest nie do zdarcia".