Nie było drugiego takiego trębacza w historii polskiego jazzu. Światowej sławy muzyk, Tomasz Stańko odszedł dziś po długich zmaganiach z rakiem. W ostatnich miesiącach muzyk już nie koncertował. Zmarł dziś nad ranem. Informację o jego śmierci przekazała córka.

Reklama

Był bez wątpienia mistrzem swego instrumentu. Zarówno, kiedy grał swój ukochany jazz, jak i wtedy kiedy grał muzykę popularną - grał z niespotykaną maestrią, w swoim charakterystycznym stylu.

Urodził się podczas II Wojny Światowej, w 1942 roku w Rzeszowie. Muzyką zajmował się od wczesnych lat sześćdziesiątych, kiedy to grał w zespole Jazz Darings.

Grał na całym świecie, współpracował m.in. Cecilem Taylorem, Janem Garbarkiem, Peterem Warrenem, Stu Martinem, Donem Cherrym, Garym Peacockiem, Davem Hollandem, Dino Saluzzim. Nagrywał i koncertował z czołówką polskiej muzyki, m.in. z Michałem Urbaniakiem, czy Anną Marią Jopek.

Aktywnie zajmował się też organizacją życia jazzowego. Był organizatorem, a także często grał w Bielsku-Białej, na tamtejsze jesieni jazzowej.

Komponował muzykę filmową, nagrywał z artystami zaliczanymi do kręgu muzyki popularnej, ale nade wszystko znany był z jazzu. Do jego najważniejszych płyt zalicza się m.in. "Music for K.", "Witkacy - Pejotl", "Freelectronic: Switzerland", "Suspended Night".

Stańko był jednym z najwybitniejszych, najoryginalniejszych polskich muzyków jazzowych w całych dziejach gatunku. Czasami mówimy o takiej "świętej trójcy" polskiego jazzu: Krzysztof Komeda, Tomasz Stańko i Zbigniew Namysłowski. Ta "trójca" nagrała płytę "Astigmatic", płytę wszechczasów, najważniejszą polską płytę jazzową - powiedział PAP Brodowski.

Według niego, ton trąbki muzyka rozpoznawalny był już po kilku dźwiękach. Stańko grał nieszablonowo, szedł własną ścieżką od samego początku, bo już jesienią 1962 r. postanowił założyć zespół Jazz Darings - uznany za jeden z pierwszych w Europie zespołów grających free jazz. Można powiedzieć, że był poetą trąbki - ocenił Brodowski.

Redaktor naczelny "Jazz Forum" zwrócił uwagę, że Stańko promował polski jazz za granicą, ale także w Polsce, gdzie co roku organizowany jest festiwal Jazzowa Jesień. Stańko był bardzo otwarty na inne gatunki muzyczne, często opowiadał, że słuchał Prince'a, Jamesa Browna, muzyki soul, rapu; interesował się współczesną beletrystyką, filozofią. To był niesłychanie inteligentny człowiek, bardzo przenikliwy umysł. Niezależnie od cech artystycznych, ta inteligencja, umiejętność opowiadania zadecydowała o jego sukcesie. Dla niego jazz był stylem życia, ale on to życie kreował - mówił.

W ubiegłorocznej rozmowie z PAP Stańko przyznał, że "lubi grać z młodymi", ponieważ jak wówczas podkreślił - "oni mają w sobie wszystko i jeszcze coś nowego, dzięki czemu sam mogę znaleźć się w nieco innym czasie niż jestem". Brodowski pytany o te słowa powiedział, że sam jazzman nazywał siebie "wampirem, który wysysał młodą krew polskiego jazzu".

Zdaniem Brodowskiego Tomasz Stańko był "muzykiem spełnionym", dlatego - jak mówił - czuł się pogodzony ze swoją chorobą, z tym, że odchodzi. Zrealizował swój amerykański sen (...). Grał z najwybitniejszymi muzykami współczesnej sceny; mógł grać z każdym, ale - co ważne - jeżeli oni grali z nim to jego muzykę - podkreślił Brodowski.

Kondolencje złożył też prezydent. "Nad ranem odszedł Pan Tomasz Stańko. Wybitna Postać polskiego jazzu, wspaniały Muzyk z wielkimi zasługami dla polskiej kultury. Tacy Ludzie nie umierają, żyją w swoich dziełach. RiP" - napisał w niedzielę na Twitterze prezydent Andrzej Duda.