Z jednej strony rozżaleni fani, z drugiej wściekły artysta. I organizator, na którego spadły gromy. Wygląda na to, że podczas koncertu z okazji Dni Świebodzic nie wszystko było zorganizowane na medal.

Gwiazdą występu miał być zespół Strachy Na Lachy, od pokoleń ceniony za nagrania w rockowej stylistyce. Zespół 8 czerwca w Świebodzicach się pojawił, wszedł na scenę i zaczął grać koncert. Podczas prezentacji jednego z największych przebojów - kompozycji "Piła Tango", grupa przerwała występ, a na organizatorów posypały się gromy.

Stary, ja tu przyszedłem do pracy. Ty też jesteś w pracy. Ludzie tutaj spadają na kark i co? To nie ja będę odpowiadał za to, że ktoś tu złamie kręgosłup.

 - powiedział ze sceny lider formacji, Krzysztof "Grabaż" Grabowski, po czym opuścił wraz z pozostałymi muzykami scenę.

Co się stało? Według relacji szaleństwo, jakie zwykle ma miejsce na koncertach, nie zostało odpowiednio zabezpieczone, a ludzi zwyczajnie tratowali się. Tak to wyglądało na jednym z nagrań.

Tak sytuację opisał w mediach społecznościowych Grabaż.

Świebodzice… fajna okolica, ludzi mili, niezłe miejsce do zagrania koncertu – stadion – bardzo ładna murawa i koncert sympatyczny… aż… zaczęła się 4 zwrotka “Piły tango”… śpiewam i patrzę, tłum wynosi ludzi, a ci… lądują na glebie, jeden po drugim… ochrona… nie ma ochrony… stoi jakiś ignorant w kamizelce ochrony… jest nieruchomy… tuż za bramkami… pani siedząca na wózku inwalidzkim, jeden z widzów spada prosto na nią… k***a jego mać… Leci dziewczyna, zalicza masakryczną glebę. Przerywam koncert, schodzimy ze sceny, jest po zawodach.

Po wydarzeniach Grabaż opublikował jeszcze jeden post, z którego wynika, że forma odpowiedzialna za zamieszanie, przeprosiła.