– mówi o swojej nowej płycie Julia Marcell. Między "Proxy" a jej poprzednimi krążkami najważniejszą zmianą jest język. To pierwszy, w całości polskojęzyczny materiał artystki.
Na jej pierwszych wydawnictwach, epce "Storm" i płycie "It Might Like You", rządziły smyczki i pianino. Na kolejnym, "June", z przebojem "Matrioszka" z 2011 roku doszła spora dawka elektroniki. "Sentiments" z 2014 to już najbardziej mroczna podróż Julii. Jak zdradza artystka: – Praca nad "Proxy" wyglądała inaczej, bo Marcell nagrywała ją podczas licznych podróży, w różnych miejscach. Wyszła z tego płyta mocno osadzona w teraźniejszości, choć Julia odwołuje się na niej też do czasów PRL-u, a ściślej przebojów tamtego okresu.
W otwierającym jej album numerze "Tarantino" nawiązuje się m.in. do popkultury (sama jest jej fanką) i stereotypów. Śpiewa m.in.: . I: Dokłada do tego odniesienia do przebojów lat 80: "Szklanej pogody" Lombardu i "Dmuchawce, latawce, wiatr" Urszuli. Nawiązania są nieprzypadkowe, bo Julia przyznaje się do fascynacji nie tylko muzyką anglosaską, ale też polskimi artystami sprzed lat. Muzycznie prowadzi nas w numerze pulsujący bas i rytmiczna perkusja w towarzystwie klawiszy i gitary. Kolejny numer "Tesco" to opowieść o kapitalizmie i zagubieniu w dzisiejszym konsumpcyjnym świecie. W innych kawałkach dochodzą tematy wirtualnych randek, samotności, naszego obnażania się w sieci, próżności, pochwały indywidualizmu.
Julia Marcell nie opowiada wprost o sobie, wydaje się tworzyć zestaw bohaterów naszej rzeczywistości. Nie boi się mówić o zagubieniu w internetowym świecie, choć przecież sama mu tak wiele zawdzięcza. W 2009 roku dzięki zbiórce fanów na portalu crowdfundingowym wydała debiutancki krążek "It Might Like You". Dziś to powszechny sposób, nie brakuje jednak w nim wad. Artystka przyznaje: – I dodaje: –. . Przekonuje: – .
Jej pop trudno nazwać zunifikowanym. To raczej jego alternatywna wersja. Dobrym przykładem może być doskonały numer "Ministerstwo mojej głowy". Mamy tu gitary, monumentalne klawisze, pulsujący bit, altówkę, do tego Julię bawiącą się swoim głosem w wysokich rejestrach, wreszcie półtoraminutową końcówkę z muzyczną "rozmową" basu i niepokojącego klawiszowego dźwięku. Marcell potrafi też zaczarować w retro balladzie "Marek" czy dynamicznym "Tetris", w którym daje pokaz wokalnych możliwości.
Klimat tej płyty dobrze oddaje okładka, na której Julia Marcell leży w otoczeniu wielu kuriozalnych kiczowatych przedmiotów. Są chociażby książka o sztuce wypychania zwierząt, dmuchana ryba, błyszcząca czaszka albo maskotki. Sama Julia ma na niej obite kolano. Miks dźwięków, o którym mówi na początku tekstu, miks kiczu na okładce i teksty o sile popkultury oraz sztucznym życiu dobrze oddają osobowość krążącej między Polską a Berlinem artystki. To chłonąca świat garściami, zafascynowana nim, ale też trochę zagubiona współczesna kobieta szukająca miejsca, niekoniecznie w oparciu o wymogi rynku i hasło: "Wszystko na sprzedaż".
Julia mówi: – . Ma świadomość, że "większości gwiazd tabloidów próżno szukać w klubach muzycznych czy na festiwalach". A ona ma za sobą znakomite koncerty na największych polskich festiwalach i wiele występów poza granicami.
Zapewne wybór polskiego języka może ograniczyć odbiór płyty "Proxy" za granicą, ale też Julia bardzo chciała napisać teksty o bardzo konkretnych sprawach, o tym, co dzieje się tu i teraz. Udało się je opakować w bardzo ciekawe dźwięki, którymi Julia Marcell będzie się dzielić na koncertach. Start trasy we Wrocławiu 31.03.
Julia Marcell | Proxy | Mystic