Dziennik Gazeta Prawana logo

Bez kalkulacji, bez kompromisów. Happysad "Ciało obce" [RECENZJA]

21 stycznia 2017, 14:46
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Happysad a.d. 2017
Happysad a.d. 2017/Media
Nie zdziwiłbym się, gdyby ten materiał został wydany pod innym szyldem. "Ciało obce" nie przystaje do dotychczasowej nazwy, czyli Happysad i to nie tylko dlatego, że jest to nieprawdopodobnie smutny materiał. Ale odmawiając zespołowi prawa do podążania własnymi ścieżkami zaprzeczamy w ogóle istocie grania. I tracimy szansę na poznanie jednego z ciekawszych albumów ostatnich lat w polskim rocku.

Zawsze najbardziej na scenie muzycznym irytowały mnie twory, które nie potrafiły pogodzić się z upływającym czasem. Znacie te klimaty polegające na wiecznym umizgiwaniu się do gimbazy, chęci permanentnej obecności na tapetach komórek i laptopów (dla starszych czytelników: to ekwiwalent wieszania plakatów nad łóżkiem). I zawsze podziwiałem tych, co nie patrzą na to, co się nosi, nie oglądają się na trendy, a próbują swoim spojrzeniem zainteresować świat.

Z Happysad sytuacja jest bardziej skomplikowana. Zespół mimo gigantycznego rządu dusz, mierzonego grupą pół miliona fanów, cały czas uważany jest za niszowy. Dzieje się tak mimo doskonałej sprzedaży płyt, wyprzedanych koncertów. Ale zespół ma znamię, czy bardziej łatkę. Wszystko przed laty zaczęło się od singla „”, a obecna w refrenie miłość, co nie jest pluszowym misiem, przylgnęła do grupy. Rozpoczęło się balansowanie z paradoksem – z jednej strony Happysad miał hit, który otwierał im drzwi do grania jak kraj długi i szeroki, z drugiej… Kuba Kawalec wokalista grupy powiedział mi kiedyś, że gdy słyszy w radiu „Zanim pójdę”, to słyszy przede wszystkim błędy młodości. Chodziło mu o sposób nagrywania i produkcji..., a wyszło aż za bardzo wymownie.

Jakby tego było mało, Happysad znów stał się nieobecny w mediach. Oczywiście – w RMF usłyszycie ich przynajmniej raz dziennie, rzecz w tym, że krakowska stacja gra wciąż „Zanim pójdę”, a prezentację tego nagrania jako aktualnej wizytówki zespołu można by porównać do próby wmówienia, że zdjęcie Roberta Lewandowskiego w koszulce Znicza Pruszków jest tym najbardziej aktualnym.

W takich okolicznościach przyrody pojawia się album „”. Fani, ci wierni, odnajdą tu natychmiast nawiązania do dwóch ostatnich produkcji (z przechyłem w stronę „”). Bez wątpienia nie ma tu uśmiechania się – nie tylko do fanów młodszych. To płyta ponura, momentami nawet mroczna, bardzo refleksyjna, pełna osobistych tekstów.

” – śpiewa Kawalec na otwarcie albumu. O płycie mówi też dużo nagranie wybrane na singiel, czyli „”, z krótkim, konkretnym przekazem. Tak jak tu, tak na całej płycie dopracowana jest produkcja, przechylona w stronę emocji i ekspresji. Jedynym momentem, który wnosi dawną, niemalże krotochwilną radochę z grania jest „”, z wpadającym w ucho tematem dęciaków. Ale i tu jest jakby inaczej – motyw, choć zabójczo przebojowy, do powtórzenie nawet za pierwszym razem przez nawet najbardziej odpornych, schowany jest w tle, by nie przytłoczyć, nie przesunąć akcentów, nie odwieźć uwagi od przekazu.

9812095-happysad-okladka-plyty-cialo.jpg
Happysad, okładka płyty "Ciało obce"/okładka by Forin Studio

Sporo jest zabawy na linii gitary-elektronika, momentami bardzo hałaśliwej, lekko kakofonicznej. Ale bez wątpienia najlepiej zespołowi wychodzi wchodzenie w nastrój. Przykładem tego jest doskonała „”, która zwiastuje (oby!) kolejną drogę, w którą zespół może pójść w przyszłości, gdy przy okazji nagrywania kolejnego albumu będzie bogatszy o doświadczenia jeszcze kolejnych lat życia i jeszcze bardziej będzie chciał uciekać od durnych, przyklejonych już przed dekadą łatek. Ponad sześciominutowa kompozycja kipi emocjami – wyrażanymi zarówno tekstem, jak i wyrazistą improwizacją saksofonową. „” stanowi z „” doskonałe zakończenie. Można w polskim rocku stawiać ważne pytania i dbać o przekaz, można budować klimat, można próbować podnosić poprzeczkę, zamiast wiecznego obniżania jakości w imię fałszywych mrugnięć do grupy większej, ale muzycznie mniej obytej.

Nie mam najmniejszych wątpliwości, że to album nagrany bez jakichkolwiek kalkulacji. Z tych, które dotychczas nagrał zespół zdecydowanie mym zdaniem najlepszy. Przy okazji podziwiam bezkompromisowe podejście – wydaje się, że część fanów zostanie postawionych przed koniecznością zrozumienia brzmień i słów bardziej dojrzałych.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj