Dziennik Gazeta Prawana logo

W Vancouver smutek smakuje jakby lepiej. Destroyer "Ken" [RECENZJA]

25 października 2017, 12:16
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Dan Bejar, de facto Destroyer
Dan Bejar, de facto Destroyer/Media
W świat zespołu z Vancouver można wejść dziś nie znając nawet jednej piosenki z bogatego dorobku formacji. Warto – album „Ken” pachnie smutkiem i emanuje ciemnością. Ale to nie sprawi, że media będą zwracać na niego szczególną uwagę.

Na brak nagrań od kanadyjskiego Destroyera narzekać nie możemy. Podczas ponad dwudziestoletniej działalności dostaliśmy już dwanaście albumów. Tu kłopotu nadmiaru bogactwa nie ma – jeśli bowiem ma się coś do powiedzenia, umiejętnie przy okazji podpierając się różnymi stylistykami muzycznymi, to z napięciem oczekuje się na jego dzieła. Osobowość Dana Bejara, jest tu czynnikiem najbardziej magnetycznym, gwarantującym chęć powrotu i poznania.

Muzyk, artysta, songwriter stopniując napięcie sączył informacje. Zapowiadał, że będziemy musieli powrócić do lat dziewięćdziesiątych, by odnaleźć się podczas wsłuchiwania się w nowe nagrania. I rzeczywiście – Bajar nie kłamał, bo dużo tu z klimatu starego Mercury Rev, ocieranie się o spokojniejsze w swym klimacie dokonania z tej epoki Nicka Cave’a, spoglądanie na eksperymenty Becka.

Oczywiście luźne nawiązania nie zabijają brzemienia i klimatu, które sprawia, że Destroyera nie sposób pomylić z kimkolwiek innym. W radiu i odtwarzaczu albumy „” i „” mogą sąsiadować, ale nie sposób pomylić muzyki z wydanej właśnie płyty z kimkolwiek innym. I tekstów.

Bejar nie jest najbardziej pogodnym obserwatorem rzeczywistości. W „” ciężko wersów o zespole, który wykonuje swa pracę, śpiewa piosenki, a potem znika nie odnieść do aktualnej sytuacji na rynku muzycznym. Podobnie gorzkie przemyślenia znajdują się w sąsiadującym „”. Jak opowiadał, celowo używa starych, znikających z angielszczyzny słów, by pokazać przemijający blichtr show biznesu, choć wersy „” rzucają światło na inną stronę refleksji muzyka.

W innym miejscu płyty w swym stylu Dan śpiewa: „”. Ciężko o lepsze podsumowanie płyty – dużo tu smutnych, wręcz melancholijnych przemyśleń. Dla tych, którzy chcą podejść do słów śmiertelnie poważnie – sam artysta w wywiadzie dla Pitchforka komentuje cześć ze swych nagrań jako „”.

Czy to prawda, czy gra poety z nami – zdecydujcie sami. Już samo obcowanie z artystą tak świadomym słowa i dźwięków daje satysfakcję, jakiej nie znajdziecie nawet zerkając na większość wydawanych współcześnie płyt.

Destroyer ""; dystrybucja w PL: PIAS

10529700-destroyer-ken.jpg
Destroyer "Ken"
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj