Dziennik Gazeta Prawana logo

Oczyszczony "Master Of Puppets" pokazuje dlaczego Metallica była najlepszym zespołem świata. TYCH ZDJĘĆ ZESPOŁU NIE WIDZIAŁEŚ

23 listopada 2017, 12:40
Ten tekst przeczytasz w 5 minut
tak, to jest zespół Metallica; fot. Ulf Magnusson
tak, to jest zespół Metallica; fot. Ulf Magnusson/Media
Każda stylistyka potrzebuje symboli. Dla thrash metalu ikonicznym albumem stało się "Master Of Puppets". Choć na dzisiejsze dokonania Metalliki wielu fanów patrzy mocno krytycznym okiem, to każdy z nich przyzna, że płyta, która jesienią tego roku trafiła do sklepów w zremasterowanej wersji, po prostu wielka jest i basta.
Cliff Burton w 1986 roku.  - W tamtych czasach najtrudniejsze było robienie zdjęć koncertowych. W swych początkach Metallika nie miała efektów świetlnych, a ja nienawidziłem używać flasha. Wszystko wyglądało płasko, bez tego efektu szaleństwa, na którym mi zależało. Cliff cały show spędzał robiąc headbanging – dużo włosów w powietrzu, przez które nie widać twarzy. Na koncercie w Pine Knob poprosiłem go, by zatrzymał na chwilę swój ruch. Kiedy podniosłem rękę to on stał tak szczerząc się i śmiejąc do siebie. W końcu udało mi się poprosić go, by zapozował pomiędzy autobusami koncertowymi. I wtedy dostałem to, co chciałem – Ross Halfin, fotograf, autor zdjęcia.

To były czasy, kiedy częścią zespołu był Cliff Burton, nazywany najbardziej szalonym basistą w historii metalu. Są tacy, którzy twierdzą, że element szaleństwa, poszukiwania i otwartości skończył się w Metallice w momencie jego tragicznej śmierci 27 września 1986 roku. Muzyk zmarł w wypadku autobusu, którym podróżowała grupa po Szwecji – zespół, który kilka miesięcy wcześniej wydał "", triumfalnie objeżdżał świat prezentując dzieło, które dla wielu stało się pomnikiem i najlepszym osiągnięciem gatunku nazywanego thrash metalem.

Trasa koncertowa "Master Of Puppets" - Metallica; fot. Ulf Magnusson

Fanom, których niegdysiejsze pióra zamieniły się w łysiny, a skóry wytarły się na setkach koncertów przypominać tego nie trzeba, ale Metallica była wraz z innymi amerykańskimi formacjami: Anthrax, Megadeth i Slayer tworzyła tak zwaną wielką czwórkę. Zespoły zmieniały świat, ale i mocno rywalizowały. Oczywiście miarą sukcesu była liczba sprzedanych płyt, ale bardziej liczył się niezapisany kodeks – ważniejsze było uznanie fanów, a wiarygodność była tak kluczowym pojęciem, jak później przez długie lata w środowisku hiphopowym.

Metalica. fot. Chris Anthony

Początki sceny sięgały pierwszych z lat osiemdziesiątych, kiedy to – mniej więcej w tym samym czasie – formacje powstały. Zespoły wychodził z klubów do hal, a z hal do stadionów. Zaledwie po kilku latach wiadomym było, że w kontrze do wszechobecnego popu i schematycznego rocka powstaje ju nie tylko moda, ale silny prąd. Tak silny, że wpływy jego słychać do dziś – choć paradoksem jest to, że mimo olbrzymiej popularności i milionów sprzedanych płyt, po krótkim wystrzale do mainstreamu na początku lat 90tych thrash powrócił tam, gdzie jego miejsce. Czyli do niszy.

Wracając do Metalliki: w marcu 1986 roku zespół wyprowadził cios, który dla wielu był nokautem. Album zbierał doskonałe recenzje – do dziś sprzedał się w samych tylko Stanach Zjednoczonych w nakładzie ponad sześciu milionów egzemplarzy, a liczba ta ciągle rośnie.

Cliff Burton w 1984 roku

Czy warto sięgnąć po zremasterowaną wersję płyty? I czy delikatne szumy starej wersji z tytułowego „”, „” nie tworzyły niepowtarzalnego klimatu? Czy wreszcie wycyzelowany cyfrowo instrumentalny „” nie traci nic ze swej magii?

Jestem wrogiem powracania do tych samych płyt, filmów i książek – życie jest za krótkie, a zdobycze kultury zbyt wielkie, by bawić się w sentymenty. Jednak nie można odmówić „”, że brzmi tak, jak powinien od początku. „”, o którego drżeli szalikowcy formacji zyskuje nową, niezwykłą przestrzeń, początek „Battery” uderza z jeszcze większą siłą, a chóralne „Master” zagrane głośno ze sprzętu dobrej jakości sprawia, że na skórze pojawia się przyjemny, atawistyczny dreszczyk emocji.

James Hetfiled fot, Gene Ambo

Skarby znajdują się natomiast na wersjach rozszerzonych. Wersje z występów z czasów, kiedy Metallica uchodziła za najlepszy zespół koncertowy świata. Poza tym fani otrzymują rarytasy totalne, jak notatki dźwiękowe z notatnika riffów, a to coś więcej niż tylko ciekawostka dla muzyków.

Jeśli posiadać więc „” to tylko w tej wersji. A jeśli zespoły mają odcinać kupony od własnej sławy, to tylko w taki sposób.

Są to brawa.

Metallica "Master Of Puppets" ; Universal Music Polska; ocena 10/10

Metallica "Master Of Puppets"
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj