Obdarzona pięknym głosem Adele poruszyła cały świat swoją bardzo osobistą płytą "21", która przez miesiące nie schodziła z pierwszych miejsc list sprzedaży. Jej prywatna historia nieszczęśliwej miłości, którą opisywała w swoich piosenkach pokonała w rankingach popularności wszelkie inne wydawnictwa roku 2011, a ballada "Someone Like You" stała hymnem złamanych serc.

"Gdy usłyszałem tę płytę po raz pierwszy, wiedziałem, ze coś się zdarzyło. Słuchałem jedną piosenkę po drugiej i czułem, że ta płyta będzie wielka. Jeżeli nawet pop jest bardzo pojemnym gatunkiem, to życzmy sobie na rok 2012, żeby brzmiał on tak jak to, co robi Adele" – mówi Piotr Metz.

"Taka płyta zdarza się raz na kilkanaście lat" – dodaje redaktor naczelny "Machiny". Jeszcze w zeszłym roku miejsce Adele zajmowała Lady Gaga. Jej oryginalny wizerunek sceniczny i lekko wpadająca w ucho muzyka przyniosły Gadze sukces w postaci nagród muzycznych i milionów sprzedanych płyt.

W tym roku gwiazda Lady GaGi nie świeci już tak intensywnie.

"Mam wrażenie, że Lady GaGa stanęła w miejscu. W tym, co robiła wcześniej osiągnęła już wszystko i teraz trochę oczekujemy od niej jakiejś kompletnej wolty i postawienia wszystkiego na głowie. Wydaje się, że na razie Gaga tego pomysłu na siebie nie ma" – komentuje Piotr Metz.

Zdaniem dziennikarza, piosenkarka być powinna spróbować swoich sił w nieco innym repertuarze.


"Dobrze obroniła się w duecie z Tonym Bennettem, gdzie zaśpiewała w bardzo klasycznym repertuarze, bez efektów i bez elektroniki, wiec może od tej strony nas jeszcze zaskoczy. Ona jest strasznie odważna i pracowita, a to należy cenić. Myślę, że jest na jakimś zakręcie i ten przyszły rok pokaże, czy udało jej się otrząsnąć z tego marazmu albo będzie w kłopocie" – puentuje Metz.

Nawet jeśli Lady GaGa przechodzi chwilowy kryzys twórczy, to z pewnością nie zamierza zejść ze sceny. Taką decyzję podjęli natomiast członkowie zespołu R.E.M. 22 września media na całym świecie informowały o tym, że legendarni już muzycy po 31 latach obecności na rynku, ogłosili koniec działalności.

"Lepiej, żeby odejść w glorii i chwale a nie na siłę próbować wciskać swoją radosną twórczość innym, bo to się źle kończy" – komentował wtedy Hirek Wrona.

"Bardzo trudno jest mi sobie przypomnieć inny przykład, żeby ktoś odchodził w taki sposób i z taką klasą, nie rozdzierając szat albo nie robiąc wysilonego show na koniec. Oby inni brali z nich przykład" – mówi Piotr Metz.

Na drugim biegunie muzycznych wydarzeń 2011 roku znajdują się dinozaury heavy metalu. Po 33 latach od ich ostatniego wspólnego nagrania, członkowie pierwotnego składu Black Sabbath poinformowali świat, że wracają na scenę.

Czy po tylu latach emerytowani rockmani mogą jeszcze odnieść sukces?

"Uśmiechnijmy się, to jest już trochę szopka noworoczna. Nikomu z muzyków nie można zabronić prawa do czegoś takiego, natomiast dla mnie jest to dalszy ciąg serialu telewizyjnego >>Osbournowie<<" – komentuje krótko Piotr Metz.


Podsumowując mijający rok 2011 nie można pominąć najtragiczniejszego dla niego momentu w muzyce. 23 lipca w swoim domu w Londynie zmarła jedna z największych gwiazd swojego pokolenia – Amy Winehouse. Choć widmo przedwczesnej śmierci wisiało nad zmagającą się z uzależnieniami genialną wokalistką i kompozytorką, jej nagłe odejście zszokowało opinię publiczną. Poza smutkiem po stracie wielkiej gwiazdy pojawiły się też głosy pretensji i wstydu, że nic nie zrobiono, by uniknąć tej straty.

"Okazuje się, że za śmiercią Amy Winehouse kryją się jakieś fatalne show-biznesowe wątki – wypychanie jej na scenę, gdy nie jest wstanie występować, koncerty robione pod presją" – wspomina Piotr Metz..

Dziennikarz nawiązuje do ostatniego występu na żywo Amy w Belgradzie. Jak zauważa, żaden wrażliwy artysta, a takim bez wątpienia była Amy Winehouse, po powrocie po długiej przerwie nie czuje się dobrze z tym, że cały świat w internecie ogląda jak pijany spada ze sceny. Zdaniem Metza to było początkiem końca Amy Winehouse.

"Pamiętam, że gdy oglądałem film z jej ostatniego koncertu w Belgradzie. Najbardziej przeraziło mnie to, że ona też to musiała oglądać i mieć świadomość, ze widzi to cały świat. Co potem się stało, nie wiemy. Natomiast osoba, która nagrywając zaledwie dwie płyty zostawiła po sobie ogromny dorobek, zasługuje na miano prawdziwego talentu. Jej śmierć to wielka strata, po prostu straszna szkoda" – podsumowuje Piotr Metz.