Anna Sobańda: 10. edycja OFF Festivalu dobiegła końca, czy podobnie jak Jurek Owsiak tracisz głos na kilka dni, czy też odreagowujesz to w inny sposób?

Artur Rojek: Moja rola nie jest taka, jak Jurka Owsiaka, ja nie stoję na scenie, nie krzyczę do ludzi, więc raczej głosu nie stracę. Wiadomo jednak, że czas pofestiwalowy, to będzie zupełnie inny tryb życia. Trzeba będzie więc na nowo dostosować się do rzeczywistości. Ja jednak wracam normalnie do codziennych, rodzinnych obowiązków.

Jak szybko zaczynasz pracę nad kolejną edycją OFF Festivalu?

Ja już nad nią pracuję. Nie jestem co prawda w biurze, ale już jeżdżę, rozmawiam, myślę, planuję, umawiam spotkania na wrzesień. Tak więc nie ma przerwy.

Porozmawiajmy zatem o tej edycji. Co w twoim subiektywnym przekonaniu było jej największym sukcesem?

Największym sukcesem było to, że kiedy w piątek otworzyliśmy bramy, to festiwal był przygotowany do odpalenia. Reszta to są takie małe przyjemności, które generalnie fokusują się wokół reakcji ludzi. To są rzeczy, które mnie podczas festiwalu najbardziej interesują, jak goście interaktywują z tymi wszystkimi rzeczami, które przez rok dla nich przygotowywaliśmy.

Obserwujesz jak ludzie reagują na festiwalowe atrakcje?

Tak, oczywiście. Idę do namiotu, gdzie prezentowana jest burleska i patrzę, jak ludzie reagują, potem idę pod scenę leśną i obserwuję, jak 8 tys. ludzi wpatrzonych jest w zadymiony występ Sunn O))), potem idę na dzikie koncerty i patrzę, jak reaguje publiczność. Cały czas obserwuję. Oczywiście moja percepcja jest teraz lekko zaburzona, bo jestem zmęczony. Poza tym, mam w stosunku do tych przedsięwzięć bardzo duże wymagania i nie zawsze jestem ekstremalnie z wszystkiego zadowolony, ale patrzę i wyciągam wnioski.

A zdarza ci się pomyśleć "kurcze, super to wyszło, jestem zadowolony", czy raczej skupiasz się na niedociągnięciach?

Zdecydowanie optymizm przychodzi mi trudniej niż zauważanie tych rzeczy, które chciałbym poprawić.

Czy obecność któregoś z tegorocznych artystów kosztowała cię szczególnie dużo pracy?

Powiem ci szczerze, że bukowanie zespołów to jest najprzyjemniejsza część pracy przy festiwalu. Trzeba szukać, rozmawiać, wymieniać, jak nie ten zespół, to inny, to są rzeczy, którymi ja na co dzień się zajmuję, więc ode mnie nie wymaga to dużego wysiłku, traktuję to jako przyjemność. Dlatego nawet, jeśli długo zajmuje mi przekonywanie jakiegoś zespołu, to nie jest to mocno stresujące. W tym roku bardzo długo rozmawiałem z grupą Ride i w zasadzie tylko z nimi. Oczywiście zdarzały się takie sytuacje, że zespoły, które były zabukowane już w listopadzie tamtego roku, w maju tego roku zostały przez agenta odwołane z jakiś tam względów. Mimo to, nie jest to najtrudniejsza część robienia festiwalu. Najcięższe są przygotowania, logistyka całego przedsięwzięcia, postawienie go na nogi i oczywiście zgromadzenie budżetu. Ta część pracy wymaga ode mnie dużo większego zaangażowania i jest związana z o wiele większym stresem i odpowiedzialnością. Do tego dochodzi jeszcze produkcja, która w ogóle jest bardzo trudna i ciężka.

OFF Festival ma już swoją renomę nie tylko w Polsce, ale i na świecie. Czy zdarza ci się, że znani artyści sami zgłaszają się do ciebie z propozycją zagrania podczas kolejnej edycji?

Tak, zdarza się. Może nie wgląda to na razie tak, że dzwoni do mnie wokalista Radiohead i mówi "stary błagam, czy mogę zagrać na twoim festiwalu"(śmiech). Ale zdarzają się sytuacje, w których agenci czy szefowie wytwórni chcą, żeby dany zespół zagrał na OFFie, bo uważają, że byłoby to dla nich dobre. Oczywiście wszyscy wiedzą, że OFF jest festiwalem muzyki alternatywnej, więc mówimy tutaj o dużych nazwiskach, ale w kontekście właśnie muzyki alternatywnej.

Zespoły pojawiające się na OFFie to zazwyczaj te, które ciężko usłyszeć na innych festiwalach, odbywających się w Polsce. Czy to jest jakieś kryterium, którym się kierujesz tworząc line-up?

Finalny line-up to jest wynik wielu kompromisów.

Akurat w tym roku pojawiły się na scenie zespoły, które grały już koncerty w Polsce. Staram się jednak, żeby nie byli to artyści mocno wyeksploatowani. Na pewno na OFFie rzadko kiedy zespoły grają po dwa razy. To jest dość ambitne podejście i niektórzy moi współpracownicy twierdzą, że przesadzam, jeśli chodzi o ilość i niepowtarzalność. Ale tak już mam.

Mam wrażenie, że podczas tegorocznej edycji było więcej polskich zespołów.

Może faktycznie było ich odrobinę więcej, ale na pewno były bardziej wyeksponowane. W takim sensie, że starałem się docenić wartość, jaką mają na dzień dzisiejszy w Polsce. Uważam też, że polska muzyka w ostatnich latach ma się bardzo dobrze, jest coraz więcej ciekawych zespołów, a takie przedsięwzięcia, jak OFF Festiwal bardzo temu sprzyjają. Dodatkowo sprzyjają temu takie sytuacje, jak nasza współpraca z amerykańskim radiem KEXP, które wybrało nasz festiwal jako pierwszy w Europie, na którym robi swoje legendarne KEXP session, czyli sesje live. Zrobił ich 11, z czego 9 z polskimi zespołami. Po festiwalu, między innymi HAŃBA!, Sutari, Ukryte Zalety Systemu, Małe Miasta, The Stubs czy Coals będą dostępne na całym świecie na YouTube ze stemplem KEXP sessions. Myślę, że w historii polskiej muzyki, jest to pierwsza promocja na taką skalę. Ten stempel wiarygodności i jakości może spowodować, że dowie się o nich więcej ludzi niż wówczas, gdy wrzucają sami swoje teledyski na YouTube i mają 43 odsłony. Myślę więc, że KEXP oraz nasza współpraca z innymi międzynarodowi mediami, a także recenzje, jakie pojawiają się po festiwalu, to jest taki początek czegoś, co kiedyś bardzo mocno nas otworzy. Mam nadzieję, że doczekamy się artystów rozpoznawalnych na całym świecie. Oby te zespoły, które taka promocję dostały, potrafiły wykorzystać ją w odpowiedni sposób.

W tym roku na OFF Festivalu pojawiła się zaskakująca nowość, czyli burleska. Skąd ten pomysł?

Kilka lat temu, będąc w Seattle, w ramach mile spędzonego wieczoru, zostałem zaproszony na burleskowe przedstawienie. To było moje pierwsze zetknięcie z tym rodzajem performance'u i byłem lekko przestraszony, że za chwilę będę miał do czynienia z burleską, o której miałem dość standardowe pojęcie. Jednak po występie szok mieszał się z fascynacją. To była amerykańska burleska, mająca swoją długą tradycję, o bardzo wysokim poziomie i głębokim przekazie społecznym. Wyszedłem stamtąd zakochany w tym przedsięwzięciu. Potem byłem jeszcze raz, tym razem zabrałem jednego dziennikarza z Polski i swojego przyjaciela, żeby zobaczyć, jak oni zareagują. Zareagowali tak samo. Więc po kilku latach zastanawiania się nad tym, postanowiliśmy zrobić burleskę na OFFie. Dostaliśmy wsparcie z Narodowego Centrum Kultury, zaangażował się w to także Sub Pop Records, który umożliwił nam sprowadzenie do Polski jednej z najbardziej znanych promotorek burleski z Seattle oraz performerki z Wielkiej Brytanii, Fancy Chance. Mamy więc na naszej scenie artystki z najwyższej półki oraz naszych najlepszych polskich performerów. Na razie burleska w Polsce to jest underground, trafia do bardzo małego środowiska, ale myślę, że po festiwalu może się to zmienić. Mam nadzieję, że burleska w naszym kraju będzie się rozwijała w kierunku nie tylko zabawy, ale też wartości.

No właśnie, większość osób kojarzy burleskę po prostu ze striptizem. Tymczasem podczas tych występów przekazywane są również znaczące treści. Pojawiają się na przykład akcenty religijne czy patriotyczne. Czy twoim zdaniem polska publiczność jest gotowa na takie odważne zestawienie striptizu z tak poważnymi treściami?

Burleska to jest w ogóle odważny projekt. Nie wiem, czy jest taki moment, w którym możemy powiedzieć, że jako społeczeństwo jesteśmy na coś gotowi. Tematy o których wspominasz zostały przedstawione w sposób kontrolowany, estetycznie z uszanowaniem poglądów i wartości.

Artur Rojek - muzyk, wokalista, kompozytor. W 1992 roku założył grupę Myslovitz, z którą rozstał się po 20 latach działalności. Pierwszą solową płytę "Składam się z ciągłych powtórzeń" wydał w 2014 roku. Dziesięć lat temu po raz pierwszy zorganizował festiwal muzyki alternatywnej w Katowicach. Dziś jego OFF Festival jest zaliczany do grona najlepszych imprez promujących muzykę alternatywną w Europie.