ŁUKASZ LUBIATOWSKI: "Styl życia G’N.O.J.A." to album o tobie?
PEJA*: To jakieś podsumowanie kilku wątków z mojego życia. Otwarcie mówię o szybkim życiu, pociągu do alkoholu i dziewczyn... Już nie żyję takimi historiami, o jakich opowiadam w
kawałku "Gruba impra z Rysiem". Ale nie muszę pisać typowego pamiętnika, żeby być autentycznym. Przeżyłem już tyle sytuacji hardcore’owych, ulicznych,
łóżkowych, melanżowych, biznesowych, że mógłbym do końca swoich dni siedzieć w domku na wsi, łowić ryby, a tematów mi nie zabraknie.
Nie masz takich momentów, gdy siadasz, włączasz miłą muzykę albo DVD i myślisz: "Rychu, udało ci się, po co się denerwować i wciąż bluzgać"?
Nie mam ambicji, by w tekstach mówić wszystko o sobie. Ludzie, którzy mnie znają, wiedzą, że prawdziwy Rychu jest trochę inny niż ten z płyt. Mam coś w głowie, czytam książki, staram
się z życia brać to, co wartościowe. A że mój przekaz niesie dużo treści negatywnych i niebezpiecznych? To, co złe, jest atrakcyjne, a ja dobrze odnajduję się w formule niegrzecznego
chłopca.
To znaczy, że świadomie kalkulujesz, co się ludziom spodoba?
Zaoferowałem wizerunek bad boya, a publiczność go kupiła. Ludzie nie mają pojęcia, że czytam Nabokowa i słucham Bacha, ale nie chcę ich do tego przekonywać. Jestem w wieku, w którym
zaczynam doceniać spokój, mam trochę więcej pieniędzy, kupuję sobie klasykę czy rzeczy z kanonu rocka. W domu posłucham ostatnio np. Percy’ego Sledge’a czy Anię
Dąbrowską, zdarza się, że wygaszam światło, palę świeczki.












~madziulek2010-07-24 13:37
fajny wywiad!!!
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!