WHITE LIES
niedziela 7 lutego, g. 20 (wejście od g. 18:30)
Warszawa, klub Stodoła
support Hatifnats



W trasie są już prawie osiemnaście miesięcy, przejechali Anglię i Stany wzdłuż i wszerz, dotarli do Japonii i Australii, a po drodze zaliczyli wszystkie ważne festiwale - łącznie z naszym Open’erem. Czy członkowie White Lies coś jeszcze pamiętają z tych występów. Jasne - mówi basista Charles Cave. - Występ w Polsce wspominam najprzyjemniej. To był jeden z tych krajów, po których nie spodziewaliśmy się niczego specjalnego. Ale na miejscu okazało się, że przyszła masa ludzi, wszyscy znali teksty na pamięć i śpiewali przez cały koncert. Takich momentów się nie zapomina.




Reklama



Nowy głos Londynu

Ta londyńska formacja pojawiła się na polskim festiwalu jako jeden z reprezentantów fali młodego brytyjskiego rocka. Droga do sukcesu White Lies obowiązkowo wiodła najpierw dzięki piosence "Death" przez playlisty Radia BBC 1 i coroczne opiniotwórcze zestawienie BBC Sound Of oraz przed wydaniem płyty "To Lose My Life" przez okładkę magazynu NME i trasę dla debiutantów Shockwaves NME Tour. Dwudziestoletni muzycy mieli przy tym dużo szczęścia, bo załapali się jeszcze na ostatnią chwilę boomu na muzykę gitarową, który trwał prawie całą ostatnią dekadę na Wyspach. Wiele zawdzięczali sukcesom Editors, The Bravery, The Rakes czy nawet amerykańskim formacjom Interpol i The Killers, które były spadkobiercami nowofalowej tradycji Joy Division. Chcąc jednak wyróżnić się z grona tych wszystkich smutnych zespołów ubranych na czarno i uwolnić się od ciągłych porównań prasy, Brytyjczycy postanowili ruszyć się z miejsca i grać jak najwięcej, żeby dotrzeć bezpośrednio ze swoją muzyką do słuchaczy.




Jak polubić Coldplay


Ukoronowaniem tego konsekwentnego działania było dla White Lies supportowanie Coldplay w Anglii oraz Kings Of Leon w Stanach: "Na pewno kiedyś chcielibyśmy osiągnąć ich poziom, ale najpierw czeka nas sporo roboty - tłumaczy Charles. - Szczególnie imponują nam Kings Of Leon, oni też ciężko pracowali na swoją pozycję od pierwszej płyty. Pisali świetne piosenki, dużo koncertowali i stworzyli zgraną paczkę, która po latach odniosła zasłużony sukces. Natomiast Coldplay może nie jest naszą ulubioną grupą, ale kiedy zobaczyliśmy ich na żywo, to zmieniliśmy zdanie na ich temat. Robią ogromny show, ze światłami, wizualizacjami - nie może się coś takiego nie podobać. Udział w takich przedsięwzięciach, obserwowaniu muzyków, jaki mają kontakt z publicznością, to ważna lekcja dla nas".



Z Polski do studia

Teraz przed członkami White Lies stoi jednak poważniejsze zadanie - test drugiej płyty, który większość ich rówieśników nie zdała. "Nie mamy na razie gotowych żadnych piosenek, bo nie mieliśmy jeszcze na to czasu - podsumowuje Charles. - Nie chcemy działać pochopnie i wydawać byle czego. Po powrocie z Polski zamkniemy się w studiu i zaczniemy poważną pracę. Zależy nam na tym, żeby nagrać dojrzalsze i jeszcze lepsze piosenki. A potem znów wrócić na trasę, bo to sprawia nam największą przyjemność".