"Miłość nie jest łatwa, nie możesz znaleźć w Google’u rozwiązań wszystkich problemów" – to zdanie z piosenki "Puzzled By People" najlepiej podsumowuje zawartość jego piątego albumu "Computers and Blues". To kolejne osobiste dzieło Skinnera, na szczęście nie takie smętne i przegadane jak chociażby jego ostatnie wydawnictwo "Everything Is Borrowed", na którym próbował na poważne rozprawiać nad sensem życia. Najbardziej znany raper wśród młodych Brytyjczyków skończył wreszcie z alkoholem, rzucił narkotyki i przestał rozczulać się nad swoim losem. Jako mąż i odpowiedzialny ojciec znów z większą ostrością przygląda się otaczającemu go światu.

Żal, że właśnie w takim momencie Skinner zapowiedział koniec kariery. Z rozbrajającą szczerością stwierdził, że nie ma już nic do powiedzenia i woli ustąpić miejsca nastoletnim artystom. Jednak od czasu debiutu "Original Pirate Material" nikt tak barwnie jak on nie opisywał wielkomiejskiego życia na Wyspach. Oczywiście są czarnoskóry raper Dizzee Rascal, popowa wokalistka Lily Allen czy popularna grupa Arctic Monkeys. Jednak tylko Skinner potrafi nawinąć w ciągu zaledwie minuty cały swój alfabet hedonisty. Urządza gierki słowne, żeby opisać wyższość popijania coli z rumem w pubie nad siedzeniem na czacie. Albo opowiada ze szczegółami, jak dowiedział się z Facebooka o tym, że dziewczyna, która mu się podoba, jest w związku z innym.

Przynajmniej połowa utworów jest tutaj równie nośna zarówno pod względem treści, jak i muzyki. Wspominane dynamiczne "Puzzled by People", które przechodzi gładko w przebojowy house "Without a Blink", czy „Soldiers” z urzekającym refren wyśpiewanym przez Roberta Harveya (The Music) poprzedzone "Those That Don’t Know" w klimacie disco – to najmocniejsze momenty "Computers and Blues". A obok elektronicznych rytmów, melodyjnych klawiszy, kiedy trzeba, pojawiają się też nieco ckliwe aranżacje instrumentów smyczkowych, partie pianina i gitary akustycznej w balladach albo nawet zaskakujące ciężkie riffy w mocnym "Going to Hell".


Bez oglądania się na modne klubowe trendy Skinner wyprodukował bardzo uniwersalną muzykę i skomponował popowe piosenki, które nadają się nawet na playlisty rozgłośni radiowych. Zgodnie z tytułem płyty – "Computers and Blues" – poczuwa się też do roli miejskiego bluesmana – współczesnego barda, który za pomocą komputera znalazł autorski sposób na wyrażenie własnych emocji. Nic dziwnego, że przez brytyjską prasę zawsze był porównywany do takich ikon kultury, jak Paul Weller czy Ray Davies (The Kinks).


A skąd wiemy, że Skinner wreszcie wydoroślał i nie jest tym samym gówniarzem co kiedyś? "Blip on a Screen" napisał po tym, jak urodziła mu się córka i oglądał ją przez szybę w szpitalu: "Błysk na ekranie. Ty nie znasz mnie, a ja myślę o tobie i o tym, kim zostaniesz". Piosenka "Trying to Kill M. E." jest jego rozliczeniem z przeszłością i prześladującym go przez lata chronicznym syndromem zmęczenia, który zmusił go do odstawienia używek i o mało nie doprowadził do śmierci. Na koniec jeszcze symboliczne "Lock the Locks": "Zabieram swoje rzeczy z biurka i pakuję je do pudełek. Wyłączam światło, zamykam zamki i wychodzę"". Rzadko się zdarza, żeby ktoś po tylu latach kariery potrafił zrobić coś naprawdę świeżego i ekscytującego. Skinnerowi ta sztuka się udała, jakby wcale nie wybierał się na emeryturę.

Oby zapowiedź końca The Streets okazała się przejawem angielskiego poczucia humoru.

THE STREETS | Computers and Blues | Warner Music Poland