Brytyjska piosenkarka Amy Winehouse została znaleziona martwa w swoim mieszkaniu w Londynie w sobotę po południu. Miała 27 lat. Na razie nie wyjaśniono przyczyny jej śmierci.

Reklama

Wrona podkreślił, że show-biznes to środowisko przeznaczone dla ludzi bardzo odpornych, a Winehouse taka nie była. "Była osobą bardzo zdecydowaną, a jednocześnie - wyjątkowo wrażliwą. Szukała stabilizacji, prawdziwej miłości. Tymczasem mąż podawał jej narkotyki, razem wydawali na nie 500 funtów dziennie. Narkotyki to potworne zło, które niszczy ludzi. Winehouse stała się ich ofiarą. Miała także problemy z alkoholem" - powiedział Wrona.

Przyznał, że artyści "w brutalnym i cynicznym świecie show biznesu" żyją często pod presją i w ciągłym stresie. "Nieustannie odczuwają lęk, boją się, że coś złego się wydarzy, że wszyscy wokół chcą ich wykorzystać, że są nieszczerzy. A kiedy ludzie wrażliwi zaczynają szukać ukojenia, ujścia dla swoich frustracji w narkotykach, jest to pierwszy krok do tragedii" - podkreślił krytyk.

Jego zdaniem, Winehouse miała "niesamowity, niepowtarzalny głos, który dostała w darze od Boga". "Jej piosenka >>Rehab<< stała się hymnem ludzi, którzy mają problemy z uzależnieniami" - powiedział Wrona. Winehouse, obok m.in. Lou Reeda i Boba Dylana, reprezentuje szerokie grono artystów żydowskiego pochodzenia, którzy wnieśli ogromny wkład w historię światowej muzyki - zwrócił uwagę krytyk.

"Ostatnio wydawało się, że wszystko w życiu Winehouse zmierza w dobrym kierunku, że artystka zaczyna szukać życiowej stabilizacji. Winehouse wchodziła w taki etap życia" - powiedział Wrona.