Dziennik Gazeta Prawana logo

Magiczny grudzień z Kate Bush

4 grudnia 2011, 11:36
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Kate Bush
Kate Bush/Media
Płyta "50 Words for Snow" przynosi jedno z największych zaskoczeń ostatnich lat – czarownica popu wraca jako Królowa Śniegu.

Po sześciu latach milczenia Kate Bush w półrocznym odstępie wydała aż dwie płyty. Po nieco pretensjonalnym albumie z "reżyserskimi wersjami" jej największych hitów ("Director’s Cut") dostajemy nie tylko płytę z całkowicie premierowym repertuarem, lecz także najlepszy krążek wokalistki od 26 lat i pamiętnego "Hounds of Love".

Zważywszy na datę premiery i śnieżny temat najnowsza, dziesiąta płyta Kate Bush, "50 Words for Snow", jest typowym wydawnictwem sezonowym. Równocześnie jednak różni się od klasycznych bożonarodzeniowych albumów tak bardzo, jak to tylko możliwe. I to nie tylko dlatego, że forma "christmas record" kojarzy się bardziej z Justinem Bieberem albo z Mariah Carey niż z jedną z najbardziej niezwykłych artystek w branży.

Na "50 Words for Snow" niezwykłe jest wszystko, począwszy od głosu wokalistki, przez to, że nie ma na nim słabych punktów, i listę gości, wśród których oprócz nastoletniego syna gospodyni, Alberta McIntosha ("Snowflake"), znaleźli się m.in.: aktor Stephen Fry (piosenka tytułowa), Elton John ("Snowed in at Wheeler Street") i sopranista Stefan Roberts ("Lake Tahoe"), po piosenkę opisującą seks ze śnieżnym bałwanem. Kompletnie niedzisiejsze (czyt. nieradiowe) są też czasy trwania każdej z siedmiu piosenek: rekordzistą jest trzynastoipółminutowy "Misty", a najkrótsza, "Wild Man", liczy sobie nieco ponad siedem minut. W dodatku każda z nich, zamiast łączyć fragmenty o różnym charakterze, stanowi rodzaj muzycznej medytacji jednego motywu. I choć nie sposób odmówić im melodyjności (wokaliza Andrew Fairweathera Lowa w "Wild Man" wpada w ucho i nijak nie może z niego wypaść), to nie znajdziemy ich żadnej w radiowej playliście. Mimo to w przeciwieństwie do Kazika starsza o niego o pięć lat Bush nie wysyła do rozgłośni przyspieszonych nagrań. Bo wie dobrze, że z tandetną donkiszoterią nie byłoby jej do twarzy.

Od końca lat 70. uprawia własne artrockowe poletko, łącząc rozbuchane, orkiestrowe aranżacje, z elektroniką i baśniowymi tekstami. Tak też jest i na "50 Words for Snow". Bo Bush, zamiast naginać się do reguł marketingu, woli hołdować swojej wizji sztuki. I właśnie ta wierność sobie jest największym kapitałem Bush, która dochowała się całych zastępów naśladowczyń, od Tori Amos przez Björk i P. J. Harvey po Florence Welch (and the Machine), Feist czy Litwinkę, Aline Orlovą.

Na Boże Narodzenie 1979 roku Bush zaśpiewała "December Will Be Magic Again”. I po 32 latach słowa dotrzymała. Bo dzięki "50 Words for Snow" mamy wreszcie prawdziwie magiczny muzyczny grudzień.

Kate Bush | 50 Words for Snow | EMI Music Polska

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj