Dziennik Gazeta Prawana logo

Nowy album Green Day to nieporozumienie!

23 maja 2009, 14:09
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Nowy album Green Day to nieporozumienie!
Inne
Grupa Green Day jeszcze zdążyła załapać się na przemijającą falę nastrojów antybushowskich. Niestety, ich wizja Ameryki w XXI wieku razi ckliwością i muzycznym banałem. "21st Century Breakdown" miało rozkładać na łopatki, a tymczasem irytuje nieodkrywczymi spostrzeżeniami na kiepską, pop-rockową nutę.

Ocena

p

Ten album już z założenia jest jednym wielkim nieporozumieniem. Zespół punkrockowy, który wcześniej negował wszelkie wartości, teraz boleje nad upadkiem moralności w kraju? I wreszcie zespół punkrockowy, który wywodzi się ze sceny niezależnej, głosi populistyczne hasła i podlizuje się amerykańskim nastolatkom.

Członkowie Green Day, zapowiadając kolejny po „American Idiot” ambitny koncept album oddający ducha naszych czasów, sami się podłożyli. W końcu chcąc nie chcąc „21st Century Breakdown” należy zestawiać z innymi tego typu dziełami z przeszłości – The Who „Tommy” czy Pink Floyd „The Wall”. Tymczasem

Jego bohaterami jest para młodych zakochanych punkowców, którzy próbują odnaleźć się w nowej rzeczywistości po zakończeniu epoki rządów Busha. Christian rozczarowany hipokryzją Kościoła, bezmyślnością polityków i brakiem wsparcia ze strony rodziców reaguje na sytuację impulsywnie i dąży do samozniszczenia, natomiast Gloria mimo wszystko spogląda w przyszłość z nadzieją. Ich historia rozgrywa się w trzech aktach , i , na które składa się w sumie 18 utworów. Wśród nich dominują oczywiście typowe mocne punkowe hymny, jak czy , niepozbawione epickości. Obok nich pojawiają się też znacznie bardziej rozbudowane rockowe kompozycje rozpoczynające się niczym chwytliwe ballady fortepianowe () i gitarowe (). Ale często pojawiające się porównania chociażby z rozmachem godnym Queen należy w tej sytuacji raczej potraktować jako zarzut niż pochwałę.

Gdzieś między tymi tanimi, sentymentalnymi zagrywkami i skandowanymi, wspólnie śpiewanymi refrenami zespół uprawia swoją propagandę. – Moje pokolenie jest zerem, nigdy nie stał się bohaterem klasy pracujące. To upadek XXI wieku. Raz się zgubiłem i nigdy nie odnalazłem. Myślę, że tracę resztki rozsądku, które miałem pod koniec XX wieku – deklaruje najpierw Billie Joe Armstrong w tytułowym utworze. Potem rysuje ponury obraz amerykańskiego społeczeństwa zżartego przez nienawiść i masową histerię, bombardowanego agresywnymi komunikatami i kontrolowanego przez system państwowy, pozbawionego nadziei i autorytetów. Ludzie zatracili rozsądek, stali się obojętni i nie potrafią zdobyć się na rewolucyjny czyn. By wreszcie na koniec w uczciwie przyznać: „Chcę tylko zobaczyć światło i nie stracić celu, do którego zmierzam. Chcę tylko zobaczyć światło, potrzebuję wiedzieć, o co warto walczyć”. Niestety to raczej przykład ckliwej szkoły pisania, jaką ostatnio uprawiają Bono czy Springsteen, a nie dosadnego opisywania rzeczywistości przez Joe Strummera.

Bez wątpienia miliony Amerykanów po raz kolejny przyklasną grupie Green Day i pobiegną do sklepów kupić „21st Century Breakdown”. A przy tak wzmożonej promocji muzycy staną się wkrótce nowymi bohaterami epoki Baracka Obamy.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj