Joakim "Milky Ways
Wyd. !K7 2009
Ocena 5/6

Reklama

A to dlatego, że Joakim to ktoś wyjątkowy, obecny na tamtejszym rynku od dobrych paru lat. Paryżanin wyrobił sobie dobrą markę, podejmując się remiksowania takich artystów, jak Tiga czy Cut Copy i Tiefschwarz. Jest także szefem małej wytwórni, założonej w 2002 r. Tigersushi, w której oprócz własnych płyt wydaje młodych artystów, obracających się w najróżniejszych odmianach elektroniki. To w barwach Tigersushi nagrywają takie zespoły, jak Poni Hoax czy Principles of Geometry.

Trzecia płyta samego Joakima – „Milky Ways” – to jedna z ciekawszych propozycji w działce... No właśnie, czego? Space disco? Rocka psychodelicznego? Electro? Acid house’u? Folktroniki? A może „zapping music” – od przeskakiwania po setkach telewizyjnych kanałów? Bo Joakim żongluje niezliczoną ilością gatunków, nie pozwalając, by którykolwiek choć na chwilę przejął inicjatywę. Nic tu nie jest oczywiste, ale właśnie dzięki temu rygorowi i pilnowaniu, by żaden wątek nie wyszedł przez szereg, „Milky Ways” jest płytą tak spójną.

Absolutny freestyle zapowiada już otwierający płytę ośmiominutowy „Back to Wilderness”, w którym zapętlone, mechanicznie głosy mieszają się z samplami orkiestry marszowej, by po chwili zamienić się w rozpędzoną stoner rockową Godzillę, niszczącą wszystko, co stanie na jej drodze. A już w następnym numerze zupełna zmiana klimatu – do gry wchodzą funkujące gitary podbite sekcją rytmiczną wyjętą ze starych nagrań disco, na tle których melorecytuje głos vocoderowego androida.

Im dalej w las, tym więcej drzew. Za każdym razem, kiedy słuchaczowi wydaje się, że skądś zna te dźwięki, Joakim i jego zespół skręcają nieoczekiwanie w inną stronę. "Zawsze kiedy kończę płytę, mam wrażenie, że już jej nie lubię i chcę teraz zrobić coś zupełnie innego, ale tym razem nie do końca mi się to udało. „Milky Ways” wymknęła mi się w pewnym momencie spod kontroli. Improwizacje zaprowadziły nas w zupełnie niespodziewane rejony, nawiązujące czasem do poprzedniej płyty. Ale to dobrze, bo nowy album miał być poświęcony duchowi pierwotnej wolności i niezależności, tej, jakiej wielu z nas doświadcza przez chwilę w czasach młodości" - tłumaczył w wywiadach Bouaziz.

I to najlepszy komentarz do „Milky Ways”, bo wymienianie kolejnych składników poszczególnych utworów nie ma najmniejszego sensu. Słychać tu absolutną wolność i czuć, że Joakim i spółka podczas nagrań podążali tam, gdzie zaprowadzi ich melodia.

p

Muzyką paryskiego DJ-a, wokalisty i producenta będą zachwyceni młodzi melomani, dla których nie istnieją granice gatunkowe i historyczne. Starsi mogą się skrzywić na nieustającą galopadę wątków i pomysłów. Ale jedni i drudzy powinni zapoznać się z tą płytą, bo to po prostu wciągająca muzyczna opowieść wielokrotnego użytku - coraz rzadsze zjawisko we współczesnej muzyce rozrywkowej. Jeśli wam się spodoba, warto sięgnąć po poprzedni album Joakima „Monsters & Silly Songs” sprzed dwóch lat - równie gęsty i wciągający.