Dziennik Gazeta Prawana logo

Porno Chic Miley Cyrus kontra rockowa tradycja. Orange Warsaw Festival za nami [RELACJA]

2 czerwca 2019, 11:19
Ten tekst przeczytasz w 8 minut
Miley Cyrus na scenie Orange Warsaw Festvial; 1 czerwca 2019
Miley Cyrus na scenie Orange Warsaw Festvial; 1 czerwca 2019 /Aneta Kwiatkowska
Koszulka i przekaz były jawnie prowokacyjne. Ale już sama muzyka nie. To był dobry koncert. Tak, jak i poprzednie. Orange Warsaw Festival pokazał jednak brutalną prawdę o rynku konsumentów muzyki AD 2019.

Festiwal w środku miasta. Niby jest ciepło, ale to jeszcze nie lato. Niby wszyscy myślimy o wakacjach, ale w poniedziałek przecież trzeba wracać do pracy lub szkoły. Festiwal bez namiotów, uczucia porównywalnego z jetlagiem z niewyspania i zakłócenia pór dnia i nocy. I festiwal w czasach, kiedy muzyka jest wszędzie, jest dostępna w poczuciu młodych fanów muzyki za darmo.

Taki festiwal musi rządzić się swoimi, nieco innymi prawami, na które nie ma co się obrażać. To rynek stawia wymogi, a planując line-up trzeba się do nich dostosować.

12366896-miley-cyrus-na-scenie-orange-warsaw.jpg
Miley Cyrus na scenie Orange Warsaw Festival; 1 czerwca 2019

Bezdyskusyjnie największą gwiazdą Orange Warsaw Festival była Miley Cyrus. Jej koncert był stanowczo, można by rzecz nawet skandalicznie za krótki, ale zawierał perły. Pokazywał też charyzmatyczną, świadomą siebie, doskonale przygotowaną do tego, co robi, bez wątpienia utalentowaną artystkę. Przekaz Miley jednym może wydawać się zbyt wulgarny, innym zbyt wykalkulowany nie zmienia to faktu, że Cyrus na 55 minut (!!! - tak, tylko na tyle) przykuła uwagę, zatrzymała wszystkich, potrafiła zaczarować nie tylko nastolatków, ale i siwowłosych, którzy przyszli raczej dla zespołu, który występował tuż przed nią. Zaczęła tym, co większość zostawiłaby na koniec, czyli od wielkiego hitu, katowanego przez rozgłośnie radiowe całego świata "". Nie zabrakło zaśpiewanego z pasją "". Służewiec chóralnie zaśpiewał też "" z repertuaru Dolly Parton, która śpiewała go 18 lat przed tym, zanim Cyrus pojawiła się na świecie. Można było pomyśleć, że to dobrze, że młoda gwiazda poszerza horyzonty publiki. Gdyby nie fakt, że chyba jednak nie poszerza.

12366927-the-raconteurs-na-scenie-orange.jpg
The Raconteurs na scenie Orange Warsaw Festival; 1 czerwca 2019

Miley była niekwestionowaną gwiazdą numer jeden festiwalu, powtórzmy to. Gdy śpiewała wszyscy słuchali, a podejście pod scenę powinno być wpisane przez ubezpieczycieli na listę sportów ekstremalnych. Kiedy dwie godziny wcześniej The Raconteurs grali doskonały koncert można ich było bez problemu (nie mówię, że nie w ścisku, ale jednak) oglądać z bliska. Oddalona od sceny o jakieś 200 metrów strefa konsumpcji pękała w szwach, do hamburgerów, frytek i piwa trzeba było ustawiać się w długich kolejkach. Wydawać się mogło, że jeśli organizator daje na tacy możliwość zaznajomienia się z świetnym rockowym bandem, który historię grania na gitarach idealnie kondensuje w piosenkowych formach, to trzeba się z takim prezentem zaznajomić. Większość go odrzuciła. Kto słyszał, co robili na scenie (nie tylko przy magicznym "") ten wie, że takich występów nie ma wiele. Idealny, doskonale przemyślany i zagrany. Oczywiście Jack White musiał w swoim stylu zakpić z fanów Miley mówiąc, że to dla nich jest nagranie "". Było to stwierdzenie faktu, którego fani Miley zapewne nie słyszeli zajęci bujaniem się na Silent Disco, albo staniem w kolejce po wegańskiego kebaba.

W namiocie obok występy były bardziej kameralne, a kontakt z publiką bardziej namacalny. Skorzystał z tego Miles Kane grając tak, że ci, którzy byli obecni, nie zapomną. Rockowa energia uwolniła się od pierwszego nagrania, ale trzeba przyznać, że dopiero od czwartego "" działa się magia prawdziwa. I jeśli gdzieś kiedyś Miles jeszcze wystąpi, trzeba go zobaczyć. Publiczność śpiewała słowa, reagowała na zapowiedzi nagrań. Było jak w dobrym rockowym klubie.

12366958-miles-kane-na-scenie-orange-warsaw.jpg
Miles Kane na scenie Orange Warsaw Festival; 1 czerwca 2019

Miałem wrażenie, że podczas jednego dnia, na jednym festiwalu uczestniczyłem w trzech różnych imprezach. Kiedy na koniec dnia, tuż po północy, Julia Pietrucha czarowała w namiocie klimatem, znudzeni fani Miley pytali się: "".

Powtórzę na taki stan rzeczy nie ma co się obrażać. I lepiej mieć w Warszawie taki festiwal, niż żadnego. Wszyscy artyści byli godni zobaczenia, ktoś kto kocha muzykę, nie odpuściłby sobie ani jednego z występów.

A jeśli ktoś zapłacił, a z oferty nie chciał z oferty skorzystać, to sam sobie jest winien.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj