MARCIN CICHOŃSKI: Powiedziałeś, że „Tenderness” powstało w trudnych okolicznościach.

DUFF MCKAGAN: Płytę tworzyłem w dość trudnych warunkach, podczas trasy Gunsów. Zacząłem pisać piosenki zaraz po tym, jak skończyłem pisać książkę. Muzyka na płytę w większości powstała w różnych łóżkach hotelowych całego świata. A historie przychodziły same, pojawiały się w zaskakujących momentach, byłem poddawany różnym bodźcom i wiedziałem, że wnioski, opowieści muszę zanotować. Dlatego „Tenderness” to płyta, która przekazuje tak wiele różnych wiadomości.

Ponoć nie byłoby tej płyty, gdybyś nie odłożył na bok pisania książek, czytania i dyskutowania na Twitterze.

Popełniałem wiele błędów. Za dużo podróżowałem, za dużo czytałem. Starałem się utrzymywać w jak najlepszej formie, ale naprawdę nie zawsze to wychodziło. Podczas podróży starałem się bardzo dużo rozmawiać z ludźmi. Interesowałem się zawsze tym, co się dzieje w różnych zakątkach Europy i świata. Nie zawsze to jest związane z polityką, ale rzeczy, które sprawiają, że ludzie się boją, biorą się z tego, że ludzie oglądają za dużo wiadomości. Wybierają sobie osobę, której nienawidzą i stawiają ją jako wroga. Tak jest wszędzie, a nie widziałem tego przez całe swe życie. Wyłączyłem dostęp do niemal wszystkich newsów, a to sprawiało, że wszystko, co miałem w sobie przenosiłem na piosenki. I wtedy doszło tez do mnie, że wszyscy, ogólnie, jako ludzie, powinniśmy wziąć na wstrzymanie, powstrzymywać emocje w dialogu. Wyłączyć telewizor, komputer – jakikolwiek ekran i rozmawiać ze sobą. Ja jestem bardzo zadowolony, że trzymam się z daleka od tego hałasu.

Pojawiły się opinie, że na płycie wspierasz delikatnie ruch #metoo. Wasze środowisko, muzyków rockowych, często jest postrzegane jako egoistycznie męskie, trochę jak grupa wędrujących maczo. Czy coś się ostatnio zmieniło?

Jestem w świecie, który jest nazywano jako „artystyczny”. Ale nawet, jak byłem w szkole, jako dzieciak nie mieliśmy podejścia, że faceci są stworzeni do tego, żeby dominować dziewczyny. Wychowany byłem w świecie, w którym miałem obok siebie naprawdę fajne siostry, wspaniałą mamę. Teraz mam wspaniałą żonę i dwie córki. I bez względu na to, w jakim momencie kariery byłem – czy to było Guns’n Roses, czy Velvet Revolver, czy cokolwiek innego, czym miałem się okazję zajmować – nikt nie miał takiego podejścia. Być może to kwestia osobowości. To, że zespół składał się z ośmiu facetów, nie oznaczało, że nie miał szacunku do kobiet. Było w tym coś z artystycznej wrażliwości. Coś, o czym mówisz, nigdy nie było częścią mojego świata. I dybym zobaczył coś takiego, na pewno bym coś z tym zrobił.

Rzeczywiście Shotter Jennings to kluczowa postać dla tej płyty?

Shooter to mój przyjaciel od bardzo dawna. Kiedy zacząłem pisać piosenki, Shooter był naturalnym kandydatem do tego, by płytę wyprodukować. Ja uwielbiam jego płyty. Nagrywa albumy, które bardzo dobrze brzmią, a zarazem jest bardzo dobrym kompozytorem. Jego piosenki są świetne. Kiedy się spotkaliśmy w jego domu, on zaczął grać nowe utwory na fortepianie. I wprowadzając różne elementy uważane za mniej rockowe, nadawał im zupełnie inne brzmienie. I nagle okazało się, że to będzie bardzo łatwy album do zrobienia.

Napisać i nagrać utwór poświęcony masakrze, strzelaninie w Parkland to jedno. Ale grac go co wieczór na trasie… Jak dajesz radę?

Z tym utworem jest niezwykła historia. Gramy „Parkland” podczas trasy koncertowej, a zobacz – nawet podczas ostatnich tygodni znów miało miejsce kilka strzelanin w Stanach. Ginęli ludzie. Za każdym razem, kiedy mamy zagrać to nagranie, jest nam bardzo ciężko. Wciąż, za każdym razem kiedy to się dzieje, zastanawiam się, jak można doprowadzić do tego, że dzieciaki giną w szkole lub na uczelni. Bo ktoś do nich strzela. To jest kurewsko złe.

Dlaczego powstała tylko jedna płyta Neurotic Outsiders. Byliście zbyt neurotyczni, by spróbować jeszcze raz?

(śmiech) Steve Jones miał pomysł. Była świetna płyta, świetna nazwa, bardzo dobre piosenki. Zrobiliśmy to, ale… Sex Pistols zeszli się i wtedy znów zaczęli grać. To nigdy nie miał być zespół, które będzie istniał długo, to bardziej projekt ludzi, którzy byli tacy jak nazwa – Neurotic Outsiders. I było już tak, że skrzyknęliśmy się, by zagrać kilka koncertów więcej. I być może będzie jeszcze tak, że znów to zrobimy.

Czego możemy się spodziewać na koncercie w Warszawie?

Mamy jeszcze kilka piosenek, które nie znalazły się na płycie, co na pewno będzie niespodzianką dla wszystkich fanów. Oprócz nich i piosenek z albumu możecie się spodziewać około sześciu innych nagrań. Gram też kilka razy na gitarze elektrycznej. To jest ten sam zespół, który zagrał na płycie. A to zawsze gwarantuje dobrą emocjonalnie jazdę.