Podcastu #PoStronieKultury, którego gościem jest Łukasz Cegliński, gitarzysta Happysad, można posłuchać tutaj.

A oto kilka tendencyjnie wybranych cytatów z rozmowy.

O trasie koncertowej:

Postanowiliśmy sobie setlistę, czyli listę utworów, które odgrywamy na każdym koncercie, ułożyć chronologicznie, czyli od tych najstarszych do najnowszych. Czyli zaczynamy płytą „Wszystko jedno”, kończymy „Ciałem obcym”. Myśleliśmy, że to będzie przeprawa przez naprawdę duże bagno w niektórych przypadkach, w przypadkach niektórych piosenek.

Zagłębiamy się czasem w utwory, które nie były dawno grane. I tego się najbardziej baliśmy. Że my się będziemy męczyć, że my się będziemy zmuszać, ale okazuje się, że ten układ chronologiczny daje ci poczucie czegoś takiego, że na początku masz świetną zabawę, czyli przez ponad pół koncertu jedziesz utworami, które się ludziom dobrze kojarzą, są pozytywne. Choć w naszym mniemaniu, teraźniejszym i ówczesnym, kiedy je komponowaliśmy, nagrywaliśmy i tworzyliśmy to były raczej same doły. Okazuje się, że nie. Że to są dla ludzi kopy energetyczne, kojarzą im się dobrze. Ten koncert przelatuje, jakbyśmy grali godzinkę.

A także o pracy nad nową płytą:

Postanowiliśmy sobie, że przy nowej płycie popracujemy trochę inaczej niż przy poprzednich. Wykombinowaliśmy sobie, że może nie czekać do tego momentu, kiedy zespół będzie miał już dwadzieścia numerów, wybierze sobie dziesięć i nagra je sobie z jednym realizatorem i producentem. Tylko… A, mamy trzy numery, nagrajmy sobie z tym, a potem zrobimy takie trzy inne numery, to zrobimy sobie z tamtym. A jak będziemy mieli następne dwa numery to sobie nagramy z tym. Postanowiliśmy tak zrobić i to trochę trwało, to jedna sprawa. Druga: efekty były różne. I postanowiliśmy wrócić pod koniec tej drogi do Marcina Borsa, po raz trzeci. Nagraliśmy cały materiał u Marcina oraz w studiu w Gdańsku „odnowa”. Z Marcinem Borsem mieliśmy kolejny kłopot i postanowiliśmy szukać kogoś, kto w stu procentach odpowie nam za materiał. Ponieważ pojawił się pomysł, jak ten materiał ma wyglądać, postanowiliśmy poszukać kogoś, kto wizję naszą wypełni w stu procentach. Na horyzoncie pojawił się Bogdan Kondracki.

Problem z Marcinem Borsem polegał na tym, że każdy utwór, który od niego dostawaliśmy po miksie był nim nacechowany. Bardzo. – Rzeczywiście, po jakiekolwiek nagranie innych artystów sięgniemy, to tam jest znak wodny. – Tak, ale myśmy Marcinowi pozwalali na wiele. Umówiliśmy się, że robimy płytę piosenkową, bez eksperymentów. Natomiast pierwsze miksy, jakie od Marcina przychodziły, były mocno eksperymentalne. Powiedzieliśmy, że to nie jest ta droga, w którą chcemy iść, dlatego Bogdan Kondracki był takim wyborem dla nas… Nie znaliśmy się z Bogdanem wcześniej. Nie widzieliśmy się na oczy. I nie wiedzieliśmy, czego się spodziewać. Aczkolwiek wiedzieliśmy, że to jest gość, który fajnie zrobił Podsiadło, ja go kojarzyłem z Kobonga. Więc mówię… ktoś chyba spoko.

Naszych podcastów szukajcie tu:

Zapraszamy też na stronę podcastów DGP TALK