Krzysztof Antoni Klenczon, autor hitów "", "", "", ale również pieśni o Żołnierzach Wyklętych "Biały Krzyż", przyszedł na świat 14 stycznia 1942 r. w Pułtusku jako pierwsze dziecko Heleny i Czesława Klenczonów. Cztery lata później urodziła się Hania, jego jedyna siostra.
"" - napisał Marek Szpejankowski w książce "Krzysztof Klenczon. Polski John Lennon".
To Szczytno na wiele lat stało się domem Klenczona, albo Lolka jak nazywali go w młodości koledzy i koleżanki ze szkolnej ławki, ale również było to miejsce, do którego symbolicznie powrócił po śmierci, bowiem urna z jego prochami spoczęła na cmentarzu komunalnym przy ul. Mazurskiej.
Klenczonowie osiedlili się w Szczytnie w opuszczonej poniemieckiej willi przy ul. Barczewskiego. Po sąsiedzku z nimi zamieszkał rodzony brat Czesława - Stanisław z żoną Wandą i z dwojgiem dzieci, trzyletnim Ryśkiem i dwuletnim Jurkiem.
Tata w Armii Krajowej
Ojciec Krzysztofa podjął pracę na PKP w Szczytnie, matka w handlu w sklepie tekstylnym. Helena Klenczon, po pięciu latach zamieszkiwania przy ul. Barczewskiego otrzymała nakaz eksmisji, z przydziałem nowego mieszkania przy ul. 3 Maja. Ojciec Krzysztofa ukrywał się. W czasie II wojny światowej wstąpił w szeregi Armii Krajowej, za co w 1946 r. został aresztowany. Jednak dość szybko zwolniono go z więzienia i na rozprawę sądową czekał na wolności. Uciekł w tym czasie ze Szczytna i pod zmienionym nazwiskiem - Antoni Ambroziak - ukrywał się w Czaplinku koło Drawska. Dopiero po odwilży politycznej wrócił do Szczytna. Utrzymywał jednak stały kontakt z rodziną, Helena dość często jeździła do Czaplinka.
Helena, Krzysztof i Hania, która urodziła się w Szczytnie i była dwuletnim dzieckiem, przeprowadzili się na poddasze trzeciego piętra wielorodzinnej, poniemieckiej kamienicy. Ich dotychczasowe mieszkanie zostało przydzielone pracownikowi Urzędu Bezpieczeństwa. Nowe znajdowało się w centrum, w budynku ocalałym po przejściu "wyzwolicieli" z Armii Czerwonej.
Na ulicy Odrodzenia w Szczytnie, kiedy nie uprzątnięto jeszcze powojennych gruzów, chłopcy urządzali sobie poligon, bawiąc się drewnianymi karabinami. Podobno Krzysztof był w tym najlepszy. W tamtym czasie Szczytno było podzielone na dwa obozy - Śródmieście prowadziło wieczne wojny z ulicą Szopena. Jak wspominała siostra Klenczona: "".
Klenczon mieszkając w okolicy jezior, z wiadomych względów zainteresował się też pływaniem. "" - opisuje Szpejankowski.
Urwis
Hanna Klenczon opowiadała, że ich mama bardzo często wysyłała ją, żebym przyprowadziła Krzysztofa do domu. "" - zdradziła.
Prawdopodobnie to wydarzenie spowodowało wielkie ukochanie jezior i morza przez Klenczona. Jako ambitny chłopiec postanowił, że nigdy nie pozwoli się zaskoczyć w podobny sposób i nauczy się pływać do perfekcji. W późniejszym czasie, kiedy był już znanym muzykiem, członkiem Czerwonych Gitar, a potem Trzech Koron, miłość do wody wyrażał m.in. w utworach "", "", "".
Swoją pierwszą gitarę Krzysztof kupił za zarobione pieniądze. Pracował w tartaku, gdzie kierownikiem był jego ojciec. Podobno od tego momentu każdą wolną chwilę spędzał na nauce gry na gitarze, a gdy już w miarę opanował akordy, wyjeżdżał okazyjnie z kolegami w plener i tam przy ognisku umilał im wieczory nad jeziorem.
Prawdopodobnie jeszcze przed maturą zainteresował się grą na klarnecie i fortepianie. Klarnet kupił mu ojciec. Chłopak szybko jednak stwierdził, że to nie to, i powrócił do gry na gitarze.
Bal na 100 par w MO
"" - opisywał w tekście dla "Kurka Mazurskiego" Leszek Mierzejewski.
Po maturze Klenczon opuścił Szczytno i swoją przystań znalazł w Gdańsku, gdzie zdał na Wydział Budownictwa Lądowego Politechniki Gdańskiej. Szybko jednak zorientował się, że nie jest to jego powołanie, i przeniósł się do Studium Nauczycielskiego Wychowania Fizycznego w Gdańsku Oliwie. W tym czasie widywano go dość często z gitarą, jednak sport przedkładał nad muzykę. Wszystko zmieniło jego spotkanie z Karolem Warginem - kolegą z tego samego kierunku studiów.
""- wspominał Wargin.
Dwa gołąbki
Karol, który był starszy o pięć lat od Krzysztofa, miał już spore doświadczenia muzyczne. Był wychowankiem Korpusu Kadetów i występował w tamtejszym zespole pieśni i tańca. To on nadawał ton w ich duecie — śpiewał wiodący głos, a Krzysztof dołączał do niego w refrenie. Z tamtego okresu pochodzą takie nagrania jak "Babuszka" oraz "Dwa gołąbki".
Jak pisze Szpejankowski w książce "Krzysztof Klenczon. Polski John Lennon", "ich karierze pomógł niezwykły przypadek".
"" - napisał autor książki.
Jak dodał, rezultatem tego była kwalifikacja na Festiwal Młodych Talentów w Szczecinie, gdzie zdobyli III miejsce. Wtedy też po raz pierwszy spotkali się i zapoznali z zespołem Niebiesko-Czarni. Pomimo sukcesów Klenczon nie zaniedbywał studiów i po ich ukończeniu otrzymał nakaz pracy w małej wiosce Rumy koło Szczytna. Na pamiątkę tego wydarzenia 27 września 2008 r. na ścianie placówki umieszczono marmurową tablicę z informacją, że w 1962 r. nauczycielem wychowania fizycznego w szkole był Krzysztof Klenczon. Pamiątka ufundowana została przez córki Klenczona – Jacqueline-Natalie i Karolinę Klenczon, przy wsparciu Stowarzyszenia "Integracja Poprzez Sztukę - spotkajmy się".
Klenczon nie pracował jednak zbyt długo jako nauczyciel wf-u, ponieważ w międzyczasie, 2 września, otrzymał telegram od Franciszka Walickiego, ówczesnego impresario Niebiesko-Czarnych, z prośbą o stawienie się na próbę w celu przesłuchania i ewentualnego przystąpienia do zespołu.
Miłość do muzyki sprawiła, że Krzysztof porzucił posadę nauczyciela i udał się na przesłuchanie do Gdańska. Siostra Klenczona tak wspomina tę sytuację: "".
Z tym właśnie zespołem Klenczon odbył pierwsze zagraniczne tournée i w 1963 r. wystąpił w paryskiej Olimpii. W tamtym czasie było to niezwykłe wydarzenie i miało olbrzymi wpływ na dalszą karierę Krzysztofa. Jednak po pewnym czasie Klenczon zapragnął wypróbować swoich sił jako kompozytor, niecoverujący nagrań innych zespołów, dlatego opuścił szeregi Niebiesko-Czarnych.
Przyjaźń z Niemenem
Jeszcze w okresie występów z Niebiesko-Czarnymi zaprzyjaźnił się z Czesławem Niemenem, który w jednym z wywiadów wspominał, że zastanawiali się nawet nad opuszczeniem zespołu i założeniem czegoś własnego.
W sierpniu 1963 r. przy Klubie Przyjaciół Piosenki "Żak" w Gdańsku z inicjatywy Henryka Zomerskiego powstał zespół Pięciolinie.Grupę tworzyło pięciu byłych członków Niebiesko-Czarnych: Henryk Zomerski - gitara basowa; Daniel Danielowski - pianino, lider; Jerzy Kowalski - perkusja; Bernard Dornowski - śpiew; Marek Szczepkowski - śpiew; do których dołączył gitarzysta Tadeusz Mróz. Na początku 1964 r. z grupą rozstali się D. Danielowski i J. Kowalski. Ich miejsca zajęli uczniowie gdańskiego Liceum Muzycznego: Jerzy Skrzypczyk - perkusja; Seweryn Krajewski - gitara i Roman Mróz - pianino. W lipcu nowym gitarzystą Pięciolinii został Krzysztof Klenczon. Problemy ze sprzętem oraz obowiązki szkolne nie sprzyjały rozwojowi grupy. Po sylwestrowym koncercie w Stoczni Gdańskiej zespół Pięciolinie został rozwiązany.
3 stycznia 1965 r. z inicjatywy Jerzego Kosseli w kawiarni Cristal odbyło się spotkanie byłych członków Pięciolinii z Franciszkiem Walickim. "Postanowiono wtedy, że zespół opracuje własny styl, nie włączając do repertuaru absolutnie żadnych coverów, a będzie wzorował się tylko na muzyce polskiej i słowiańskiej, wykonując swoje utwory tylko w języku polskim" - napisał Szpejankowski. Wtedy też oficjalnie przyjęto nazwę Czerwone Gitary. Pierwszy skład tworzyli: Jerzy Kossela - instrumentalista, wokalista i kierownik muzyczny, Henryk Zomerski - gitara basowa, Krzysztof Klenczon - gitara prowadząca, Bernard Dornowski i Seweryn Krajewski - gitary akompaniujące i wokal, Jerzy Skrzypczyk - perkusja, Franciszek Walicki - kierownik programowo-artystyczny i Adam Dudziński - kierownik administracyjny (kierownik klubu Stoczni Gdańskiej "Ster").
"" - powiedział PAP Jerzy Skrzypczyk związany z Czerwonymi Gitarami od początku istnienia zespołu.
Odpowiadając na pytanie, co szczególnie utkwiło mu w pamięci w związku z Klenczonem, powiedział: "".
Duet kompozytorski, jaki Klenczon stworzył z Krajewskim, przyniósł kilkanaście hitów, które na trwałe weszły do kanonu polskiej muzyki rozrywkowej. Z Czerwonymi Gitarami Klenczon koncertował w latach 1965–1970. Pięcioletni staż Krzysztofa w Czerwonych Gitarach to niekończące się pasmo sukcesów. Poczynania zespołu, w którym był postacią wiodącą, to dominacja na polskim rynku muzycznym. Czerwone Gitary były na ustach wszystkich, a po ich płyty ustawiały się długie kolejki.
W styczniu 1965 r. Klenczon poznał także swoją przyszłą żonę Alicję "BiBi", dla której napisał utwór "Historia jednej znajomości". Wraz z żoną doczekał się dwóch córek - Karoliny i Jacqueline-Natalie.
W 1970 r. opuścił zespół. Jak podał Szpejankowski, "bezpośrednim powodem było starcie się dwóch silnych indywidualności - Krzysztofa i Seweryna, bo to oni dawali zespołowi tzw. ognia i mieli największy wpływ na kreowanie repertuaru". "Powodem był też spór o ilość napisanych piosenek do kolejnego albumu. Skorzystali na tym tylko autorzy tekstów, którzy po odejściu głównego kompozytora grupy mogli po prostu więcej zarobić" - dodał.
Jeszcze będąc w Czerwonych Gitarach, Klenczon nagrał piosenkę "10 w skali Beauforta", jednak rozsławił utwór dopiero w swoim nowym zespole — w Trzech Koronach, z którym nagrał jedną płytę "Krzysztof Klenczon i Trzy Korony". Trudna sytuacja polityczna, w szczególności wydarzenia grudnia 1970 r., spowodowały, że Klenczon 6 maja 1972 r. pożegnał się z Polską i wraz z rodziną na statku "Batory" wyruszył do Stanów Zjednoczonych.
"Tam od razu zabrał się do pracy nad nową płytą, tym razem anglojęzyczną. Płyta długogrająca +The Show Never Ends+ ukazała się w 1977 r. i przyniosła 12 całkiem nowych kompozycji, którym stylistycznie było bliżej do The Beatles niż do Czerwonych Gitar. Klenczon nie zapomniał także o swoich polskich fanach, dla których już rok później nagrał album +Powiedz stary gdzieś ty był+, który zawierał kilka znanych przebojów w nowych aranżacjach, ale także nowe utwory m.in. balladę dedykowaną córce +Natalie – Piękniejszy świat+, +Muzyko z tamtej strony dnia+, +Wiśniowy sad+. Wraz ze swoim amerykańskim zespołem regularnie odwiedzał też Polskę, gdzie witany był przez rzesze oddanych mu fanów" - napisano w artykule "Z gitarą w świat" na stronie miasta Szczytno.
Jak dodano, Klenczon planował także wrócić na Mazury. Los zdecydował jednak inaczej. 26 lutego 1981 r. nad ranem został ranny w wypadku samochodowym, gdy wracał z koncertu charytatywnego w klubie Milford w Chicago. Zmarł 7 kwietnia w szpitalu św. Józefa w Chicago, a 25 lipca 1981 r. wrócił do kraju, nad jeziora, które tak ukochał, i spoczął w grobie rodzinnym w Szczytnie.
Pomimo upływu lat legenda Krzysztofa Klenczona w Szczytnie jest wciąż żywa. Każdego roku podczas Dni i Nocy Szczytna odbywa się koncert poświęcony jego pamięci. Klenczon przypomina o swojej obecności m.in. pomnikami przed Miejskim Domem Kultury i na pasażu w pobliżu plaży miejskiej, a także ulicą swojego imienia, która została otwarta w 2021 r.
2021 obchodzony był w Szczytnie jako Rok Krzysztofa Klenczona. Rozpoczął się 7 kwietnia w 40. rocznicę śmierci artysty, a kończy w 80. rocznicę jego urodzin, czyli 14 stycznia 2022 r.