Dziennik Gazeta Prawana logo

CD powoli umiera? Jeszcze nie czas wyprawiać z tego powodu huczną stypę

11 lutego 2022, 08:17
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
płyta cd
<p>płyta cd</p>/Shutterstock
Przepowiadano już zmierzch czarnej płyty, ale winyle wróciły do łask. Teraz, w dobie muzyki cyfrowej, kres ma przyjść na płytę kompaktową. Ale chociaż niemal wszyscy słuchają piosenek przez YouTube, muzyka na CD nadal cieszy się popytem.

Dzwoni telefon. W telefonie głos Krzysztofa Skiby, który mówi, że będzie przejazdem w Warszawie i chętnie się spotka, bo Big Cyc właśnie wydał dwupłytowy album. Wydawnictwo wygląda okazale – ekologiczne, kartonowe opakowanie, tzw. digipack, w środku przepastny booklet, czyli ciekawie ilustrowana książeczka z wszystkimi tekstami piosenek, no i najważniejsze: dwie płyty; jedna w formacie CD z nagranym koncertem audio, druga DVD – do obejrzenia występ Big Cyca w klubie Stara Przepompownia w Ostrowie Wielkopolskim.

Album „Przystanek wolność”, zrealizowany z Funduszu Wsparcia Kultury, który pomaga artystom przerwać w pandemii, jest do kupienia w internecie za ok. 25 zł. I pewnie znajdzie nabywców wśród zagorzałych fanów Big Cyca. Ale płyta fizyczna powoli umiera, choć jeszcze nie czas wyprawiać z tego powodu huczną stypę.

Jakie jest dziś znaczenie CD? Chodzi tylko o to, by muzyk mógł ją wręczyć dziennikarzowi w nadziei, że ten coś o niej napisze w mediach (co niniejszym czynię), a kolejną organizatorom koncertu, licząc, że zagra dzięki temu w danej miejscowości?

Big Cyc ma akurat na rynku dużą renomę, więc nie musi się w taki sposób promować, ale wielu mniej rozpoznawalnych wykonawców robi to świadomie. Jeśli nie mają kontraktu z profesjonalną wytwórnią, nagrywają płytę za własne pieniądze (lub za środki pozyskane od prywatnych donatorów znalezionych na portalach crowdfundingowych) i wręczają później wyprodukowany przez siebie album jak wizytówkę tudzież ulotkę reklamową. Płyta zaświadcza o istnieniu artysty, który potrzebuje rozgłosu. W internecie panuje duży tłok, trudno się przebić przez nadmiar informacji. A ładnie wydana płyta przykuwa uwagę i – nieważne, kupiona czy podarowana – trudno jej nie posłuchać.

Jeszcze 25 lat temu zyski ze sprzedaży płyty potrafiły zapewnić artyście dostatnie życie. Weźmy album „Nic nie boli tak jak życie” Budki Suflera z 1997 r., który rozszedł się w nakładzie ponad 1 mln egzemplarzy i ustawił finansowo muzyków. To były czasy, kiedy za sprzedaż 50 tys. egz. albumów w kategorii „muzyka rozrywkowa” artystę nagradzano prestiżową złotą płytą (platynowa była za 100 tys., a diamentowa za 200 tys. egz.). Dziś te progi bardzo zmalały („złoto” – 15 tys., „platyna” – 30 tys., „diament” – 150 tys. egz.), ale trudno się dziwić, skoro kompakt jest tylko atrakcyjnym dodatkiem, co najwyżej muzycznym gadżetem. I pretekstem do zagrania koncertu. Kiedyś było inaczej – płyta i koncert miały podobny status. Ale w erze cyfrowej nie ma miejsca na dawną normalność.

CZYTAJ WIĘCEJ W ELEKTRONICZNY WYDANIU MAGAZYNU "DZIENNIKA GAZETY PRAWNEJ">>>

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj