"Polska ma w sobie coś abstrakcyjnego. Ludzie nie są tak śmiertelnie poważni jak w Anglii. Bo tam nie ma żartów, wszyscy jacyś nabzdyczeni. A może tylko lepiej zachowują pozory?" - mówi walijsko-polski muzyk John Porter w rozmowie z "Dziennikiem Gazetą Prawną".
Wygląda na to, że jesteś tylko o rok młodszy od Bryana Adamsa.
To ma być komplement? Nie cierpię Bryana Adamsa.
Piję do znanego jego przeboju „Summer of ‘69”. Ty na nowej płycie śpiewasz o lecie z roku 1970. Co się wtedy wydarzyło?
Wystarczy posłuchać piosenki. Po prostu wspominam, jak to kiedyś było fajnie. Zwykły słoneczny dzień rozpromieniał człowieka. To moja tęsknota za stanem umysłu z tamtych lat. Takie to były czasy – miłości, pokoju, hipisów.
Też należałeś do społeczności dzieci kwiatów?
No tak. Popierałem protesty przeciwko wojnie w Wietnamie. Pamiętam słynne zamieszki na Grosvenor Square. I policję, która nie zachowywała się dżentelmeńsko wobec demonstrantów. Nawet nie trzeba było szczególnie aktywnie demonstrować…
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zobacz
|