Album "Calendae. Kolędy Górnośląskie" zawiera 13 utworów, do których melodie i teksty zostały opracowane przez muzyków Marek McCarron Trio w bluesowo-countrowym wydaniu na podstawie przedwojennego zbioru oryginalnych pieśni. - Chciałem dać ludziom radość i nadzieję – mówi w rozmowie z Dziennik.pl inicjator projektu, Marek "McCarron" Motyka.

Reklama

Ja się urodziłem na Śląsku, ale powiem ci, że o śląskich kolędach to pierwszy usłyszałem od ciebie?

Ja ci powiem, że ja też (śmiech), ale wpadłem na taki pomysł i mówię sobie, skoro mamy na Śląsku pieśni obrzędowe, mamy pieśni dotyczące narodzin i żałobne, pieśni obyczajowe związany z różnymi zawodami, naprawdę jest tego ogrom, to na pewno są też kolędy. Poszedłem do biblioteki i tam wpadłem na trop. Opis tradycji chodzenia z kolebką (żłobkiem – przyp. red.), coś podobnego do jasełek, tylko że same kobiety chodziły, dziewczęta ze szkół. Poszedłem tym tropem i okazało się, że są nawet całe śpiewniki. Przedwojenne, wydane w 1925 w Bytomiu staraniem folklorysty Łukasza Wallisa i powojenne "Kolędy Górnośląskie" wspaniałej pani prof. Krystyny Turek.

W śpiewnikach nie było też podanego tempa, jak to leciało, szybko, czy wolno, tylko w nuty. Ja nut nie znam, ale jak poznałem melodię, powiedziałem: ok, wiem wszystko. Ja gram hill country blues i pod taką nutę żeśmy te śląskie kolędy zaaranżowali z Jackiem Raciborskim i Tomkiem Bieńkiem. Mogły być na smutno, na wesoło, na marszowo, nawet popowo, dla nas ważny był tekst. Jak jest kolęda górnicza, o ciężkiej pracy na przodku (najważniejsza część wyrobiska na kopalni – przyp. red.), to mamy wolne tempo i śpiew basowy, taki "z dołu".

To są kolędy typowo śląskie?

Na płycie są m.in. pieśni, które wywodzą się m.in. z Bytomia, dzielnic Katowic, z okręgu obszarowo okręgów rybnickiego czy raciborskiego, ale okazuje się, że niektóre z nich występują też w innych regionach Polski. Na jednym z koncertów podszedł do nas pewien pan i mówi: myśmy to też śpiewali we Lwowie, tylko u nas w tekście nie były dwa kokoty (koguty po śląsku – przyp. red.), tylko dwa kapłony. Ale poza tym ta sama pieśń. Do najstarszych kolęd należą pieśni winszujące i życzące, których korzenie sięgają czasów przed chrześcijańskich. Na Śląsku związane są z godami, świętem przesilenia zimowego, kiedy chodziło się po domach z pieśniami życzącymi. Z czasem kolędy stały się pieśniami kościelnymi. Mamy też pieśni związane z konkretnymi zawodami, np. kolędy górnicze czy kolędy hutnicze.

Marek McCarron Trio na koncercie w Katowicach / dziennik.pl / Andrzej Kwaśniewski
Reklama

Skąd w ogóle u bluesmana pomysł na kolędy?

Bo do tego trzeba odwagi (śmiech), żeby w dzisiejszych czasach nagrać płytę religijną. Ja jestem wierzący, choć bardzo długo nie byłem i dla mnie to jest cudowna rzecz, że kolęda ma w sobie taką moc, że spaja i tych, którzy wierzą i tych, którzy nie wierzą. Bez względu na to, w okresie świąt, śpiewając kolędy, śpiewając pieśni życzące, czujemy wspólnotę.

Patrzyłem na to, co się dzieje z ludźmi, wojna na Ukrainie, wybory w Polsce, wszędzie nienawiść człowieka do człowieka, a ja chciałem zrobić coś, co da ludziom nadzieję i radość. Ja ci powiem, że jak śpiewałem te kolędy, to od razu przypomniało mi się całe dzieciństwo, co w domu było wartością w ogóle. W święta Bożego Narodzenia ludzie stawali naprzeciwko siebie ze łzami w oczach i się przepraszali. To był czas wybaczania. Dziś ludzie życzą sobie wszystkiego najlepszego i sprawa załatwiona. Pamiętam, u nas ojciec brał opłatek i szedł do sąsiadów, z którymi był powadzony (był pokłócony – przyp. red.), połamać się opłatkiem na zgodę, na ten nowy rok i już nie wracali do starych tematów, które ich skłóciły. To było coś niesamowitego, zwyczaj łamania się chlebem i przebaczania sobie win w Boże Narodzenie.

Kiedy was słucham, to słyszę taką naturalną, szczerą radość… małego dziecka?

Tak, to jest coś niesamowitego, ale po pierwsze, my wszyscy jesteśmy stąd, czujemy to. No i nie możesz nie śpiewać z radością w głosie, kiedy niesiesz ludziom kolędami pokój, radość i nadzieję. Powiem ci, że ja sam, jak słucham tej płyty, to się cieszę, bo słyszę tę iskrę bożą, który została nam dana na ten czas, po prostu na stworzenie tej płyty.

To samo na koncertach. Jest fantastycznie. Ja myślę, że w okresie świąt ludzie się otwierają, kolędy są fantastycznie przyjmowane i taki też trochę był zamysł, bo ja gram całe życie, a profesjonalnie na scenach 18 lat i nie miałem dotąd takiej płyty. Pomyślałem, że najwyższy czas zrobić coś świątecznego, pięknie się nam w to wpisał ten blues i country, dograliśmy parę cymbałów, parę dzwoneczków i fajna płyta powstała (śmiech).

Na koncertach ludzie są zaskoczeni, a to, że śląski, a to, że blues, ale ja od pierwszych dźwięków wciągam ich w zabawę i wspólne śpiewanie i wszyscy od razu łapią i śpiewają: "Hej kolęda, kolęda". Tańczą.

Trwa ładowanie wpisu

Dalej się dziwią, że śpiewasz po śląsku? Przecież to chyba teraz modne?

Dziwią i może nie tyle modne, ile zwiększa się wśród ludzi takie regionalne poczucie tożsamości, w tym świadomość języka. Ja śpiewam po śląsku całe życie i byłem pierwszy (śmiech). No nie, z tych znanych Janek "Kyks" Skrzek śpiewał po polsku, u nas w Bytomiu był Lemmy z Łagiewniki Blues. To jest, wiesz tak, co ci lepiej pasuje, w czym ci się lepiej śpiewa. Śląski język ma mało sylab: ja, tukej, sznita (śl.: tak, tutaj, kromka chleba – przyp. red.), a język polski jest dłuższy i bardziej szeleszczący. Krótki, twarde sylaby lepiej mi pasują do bluesa.

W ogóle mamy w Polsce świetną muzykę folkową, grałem już pięć razy na Królewskim Festiwalu Artystycznym w Gnieźnie, tak możesz usłyszeć zespoły śpiewające po kaszubsku, wychodzi dziewczyna, śpiewa, a ty myślisz, że jesteś w Irlandii albo Hiszpanii. Mamy bardzo bogatą muzykę ludową i świetną, ale niszową. W telewizji tego nie puszczą, tylko disco polo.

Dwa lata temu nagraliśmy płytę z utworami Roberta Burnsa, szkockiego pioniera romantyzmu ze "slonskimi translacyjami" od Mirka Syniawy. Cudowna sprawa wziąć w swoje ręce taką poezję. Szkoci mają fajne poczucie humoru, coś pięknego ci powiem (miech). Grałem na Przystanku Woodstock, Jurek Owsiak kupił sobie naszą płytę, wziął posłuchać do samochodu i mówi potem: coś niesamowitego.

Ten naród zawsze był dwujęzyczny, ślonsko godka (język śląski – przyp. red.) to jest język żywy, który obecnie był i jest w domach i cały czas się rozwija. Ja się uczę nowych słówek cały czas. A kiedyś był fest tępiony. U mnie w szkole była pani Lasota, a co, powiem jej nazwisko, to nas tępiła, bo nie mówi się kryklok, tylko ołówek i nie filok, tylko długopis i za to prała takim wskaźnikiem i mi palce wybijała (śmiech).

Marek "McCarron" Motyka na koncercie kolęd górnośląskich w Katowicach / dziennik.pl

Na co dzień pielęgnujesz te tradycje?

Staramy się na przykład codziennie zasiadać całą rodziną do posiłku. To jest ważne, taki wspólny posiłek, czas spędzony razem, rozmowy. Dziś jeden je na mieście, drugi w pracy, trzeci wcale i tak się mijają. W święta oczywiście kolędujemy. Mam przyjaciela, który od wielu lat urządza kolędowanie w swoim domu, zaprasza całe rodziny, przyjaciół, przychodzą z instrumentami i grają. Tam jest czasami 30 osób. Do mnie mówi: nawet nie muszę cię zapraszać, wiesz, że w drugi dzień świąt wbijasz z gitarą i śpiewamy. Do nas przyjeżdża kolega z innego miasta, pukają, otwieramy, a jego córka pięknie nam kolędy śpiewa. Super.

Ulubione znienawidzone pytanie artystów: "Co w planach? Jakiś nowy projekt?"

Nawet dwa, ale nic nie powiem (śmiech). Na pewno marcu będziemy mieli koncert w Radiu Katowice i na 100 proc. zarejestrujemy trochę pieśni śląskich i pieśni Roberta Burnsa na płytę live. Płytę z utworami Burnsa nagraliśmy w czasie pandemii, zagraliśmy z tymi kawałkami 54 koncerty, mamy to pięknie ograne i one nabrały takiego kolorytu i takiego poweru, że płyta live będzie na pewno inna od tej, którą nagraliśmy w studiu.

Nie chcę nic obiecywać, bo ja ci powiem, człowiek coś mówi, a potem wychodzi inaczej (śmiech), ale mamy dwa pomysły. Jeszcze będzie ostro, będzie fajnie. Będzie bardziej jazzowo-funkowo-transowy. Jedna płyta będzie bardziej skoczna, bardzo radosna, a druga pełna zadumy, żałobna. I nic więcej nie mówię (śmiech).

"Calendae. KOLĘDY GÓRNOŚLĄSKIE - MAREK McCARRON TRIO"

Melodie i teksty kolęd są tradycyjne i zostały opracowane na podstawie publikacji: "Kolędy górnośląskie, czyli Opis zwyczaji ludowych w czasie Bożego Narodzenia oraz 32 starych kolęd górnośląskich z melodjami zebranych z ust ludu" Łukasz Wallis (1925) oraz "Kolędy Górnośląskie" prof. dr hab. Krystyna Turek (1995). Aranżacje i koncepcja brzmieniowa: Marek McCarron Motyka, Tomasz Bienek, Jacek Raciborski.

Marek "McCarron" Motyka / dziennik.pl / Andrzej Kwaśniewski