Pierwsza dama smooth jazzu czuje bluesa
Podobno nie trzecia, lecz czwarta udana płyta decyduje o tym, czy artysta ma szansę na wpis do Rock and Roll Hall of Fame. Norah Jones jest na najlepszej drodze, aby to osiągnąć. Na swoim najnowszym, czwartym w dorobku krążku "The Fall" Norah Jones udowadnia, że znakomicie śpiewa w różnych stylistykach
- Gwiazda pop jazzu wsparła wokalnie rapera
- Muzyczny kalejdoskop Angelique Kidjo
- Joss Stone: Wy naprawdę przeżywacie muzykę
- Oto następca hitu "Smooth Operator"
- Sade przedstawia żołnierza miłości
- Wybitni jazzmani grają "punkowo"
- Norah Jones dała się poprawić Santigold
- Joss Stone wraca do soulowych korzeni
- Norah Jones udostępniła nową płytę w sieci
- Doda: Norah Jones jest beznadziejna i ma wągry
- Posłuchaj pierwszej od 9 lat piosenki Sade
- Bogini smooth jazzu pokazuje mroczne oblicze
- Norah Jones: Trochę jestem facetem
- Powrót do niewinności
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Poniedziałek 2012-05-28

temp. min 3°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Norah Jones
"The Fall"
Wyd. 2009
Album „The Fall” ukazał się w szczególnym momencie. Z jednej strony słuchaczom już spowszedniała magia jej akustycznych, słodkich piosenek z debiutanckiej płyty
„Come Away With Me” i następnej „Feels Like Home”. Z drugiej strony parę artystek znalazło się w podobnym impasie. Diana Krall, Sade i Joss Stone również
nagrywają płyty będące odpowiedzią na próbę wepchnięcia ich do gatunków będących „trendy”.
Jones miała najtwardszy orzech do zgryzienia. Jej trzeci studyjny album „Not Too Late” (2007) nie wzbudził specjalnego entuzjazmu. Płyta sprzedawała się dobrze, choć
nieco gorzej niż inne jej albumy. Debiutancki krążek Norah poszedł jak woda – 18 mln sprzedanych egzemplarzy na całym świecie. Druga płyta tylko w pierwszym miesiącu po premierze
rozeszła się w dwóch milionach sztuk. Ale najważniejsze było to, że kolejnym albumem Jones niestety zakwalifikowała się do kategorii muzycznych trzpiotek, brylujących między listą
przebojów a koncertem w prestiżowym klubie jazzowym.
Urodziwa córka Raviego Shankara samym swoim pojawieniem się siedem lat temu zdobyła fanów zmęczonych popową sieczką. Była naturalną odtrutką na Christinę Aguilerę i Britney Spears,
bo śpiewała proste piosenki, których trudno nie lubić. Norah urzekła jednak przede wszystkim słuchaczy wychowanych jeszcze na klasycznym jazzie, soulu, swingu, jak również tych, którzy w
muzyce szukają bezpiecznego mainstreamu. Do takich dźwięków pasuje jej zjawiskowa uroda, więc gdy w szczytowym momencie kariery zagrała w filmie „My Blueberry Nights” Wonga
Karwaia, świat odetchnął – jej aspiracje muzyczne przestały mieć znaczenie.
CZAS NA ZMIANY
Dla wokalistki, debiutującej znakomitym „Come Away With Me”, musiał to być znak, że pora na zmiany. Przygotowując się do nagrania kolejnej płyty, zaczęła szukać w kręgu artystów, do których od dawna miała słabość, Toma Waitsa i Elvisa Costello. Pomógł jej producent Jacquire King (Modest Mouse, Kings Of Leon), kierując ją ku bardziej rockowym i bluesowym brzmieniom. Do „The Fall” cegiełkę dołożyli amerykański song-writer Ryan Adams, a także gitarzysta Waitsa i Costello Marc Ribot oraz klawiszowiec James Poyser (Roots i Erykah Badu). I wyszła płyta, na którą warto było czekać.
Trzydzieści lat to, jak się okazuje, magiczny próg dla artystów. Do tego czasu Norah rozstała się z wieloletnim partnerem Lee Alexandrem, z którym napisała większość swoich przebojów. Echa końca tego związku są i na tej płycie – w funkowym „Back to Manhattan” podsumowuje gorzko swoje narzeczeństwo. Widać więc, że choć w bolesny sposób, to w końcu dojrzała i efektem tego jest „The Fall”: do głębi bluesowy, momentami soulowy, pełen folkowych odniesień i rockowych aranżacji album.













































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!