Szalona Seigner między lolitą a wampem
Emmanuelle Seigner po raz drugi próbuje swoich sił jako wokalistka. Na „Dingue” wypada nieco słabiej niż na debiucie, ale dzięki rozgłosowi, jaki towarzyszy ostatnio Romanowi Polańskiemu, partnerującemu jej w jednym z utworów, płyta zapewne nieźle się sprzeda.
- Polański zekranizuje przebój z Broadwayu
- Żona Polańskiego wpada do Polski pośpiewać
- Żona Polańskiego zwariowała! Płytę wydaje
- Alternatywa dla konfekcji a'la Carla Bruni
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Poniedziałek 2012-05-21

temp. min 6°C max. 30°C
opady:
śladowe opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
"Dingue"
Emmanuelle Seigner
Wyd. Columbia, 2010
Ocena: 4/6
Seigner podziękowała za współpracę zespołowi Ultra Orange, z którymi nagrała swój debiutancki album trzy lata temu, i drugą płytę „Dingue” firmuje już tylko swoim
nazwiskiem. Wraz z pozbyciem się rockowych kompanów piosenki francuskiej aktorki straciły niestety na charakterze, którego nigdy przecież nie miała w nadmiarze. Wcześniej jej wątły głos
jakoś bronił się w towarzystwie zabrudzonych gitar, ale na „Dingue”, przepełnionym akustycznymi brzmieniami, jego słabości są nie do ukrycia.
Z drugiej strony zgrabnym kompozycjom zaśpiewanym bez wysiłku i z lekkością przez Seigner nie można nic zarzucić. To przyzwoity retro pop odwołujący się do francuskiej klasyki, podobny do nieszkodliwych pioseneczek, jakie niedawno zaproponowała Carla Bruni. Melancholijny „Alone a Barcelone” ochrzczony filmowymi smykami i pogwizdywaniem albo „Autant s’aimer autant” oparty na miękkiej gitarze akustycznej przypadną zapewne do gustu zwolennikom lounge’u zabarwionego bagietkowym klimatem, ale to raczej jednorazowy flirt.
Największym problemem wcale nie jest niespecjalnie mocarny wokal Seigner. Przecież Charlotte Gainsbourg na swojej ostatniej płycie też częściej szeptała, niż śpiewała, a mimo to potrafiła wspólnie z Beckiem stworzyć nową jakość, gdzieś na przecięciu klasycznej piosenki francuskiej, popu i mrocznej alternatywy. Seigner brak konkretnego pomysły na siebie – sama nie wie, czy chce być lolitką spod znaku Brigitte Bardot, czy drapieżną i mroczną femme fatale w rodzaju Juliette Greco.

















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!