Jest multiinstrumentalistą, reżyserem filmów, muzycznym erudytą. Komponuje poematy symfoniczne ("BBQ"), muzykę elektroniczną ("Enjoy Your Rabbit"), albumy z lirycznymi, akustycznymi, folkowymi piosenkami ("Seven Swans"). Jego muzykę łatwo rozpoznać – po oryginalnie poprowadzonych harmoniach, chwytliwych, lekkich melodiach oraz charakterystycznym głosie. 4 maja Sufjan zagra pierwszy koncert w Polsce.

Kiedy decydujesz, że piosenka jest skończona? Często twoje utwory – na przykład "Chicago" – mają niezliczone wersje.

Sufjan Stevens: Nie wierzę, że piosenka posiada finalną wersję. Jest to dla mnie otwarty proces, komponowanie może się nie kończyć. Wielokrotnie się zdarza, że moje piosenki mają wiele ostatecznych wersji, a potem na koncercie gram je jeszcze inaczej. Lubię te zmiany – sprawiają, że jestem ciągle w kreatywnym nastroju.

Masz jakąś własną teorię na temat tego, skąd przychodzą pomysły na melodie?

Uważam, że wszystkie piosenki istnieją we wszechświecie, a ja tylko za pomocą swojej świadomości kompozytorskiej pomagam im się układać w kompozycje. Pomysły rodzą się czasem niespodziewanie, trudno mi wtedy określić, dlaczego to się dzieje. Zainspirować może kawałek zasłyszanej melodii albo wręcz cisza, która prowokuje do zapełnienia jej muzyką.

Jak doszło do twojej współpracy przy płycie "High Violet" zespołu The National?

To proste. Są moimi sąsiadami. Nowy Jork jest ogromnym miastem, ale łatwo w nim znaleźć właściwych ludzi do współpracy. W muzyce The National odpowiada mi ich sposób podawania emocji, więc kiedy poprosili mnie o współpracę, nie zastanawiałem się ani chwili, nagrałem na ich płytę harmonie i wokale.

W zamian oni zrewanżowali ci się pomocą przy nagrywaniu "Age od Adz"?

Bryce Dessner, kompozytor i gitarzysta The National, jest moim przyjacielem. Potrzebowałem nowych inspiracji przy tej płycie i być może epicki wymiar "Age od Adz" to właśnie wpływ Bryce’a.

Dlaczego zrealizowałeś film "BBQ"?

Stworzyłem ten kolorowy filmowy kolaż, który pokazuje Nowy Jork jako źródło inspiracji. To miasto jest swoistym patchworkiem, to dla mnie najbardziej stymulujące miejsce w Stanach.

Zapowiadałeś kiedyś, że zilustrujesz muzycznie wszystkie stany. Na razie nagrałeś tylko Michigan i Illinois. Co z pozostałymi?

Szczerze mówiąc, nie wiem. Komponuję bardzo impulsywnie i ostatnio ciągle mam w głowie różne projekty. Ci, którzy czekają na kompozycję o kolejnym stanie, powinni więc uzbroić się w cierpliwość.

Rozwiąż proszę zagadkę mojej ulubionej piosenki "John Wayne Gacy, Jr." z płyty "Come On Feel the Illinoise". Skąd u ciebie fascynacja seryjnym mordercą?

Nie nazwałbym tego fascynacją. Chodziło mi o pokazanie pewnej obsesji na temat zdolności przemocy i udawania dobrego człowieka. Jest to też trochę ilustracja życia społecznego w Ameryce, które rządzi się w dużej mierze pozorami.

SUFJAN STEVENS | Warszawa, Teatr Polski | czwartek, godz. 19