White Lies nie jest łasy na pochlebstwa
Mają po 20 lat, a po swojej stronie dziennikarzy radia BBC oraz magazynu NME. Zespół White Lies powoli podbija świat: w sobotę 4 lipca będzie próbował zdobyć publiczność festiwalu Open'er 2009. DZIENNIK rozmawiał z basistą grupy, Charlesem Cave'em.
- Editors przeprasza za Jarocin i zaprasza
- Florence, godna następczyni Kate Bush
- Smutasy z Wysp rozkręcą Stodołę
- Niesamowita publiczność na White Lies
- Buraka Som Sistema podkręcają tempo
- Liderka The Gossip i Duffy podbiły Gdynię
- Emiliana Torrini czasami ucieka od muzyki
- Rockowa gorączka sobotniej nocy w Gdyni
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Czwartek 2012-05-24

temp. min 5°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Jak to jest być obecnie jednym z najważniejszych młodych zespołów rockowych na Wyspach, odczuwacie z tego powodu dużą presję?
Charles Cave: Nie, bo my w ogóle nie mamy czasu na to, żeby obserwować to, co się dzieje wokół naszego zespołu. Ciągle koncertujemy, jeździmy po świecie i promujemy nasz album. Oczywiście cieszy nas zainteresowanie nami na Wyspach, ale nasze ambicje sięgają znacznie dalej. Marzy nam się kariera międzynarodowa, dlatego zamiast czytać w gazetach pochlebstwa na nasz temat, jeździmy do Ameryki, Azji czy teraz do Europy, gdzie dopiero musimy przekonać do siebie słuchaczy.
Nie ma Cię na Open'erze? Śledź festiwal przez Twittera >>>
Podobnie jak członkowie np. Arctic Monkeys jesteście jeszcze bardzo młodzi. Sukces w tym wieku nie działa niszcząco?
Może i mamy po dwadzieścia lat, ale przecież graliśmy wcześniej w różnych zespołach przez ponad pięć. Podobnie z White Lies, pracowaliśmy na naszą pozycję trochę czasu. Moim zdaniem to najlepszy okres, żeby brać się za muzykę – ma się wtedy dużo energii do pracy oraz świeże spojrzenia na życie i muzykę. Do tego odbiór ze strony publiczności jest świetny, bo słuchają jej ludzie w podobnym wieku co my. Natomiast zupełnie nie mamy kontroli nad tym całym szumem medialnym – dziennikarze piszą o tym, co chcą, i tyle. Co najwyżej mogą nam tylko zaszkodzić, budując zbyt duże oczekiwania. A przecież my jesteśmy tylko jednym z wielu brytyjskich zespołów, któremu się udało.
Wpadka na koncercie Arctic Monkeys >>>
A jak to jest możliwe, że w recenzjach albumu „To Lose My Life...” przewijają się porównania waszej muzyki z Joy Division czy Echo & The Bunnyman, skoro to nie są artyści waszego pokolenia?
To prawda, ja wychowywałem się na metalowych zespołach typu Pantera, Megadeath czy Metallica. Ze starszych rzeczy, których rzeczywiście wszyscy słuchaliśmy, mógłbym chyba tylko wymienić Talking Heads. A zespoły, o których mówisz, poznaliśmy głównie, czytając recenzje naszych płyt. (śmiech) Ludzie kojarzą na przykład barwę głosu Harry’ego z Ianem Curtisem czy nasze mroczne brzmienie z brytyjskimi kapelami z lat 80., ale nie jest to zamierzone. Każdy z nas czymś innym i nie ma to bezpośredniego przełożenia na naszą twórczość. Jeśli ktoś chce wiedzieć, czego naprawdę słuchaliśmy przy nagrywaniu debiutanckiego albumu – to były to m.in. Secret Machines, Blonde Redhead, Scott Walker.


















































Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!