Piątkowy wieczór należał do nich. Jak przystało na prawdziwe gwiazdy Kayah i Bregović kazali na siebie poczekać. Jako pierwszy na scenie pojawił się Goran, który przez pół godziny rozgrzewał publiczność swoimi największymi hitami. Nie zabrakło wśród nich utworu „Kalashnikov” okraszonego polskim okrzykiem „do boju”.

Nie obyło się bez małego faux pas ze strony muzyka. Niesiona emocjami publiczność, zaczęła wyklaskiwać rytm podczas pierwszego utworu, co nie przypadło mu do gustu. Bregović bezpardonowo wyjaśnił, że takie zachowanie nie ma sensu w tej części utworu i poprosił , by wstrzymać się do refrenu. Słuchacze nieco przycichli, a wprowadzenie ich w początkowy entuzjazm zajęło dłuższą chwilę. Na szczęście wszystkim wrócił humor, gdy na scenie pojawiła się Kayah.

Koncert rozpoczęła piosenka „Śpij Kochanie śpij”, po niej ze specjalną dedykacją wokalistka zaśpiewała „100 lat młodej parze”. Kayah umiejętnie przeplatała kolejne utwory z błyskotliwymi zapowiedziami, z których można było się dowiedzieć między innymi, że kompozytor ma romantyczną duszę i „cały jest miłością”. Gwiazda wyjaśniła, że z biegiem czasu oboje złagodnieli, co pozwoliło im na obecną współpracę. Podziękowała także chórzystkom, które okazały się tymi występującymi na płycie. Nawiązała także do stroju Gorana „i wszedł on, cały na biało”.

Największy aplauz wywołał „Prawy do lewego”, który zagrano także w czasie bisu. To wtedy słuchacze poznali prawdę. Jak przyznała Kayah to igraszka losu. Piosenka, która miała być paszkwilem, ośmieszającym wszystkie wady Polaków stała się hymnem polskości.

Wszyscy występujący na scenie muzycy zadbali o to, by ten wieczór był niezapomniany. Połączenie bałkańskich rytmów z góralską nutą oraz głosem i charyzmą Kayah okazało się jak zwykle strzałem w dziesiątkę. Ale o niesamowitą atmosferę zadbała także publiczność, która wykazała się nienaganną znajomością tekstów. Podczas „Ta-bakiery” i „Byłam różą” to widownia wyśpiewała większość wersów. Nawet w momencie, gdy sprzęt spłatał figla i Kayah nie zdążyła z wejściem w odpowiednim momencie piosenki, sala nie zawiodła.

Poza spodziewanym materiałem, publiczność usłyszała specjalną aranżację piosenki Hanny Ordonówny „Miłość Ci wszystko wybaczy” oraz ostatni hit Kayah „Po co”.

Historia współpracy Kayah i Gorana Bregovicia nie należy do łatwych i przyjemnych. Wspólną płytę muzycy wydali w kwietniu 1999 roku.. Wydawnictwo zyskało status diamentowej płyty, a fani szaleli na koncertach. Niestety charaktery i niesnaski finansowe skutecznie rozdzieliły tę parę na długie lata. Ogłoszona w 2017 roku wspólna trasa koncertowa wzbudziła euforię fanów.

Wczorajszy koncert, jak się okazuje nie był ostatnim. Zapowiedziano trzy kolejne spotkania wiosną 2019 roku. „Złagodnieliśmy” i „dorośliśmy” powiedziała wokalistka w emitowanym przed koncertem wywiadzie. Parę słów stanowiło rozliczenie z wzajemnymi żalami oraz zapewnienie o pozytywnych relacjach.

„Goran dojrzał, to innego mojego obrazu i serdeczności wobec mnie” – wyjaśniła i dodała „po co nam te swory głupie, wszak i tak skończymy w zupie”.

Kończąc występ muzycy podziękowali za ciepłe przyjęcie, a Bregović zapewnił, że "takie rzeczy" i "takie przyjęcie" są możliwe tylko w Polsce.