Lady Gaga
"The Fame Monster"
Wyd. Universal 2009
Ocnea: 4/6



Jeszcze rok temu 23-letnia wokalistka pozostawała szarą eminencją show biznesu pisząc piosenki dla takich gigantów popu, jak Fergie czy Britney Spears. Gwiazdorski kontrakt zapewnił jej Akon, który w jednym z klubów usłyszał, jak pyskata Amerykanka wykonuje swoje autorskie kompozycje. Ubiegłoroczny debiutancki album „The Fame” rozszedł się w ponad 4 mln egzemplarzy, a hity „Just Dance” czy „Poker Face” kupiło w iTunes ponad 20 mln osób.

Lady Gaga odrobiła lekcje z Warhola i idzie za ciosem wydając minialbum „The Fame Monster” będący kontunuacją debiutu. Pierwszy singel z „Bad Romance” już stał się numerem 1 na świecie, a klip do niego w 10 dni od premiery przeszło 25 mln internautów. Muzycznie Gaga nie odkrywa Ameryki, a raczej zapuszcza żurawia na Stary Kontynent. Pełno tu odniesień do europopu czy dance spod znaku Abby czy Ace Of Bace („Alejandro”) ale także np. Depeche Mode („Dance In The Dark”). Choć zgodnie z zapewnieniami Gagi w każdym z ośmiu utworów znajdziemy esencję dance lat 90. i popu lat 80., to całość wyprodukowano z iście amerykańskim przepychem XXI wieku: basy rozsadzają głośniki, a syntezatory modnie trzeszczą.

Dziś ikony show biznesu z Madonną i Beyonce na czele łaszą się, by choć przez chwilę ogrzać się w cieple sławy Gagi. Ta pierwsza zapewnia, że w Gadze widzi siebie sprzed 20 lat. Nic dziwnego. Zrozumiała, że w wyścigu z Gagą pozostaje jej już tylko pisanie książek dla dzieci.